poniedziałek, 17 listopada 2008

"Ustąp mi to i ja ci ustąpię"

Psychologia społeczna to gałąź psychologii, która opisuje zachowania człowieka - jako członka społeczeństwa.

Bada, w jaki sposób jednostka funkcjonuje wśród ludzi i jakie mechanizmy mogą nami rządzić.

Dzisiejsza notka opowiada o tym, w jaki sposób sprawić, aby ktoś nam ustąpił.


Do czego to wszystko? Po co ta cała psychologia społeczna? Po pierwsze dlatego, że celem nauki jest zbadanie wszystkiego, co da się zbadać a po drugie... Jak pewnie się domyślacie, bardzo wiele osób marzy o tym, aby poznać w jaki sposób ludzie zachowują się w społeczeństwie, żeby po prostu na tym zarobić, żeby wykorzystać tę wiedzę do swoich celów, do uzyskania korzyści czy to materialnych czy jakichś innych.

Szczególnie u handlowców, w reklamie, przy negocjacjach a także u zarządzających grupami - wiedza z zakresu psychologii społecznej jest bardzo przydatna.

Pisałem jakiś czas temu o regule wzajemności, niepisanej zasadzie, w myśl której istnieje w kulturze prosty schemat: Jeśli Ty mi coś dałeś, ja powinienem Ci się odwdzięczyć.

Na tym polega cała zabawa z wszelkiego rodzaju promocjami i darmowymi próbkami.
Co chwilę atakują nas na ulicy osoby reklamujące np. krem albo napój wręczając nam go za darmo do ręki. Duża część osób użyje tego produktu i nie kupi następnym razem przy okazji w sklepie tej marki, jednak na pewno - sporo osób zrobi to, bo będzie czuło się wdzięcznymi i zobowiązanymi wobec tej marki.

Dzisiaj omówię jednak nieco inną kwestię a mianowicie - kwestię ustępowania. Gdzie to najlepiej zaobserwować? Wszędzie tam, gdzie dwoje ludzi próbuje coś ustalić. Na przykład cenę. Ale ok, skończmy już z tymi typowo handlowymi przykładami, bo pewnie już was to nudzi.

Weźmy na tapetę jakiś bardziej życiowy przykład.


Matka mówi do syna:

"Jarku, proszę wyrzuć śmieci"

Jarek w fazie dorastania, w okresie buntu, odpowiada opryskliwie:

"Wyrzucałem tydzień temu, teraz kolej na Marlenę"

Chłopiec, przepraszam młodzieniec, daje mamie do zrozumienia, że powinna poprosić o to jego siostrę. Oczywiście Jarek doskonale zdaje sobie sprawę, że Marlena jest obecnie poza domem na dwutygodniowym obozie narciarskim i - zostawia mamę w sytuacji, kiedy ta albo ZMUSI syna do wykonania czynności (np. krzykiem, okazaniem agresji itd.) bądź - biedulka, sama to zrobi.

Ustępstwo rodzi jednak ustępstwo i nasza przykładowa mama - ma jeszcze w zanadrzu jeden z bardziej konstruktywnych sposobów. Mianowicie może odpowiedzieć tak:

"Ok, rozumiem, że nie chcesz tego zrobić, w takim razie nie musisz"

W tym momencie mama ustępuje synowi - i robi to wprost. Choćby nie wiem jak bardzo zbuntowanym młodzieńcem był Jarek, bardzo trudno będzie mu powstrzymać narastającą w nim potrzebę odwdzięczenia się tym samym. Czyli pomyśli sobie:

"A! Ustąpię już tej matce i pójdę wyrzucić te cholerne śmieci! Niech jej będzie!"

Ustępstwo rodzi ustępstwo. Jednak trzeba robić to umiejętnie, a przede wszystkim - w DOBREJ INTENCJI.

W wyżej wymienionym przypadku, uważam, że intencja była dobra, ponieważ dzieci (niezależnie od wieku) powinny pomagać rodzicom. Bądź co bądź tyle rodzicom zawdzięczamy - życie.






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

14 komentarzy:

justynides pisze...

No faktycznie jest tak jak piszesz, "no dobra...nie musisz, ja to zrobie" zazwyczaj działa mobilizująco:). Będę miała psycho społeczną na drugim roku:)

liamsaleh pisze...

Ustępstwo rodzi ustępstwo, o ile założymy, że mamy do czynienia z ludzmi kompletnie 'zdrowymi' :).

marszu pisze...

A ja jestem tak leniwy, że każde ustępstwo cieszy mnie ogromnie... :)

Elzbieta pisze...

To jest prawda. Regula ustapienia jak i regola zrozumienia sa wazne w kazdej rozmowie. Ktokolwiek to bedzie, czy dziecko, czy tez osoba dorosla, np. mowiac do meza, czy zony, czy dziecka "Miales dzisiaj ciezki dzien". Takie zachowanie pomaga rozladowac napiecie i spokojnie przejsc do rozmowy.

eminesia pisze...

A czy to przypadkiem nie jest jakaś część sztuki perswazji? Często ją stosuję w praktyce [no cóż, w takich warunkach żyję] i w sumie często z sukcesem ;)

Swoją drogą - może mógłbyś jakoś szerzej o sztuce perswazji jedną notkę napisać? :)

lavinka pisze...

Ha, ha ha. Już widzę jak młodzieniec ustąpi :)

Byłam dzieckiem to wiem,że działają tylko jasne zasady i Meksyk. Nie wywiązujesz się z obowiazków? Twoje życie zamienia się w piekło.

Myśmy rozwiązywali to z bratem tak,że jeśli ktoś wyjechał/zachorował to musiał zaległe śmieci/wyjscia z psem itd odpracować. Co do jednego.

Jak się próbował wykręcić, miał taki dym... że następnym razem wolał nie próbować. I to dymu nie robił rodzic. Dym robiła osoba zastępująca.

To co piszesz jest bardzo piękne,ale po prostu nie działa. W każdym razie nie w przypadku wyrzucania śmieci. Obaiam się,ze w przypadku mycia zębów u dwu,trzy,czterolatka też nie :D
Trzeba być stanowczym i wymagać. Zrozumieć drugą stronę,że jej się nie chce,że nie robi tego na złość itd. Ale wymagać.
Od siebie oczywiście tak samo.

Ludzie się często pytają jak to możliwe,że nie mając dzieci tak dobrze sobie z nimi radzę i robią zawsze to o co ich poproszę. Bo od początku stawiam jasne zasady. Określam podział obowiazków i staram się kłaśc nazick na współpracę. Ty mi wyrzucisz smieci - ja w tym czasie zrobię Ci kanapki/herbatę. Coś za coś. Czyli ja mam swoje oboiązki, dziecko swoje.
Nie chce Ci się? Nie ma nie chcę. I tak długo nad nim/nią stoję aż zrozumie, że nie ustąpię. Za drugim razem jest tylko łatwiej.
Naczytałam się Mary Poppins. ;))) Ale to króca działa jak sto pięćdziesiąt!!!

Psychika.net pisze...

@ Justynides -


Też miałem społeczną na drugim roku :) Jest spoko!

Jeśli kogoś szczególnie zainteresowała psychologia społeczna to polecam serwis:

http://psychologia-spoleczna.pl


@ Liamsaleh -


Kwestia trudniejsza, zdefiniuj jak rozumiesz zdrowie :)


@ Marszu -


Aż taki leniwy nie jesteś, co widać po pracy, jaką z pewnością wkładasz w swojego bloga :) Fajny :)


@ Elżbieta -


Jasne, ustępstwo może również działać w sposób jaki opisujesz. Przedstawiłem Wam czysto "manipulacyjną" funkcję ustępstwa - JEDNAK masz rację, Elżbieto - TO MOżE działać również na innym poziomie - relaksacyjnym i przygotowującym grunt pod konstruktywną rozmowę.


@ Eminesie -


Pomyślimy :) Pomyślimy :) Jeśli już to nie jedną notkę, uwierz, że jest to temat bardzo obszerny... Pożyjemy, zobaczymy...


@ Lavinka -


Czyli ustalasz "coś za coś". Tak, to prawda, dzieci zbyt małe nie znają jeszcze zasady wzajemności i najpierw muszą się jej nauczyć - zanim zaczną w zamian za ustępstwo odwdzięczać się ustępstwem.

Jeśli jednak są już na tyle zanurzone w kulturze - ustępstwo za ustępstwo będzie i na nich oddziaływało.

Przekonasz się o tym, jak będziesz obserwowała jak dorastają Twoje przyszłe dzieci :)

liamsaleh pisze...

Z doswiadczenia wiem, ze istnieje pewien 'szczegolny' i wcale nierzadki rodzaj osob wobec ktorych ustepstwa moga przyniesc dosc niesymetryczny i smutny dla nas rezulat, raczej nie oczekiwalbym tutaj jakiejs szczegolnej wiary w zasade wzajemnosci. W zyciu nalezy czasem nauczyc sie robic, to co uwazamy za dobre i sluszne i nieoczekiwac niczego w zamian.

liamsaleh pisze...

@Lavinka

Podskórnie czuje, że Twoja metoda jest jednak chyba najbardziej niezawodna :)

lavinka pisze...

Żabko "zasada wzajemności" dział tylko w przypadku.... idiotów. Jak mi jakiś gałgan da prezent na ulicy to ja mu mam dac datek? W życiu! Przecież na tym bazują sekciarze.
Zasada "coś za coś" to nie jest w tym przypadku zasada wzajemności, ale zwykła zasada korzyści obopólnej(czyt. piewsza lekcja kompromisu). Ja mam korzyść z tego,że Ty wyrzucisz śmieci, Ty masz korzyść bo ja zrobię Ci kanapki. Ale to nie działa tak: zrobię Ci kanapki, bo Ty wyrzuciłeś śmieci. To chodzi o to,ze każdy wywiązuje się ze swoich obowiązków, które wcześniej zostały uzgodnione i zaakceptowane. Sporo rodziców popełnia błąd musztrując swoje dzieci. Masz robić tak i tak, bo jesteś dzieckiem a ja rodzicem. A potem się dziwią,ze dziecko ich olewa. Dzieciak musi rozumieć,że to co robi jest korzystne także dla niego. Że to co robi jest ważne. Że nie wykonuje rozkazu, ale robi coś dla samego siebie a przy okazji dobra ogółu. Im wcześniej wprowadzi się ten system, tym mniej się ma problemów później. A okres buntu młodzieńczego trzeba przeczekać. W każdym razie nie należy się obrażać,że "słodki aniołek" zrobił się "wrednym paskudnym gówniarzem". Taki wiek. Ale obowiązek to obowiązek. Nie musisz być zadowolony,ale śmieci należy wyrzucać tak samo jak spuszczać wodę w toalecie i myć zęby. Wolno Ci się wściekac, pyskować, trzaskać drzwiami ale śmieci powinny być wyrzucone. I już. To tylko kwestia rozwiązania problemu "władzy" w domu. Jeśli od początku panuje demokracja, jeśli od początku słucha się dziecka i nie zmusza na siłę i szantażem (bo nie dostaniesz kieszonkowego, bo nie pójdziesz na dyskotekę itp), ale tłumaczy się nieraz i godzinami, a co - to ma się efekty. Mam wrażenie,że dzisiejsi rodzice nie tłumaczą swoim dzieci niczego tylko wydają polecenia. Bo sami zostali tak wychowani i nie potrafią inaczej.

kamilio pisze...

Lepszym sposobem w tym przypadku byłoby powiedzenie przez mamę coś w stylu: -No dobrze, nie musisz tego robić ale może przynajmniej poodkurzasz w pokoju??
Chłopiec: -No dobra, już wyniosę Ci te śmieci... nooo w najgorszym przypadku poodkurza w pokoju. W każdym razie jakieś ustępstwo napewno zadziała :)

eminesia pisze...

Marcinie, pewnie, że temat rozwlekły :) źle się wyraziłam z tą "jedną" notką :D
czekam z niecierpliwością :)

Królowa Nocy pisze...

hmmm. nie mam w domu nastolatka, ale imho skoro na prośbę o wyrzucenie śmieci dziecko odpowiada opryskliwie, to znaczy że już coś jest nie tak i żadna zasada wzajemności nie zadziała. ja też byłam nastolatką, też przechodziłam tę fazę, ale nie buntowałam się przy tak banalnych sprawach - to, że każdy w domu coś robi było dla mnie oczywiste. ja się buntowałam w ten sposób, że programowo nie uczyłam się historii przez pewien czas, bo oboje rodzice są historykami - więc ja "na złość" uczyłam się biologii, a historię olewałam. ale wyrzucanie śmieci? no proszę cię, w czym tu się buntować? więc przykład dość nietrafiony - według mnie w takiej sytuacji stwierdzenie matki że nie musi tylko pogorszy sytuację i tym mniejsza szansa, że to dziecko kiedykolwiek jeszcze te śmieci wyrzuci.

matipl pisze...

jakiś dziwny ze mnie Twój czytelnik...
Wszyscy piszą, że nie działa, że jesli dziecko opryskliwe to tylko krzesło mu pomoże ;)

A na mnie działa to łapanie, że jeśli już ktoś powie, dobrze sam/sama to zrobię, to najczęściej wtedy dopiero się motywuję, tylko cichosza ;)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...