piątek, 7 listopada 2008

Sytuacja podwójnego wiązania Batesona i schizofrenia

Schizofrenia może zacząć rozwijać się z wielu powodów. Jednym z nich może być nieodpowiedni sposób komunikacji w rodzinie.

Bateson zaobserwował specyficzny patologiczny sposób komunikowania się między matkami a ich synami, u których zdiagnozowano schizofrenię i nazwał go - sytuacją podwójnego wiązania.


Sytuacja ta polega na tym, że matka przekazuje swojemu synowi już od najmłodszych lat - jednocześnie dwa sprzeczne komunikaty. Najczęściej komunikaty te przekazywane są w dwóch sferach: sferze werbalnej (czyli na przykład mowie) i niewerbalnej (czyli poprzez gesty, mimikę, ruchy, głos).

Matka przyszłego schizofrenika może mówić mu, że go kocha, podziwia itd. - na poziomie słów, jednak - de facto może czuć do niego wrogość. Dziecko wyczuwa tę sprzeczność ("tu mówi wprost, że mnie kocha a jednocześnie nienawidzi, co jest prawdą?") - co może spowodować u niego zaburzenia myślenia a w przyszłości trudności w komunikowaniu się z ludźmi, a wręcz też - unikanie ludzi.

Sytuacja podwójnego wiązania jest o tyle dramatyczna, że dziecko nie może jej opuścić, bo znajduję się w zależności od matki, psychicznej i fizycznej. Nie może wyjść poza obszar jej oddziaływania, bo jako dziecko jest zależne od rodzica.



Dla zobrazowania taki przykład tej sytuacji:

- Kocham cię, Marek - mówi szorstko Matka, udając, że chce delikatnie przytulić Syna, robiąc to w sposób sztywny i nieczuły.

(1) Syn może odpowiedzieć tak:

- Wiem Mamo, ja Ciebie też kocham - odpowiada Syn na komunikat słowny a mówiąc to kłamie sam siebie, deprecjonuje swoje uczucia, bo przecież czuje, że Matka wcale go nie kocha, że go odpycha.

(2) Albo odpowiada tak:

- Też Ciebie nienawidzę, Mamo - odpowiadając na komunikat niewerbalny, czując się winnym, zmieszanym, bo przecież Matka nie powiedziała mu, że go nienawidzi, tylko, że kocha.


Cokolwiek zrobiłoby dziecko, będzie to złe wyjście.

Sytuacja ta niszczy dziecko od środka. Upośledza jego psychikę.


Czasami więc później znajduje z niej ucieczkę - uciekając w poważną chorobę psychiczną, jaką jest schizofrenia.

Hardkor, prawda?






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

22 komentarze:

fasolka pisze...

No tak... tak się nieraz dzieje... tylko pytanie - dlaczego ów matki się tak zachowują?? I dlaczego tak jak napisałeś głównie w relacjach "matka-syn"??

Psychika.net pisze...

@ Fasolka -

Choćby nie wiem jak bardzo starał się tata wejść w dobry kontakt z dzieckiem, nie sprawi on, że dziecko będzie miało bardzo wczesne z nim doświadczenia bliskości. To przecież w matki ciele dziecko powstaje, z matki się rodzi i matka opiekuje się nim (mniej lub bardziej sprawnie). Dlatego kontakt z matką wydaje się być bardziej istotny, mający TAK SILNY wpływ na psychikę.

Bateson badał matki schizofreników - stąd taka a nie inna notka. Uznał on kontakt z matką za najbardziej wpływający na kształtowanie się psychiki.

Jak zaznaczyłem na początku, jest wiele powodów powstawania schizofrenii, jednym z nich może być właśnie taki kontakt. Czy podobnie jest z kontaktem przyszłych schizofreników z ich ojcami? Prawdopodobnie zależy to od wielu innych jeszcze zmiennych. Można by to również zbadać, poobserwować.

Pozdrawiam:)

zimbabwe pisze...

Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale byłam kiedyś na wykładzie o schizofrenii i tam się wypowiadał psychiatra, który mówił o biologicznym podłożu tej choroby. I to wydaje mi się najbardziej logiczne, bo co z np. kobietami? Na schizofrenię może zachorować każdy, tak samo jak na raka, kiłę albo grypę.

Psychika.net pisze...

@ Zimbabwe -


Słuchaj co ludzie mówią i obserwuj kim ten czlowiek jest, co soba reprezentuje.

Dla psychologa postrzegajacego czlowieka - jako cialo, w ktorym mieszka dusza - nie tylko czynniki biologiczne beda mialy wplyw na ksztaltowanie sie tej choroby.

Genetyka zwieksza prawdopodobiensto wystapienia tej choroby jednak o niczym absolutnie nie przesadza.

POtrzebne sa do tego bowiem jeszcze niekorzystne czynniki srodowiskowe i osobowosciowe.

Poza tym te koncepcje mozna rozszerzyc do dziewczynek, nie tylko do chlopcow.

Pozdrawiam :)

triskaidekafil pisze...

Czy jest zakreślony przedział wiekowy, kiedy takie dychotomiczne traktowanie może doprowadzić do wystąpienia schizofrenii? Bo jak się domyślam, wiek może mieć tutaj duże znaczenie.

Psychika.net pisze...

@ Triskaidekafil -

Wydaje się, że najbardziej podatnym okresem na negatywne oddziaływanie sytuacji podwójnego wiązania jest wiek przedszkolny i wczesnoszkolny kiedy to dziecko uczy się odbierania i rozumienia komunikatów z otoczenia, choć koncepcja nie podaje wyraźnego przedziału wiekowego.

Z reguły jest tak, że tendencja do wytwarzania przez rodzica sytuacji podwójnego wiązania utrzymuje się przez długi okres wychowywania dziecka, choć najbardziej znaczące są wczesne lata życia kiedy dziecko uczy się myśleć, rozumieć świat.

lavinka pisze...

Słyszałam o badaniach, które podkreślały aspekt genetyczny tej choroby oraz innych, które mówiły o wirusie, który powoduje podobne objawy. Bardzo mało naukowcy wiedzą na temat schizofrenii. Bardzo możliwe,że to tak jak z bólem gardła... Może to być infekcja bakteryjna lub wirusowa,albo coś innego. Być może zbyt wiele różnych chorób nazywanych jest tym mianem, bo mają podobny przebieg i objawy ale wysoce prawdopodobne jest to,że mają zupełnie różne przyczyny.

pamejudd pisze...

Przepraszam, co to są "czynniki osobowościowe"?


I jak, zbrojny w przytoczoną koncepcję, próbowałbyś wytłumaczyć dysproporcję płci w epidemiologii i obrazie klinicznym schizofrenii?

Psychika.net pisze...

@ Pamejudd -

1) Indywidualne cechy jednostki.

2) Koncepcja nie dotyka tej sfery.

pamejudd pisze...

1.) Jakie cechy?

2.) To szkoda, bo to fakt dość istotny dla prób zrozumienia schizofrenii jako zaburzenia (oczywiście, o ile ktoś w ogóle szuka wyjasnienia, a nie tylko chce sobie popisać).

Psychika.net pisze...

1)Np. samoocena, temperament, intro- bądź ekstrawersja, poczucie skuteczności. 2) Ta koncepcja tłumaczy jedną z prawdopodobnie wielu przyczyn powstawania schizofrenii. Nie jest moim celem tylko sobie popisać a przedstawić różne poglądy rzetelnie. I to, że przedstawiam je we własnych słowach nie znaczy, że mogę sobie pozwolić na tak abstrakcyjne wyciąganie wniosków - jakich ode mnie oczekujesz. Nie ta koncepcja to tłumaczy. Nie ten obszar.

matipl pisze...

A ja się cieszę, że napisałeś o tej hipotezie.
Wcześniej nie sądziłem, że ta choroba może mieć podłoże, na którym mamy duży wpływ.

Artur pisze...

Bardzo ciekawe, a przy tym szokujące. Ciekaw jest jak nazwać taki przypadek owej matki, która właśnie tak postępuje ze swoim dzieckiem. Bo chyba przyznacie, że nie jest to normalne.

Anonimowy pisze...

Mój mąż cierpi na jakieś zaburzenia, słyszy jakieś głosy, widzi osoby których nie ma. Jest agresywny, wulgarny, wybuchowy. Opowiada jakieś sytuacje, które się nie wydarzyły - robi to bardzo przekonująco , zmienia ton głosu, płacze, zachowuje się dziwnie.Nie chce się leczyć!!!

Anonimowy pisze...

Witam,

Bardzo prawdziwy opis. Jakbyś mówił o mnie i o moich relacjach z matką. Coś mnie natknęło żeby sprawdzić ten termin "schizofreniczna matka”. Szkoda, że o tym wcześniej nie wiedziałem. Ale kto by pomyślał, że będę miał kiedyś problemy ze schizofrenią?

Od dziecka czułem się dziwnie zawsze w tych relacjach z matką. Miłość? Nie wiedziałem do końca o co w tym chodzi. Kiedy coś i się działo nie tak, jakaś choroba, czy miałem jakieś problemy osobiste - nigdy nie mówiłem o tym matce, bo czułem jakiś lęk przed tą jej „miłością”.

Zawsze wydawało mi się to dziwne – że z jednej strony mnie kocha, bo tak mówi i nie pozwala sobie nic innego powiedzieć, a z drugiej potrafi tak bardzo ranić i odwracać się kiedy coś jest nie po jej myśli, albo kiedy jej potrzebujesz. To była taka sztuczna miłość. Na pokaz. Może miała dobre intencje, ale nie wiedziała jak to pokazać.

Najgorsze, najbardziej "schizogenne" moim zdaniem jest to, kiedy matka nie potrafi przyznać się - choćby w najmniejszym stopniu – do tego że jej zachowanie nie do końca jest prawidłowe i uparcie wmawia dziecku, że to z nim jest coś nie tak. Taka matka wmawia ci, że to ty się mylisz, jeżeli twierdzisz, że cię nie kocha i oczywiście nie akceptuje tego że nie chcesz takiej miłości - i to jest najgorsze, bo dziecko ma później wielki problem z dojściem do prawdy, która jest inna.

Sam miałem objawy schizofrenii w wieku około 21 lat. Na szczęście udało mi się uniknąć szpitala i psychotropów.
Pomogło trochę oddalenie się od matki – wyjazd za granicę do pracy – i doświadczenie namiastki tej prawdziwej miłości - bez warunków, bez sztucznych gestów i słów, z akceptacją ciebie takim jakim jesteś, bez udawania. Po prostu normalne relacje. Wcześniej nie wiedziałem na czym miłość polega i bałem się jej.

Dlatego wycofałem się, zamknąłem się w sobie, zacząłem udawać kogoś kim nie jestem - bo jeżeli nie możesz czuć się bezpieczny i akceptowany przez najbliższą osobę którą kochasz i która ciebie kocha(tak myślałem), to jak możesz się otworzyć przed innymi obcymi ludźmi? Jak możesz pokazać im siebie? Swoje słabości, problemy? - jeżeli czujesz, że zaraz wejdą ci z nogami, bez szacunku w twoje osobiste sprawy, zmieszają cię z błotem, a później powiedzą, że to dlatego bo cię kochają. I będą żądać od ciebie pozwolenia na taką miłość.
Będą ci wmawiać za wszelką cenę, że to z tobą jest coś nie tak, jeżeli nie chcesz takiej miłości. A ty będąc dzieckiem musisz to zaakceptować. Nie masz innego wyjścia. Albo to akceptujesz albo jesteś gnębiony. Przynajmniej musisz przekonać swój umysł że to prawda. A ciało i tak da później znać w postaci choroby.

Myślę, że gdyby mama chociaż nie próbowała na siłę stwarzać pozorów, że wszystko jest ok to byłoby o wiele lepiej. Szczerość jest ważniejsza. To podstawa. Nawet jeżeli sprawy były trudne, bo mój ojciec miał problemy alkoholowe itd. Ale gdyby była szczera sama ze sobą i z tym, że w naszym domu nie było ok to ja nie miałbym takich problemów jak miałem później.

Dziecko myśli, że z nim jest coś nie tak, bo jego wewnętrzne odczucia są – jak wszyscy twierdzą - złe i „nieakceptowalne”. To należy je ukrywać. Po prostu. Oznacza to, że jesteś zły. Więc pod żadnym pozorem nie możesz się ujawniać - kurcze tak czułem się przez większość mojego życia.

Tworzy się w tobie druga, inna osoba na pokaz. A jeżeli ta wewnętrzna, prawdziwa osoba daje o sobie znać i kiedy już nie jesteśmy w stanie jej ukrywać, powstają objawy choroby.

Czy tak powstaje schizofrenia? Myślę, że w sporej ilości przypadków właśnie tak.

Dzięki za ten artykuł. Wiele mi uświadomił.
Przepraszam za to długie wynurzenia, ale to po części dla mnie było jak terapia.
Dobrze jest poczuć, że to nie z tobą było coś nie tak. Że to co przez tyle lat myslałeś o sobie – że jesteś dziwny, nienormalny, nie umiesz kochać rodziców itp. – nie jest prawdą. To była zupełnie normalna reakcja na doświadczenie które cię spotkało. To tylko osoby które miały być dla ciebie oparciem zawaliły sprawę.

Anonimowy pisze...

Marcin, tak sobie czytam Twoją notkę i myślę, że coś w tym jest, pomimo tego że psychologowie (psychiatrzy?) wycofują się z tej hipotezy o przyczynę schizofrenii. Niestety ‘schizofrenia’ jest dla mnie tematem bliskim, bo... schizofrenikiem jest mój młodszy a teraz już 25-letni brat. Dużo ostatnio czytam na ten temat, głównie po to, żeby odpowiedzieć na pytanie 'dlaczego?'. Schizofreniczną matką była i nadal jest moja matka, od której uciekłam jakiś czas temu, bo w domu nie dało się żyć. Dosłownie. Ale nie o mnie tu chodzi. Mój brat ‘został’ niedoszłym czołgistą w wojsku; nie udało się bo wylądował w domu po 3-miesięcznej przygodzie z mundurem i wpisem 'osobowość paranoidalna' w kartotece z dużym E przy słowie ‘kategoria’. Miał wtedy 19 lat. Dzisiaj pracuje i mieszka z rodzicami, ma za sobą zatarg z prawem (pobicie Bogu ducha winnego człowieka) i długi na koncie bankowym. Jest źle. Brat nie chce się leczyć. Niektórzy mówią, że wojsko było czynnikiem, który wywołał u niego chorobę.

Dlaczego jest chory? Nie wiem, próbuję dociec, dowiedzieć się, wykalkulować, zrozumieć. Stosunki u mnie w rodzinie zawsze były ‘dziwne’. Jeśli wychowywałeś się w tzw. normalnej rodzinie nie zrozumiesz. Miałam wrażenie, że wychowujemy się sami, sami tzn. że nasi rodzice to takie duże dzieci. Braki w emocjonalności, nie byli nigdy autorytetem, wiem, że to prości ludzie, ale nie radzili sobie ani życiowo ani w roli ‘przewodników stada’ w naszej małej 2+2 rodzinie. Matka nadmiernie autorytarna, ojciec wycofany. Nigdy nie usłyszałam od niej (nich) słowa 'kocham', na pewno nie słyszał tego mój brat. Nadmiernie opiekuńcza była i jest wobec brata od jego narodzin aż do teraz (!); ja mimo, że byłam pierwszym dzieckiem wychowywałam się w żłobkach, przedszkolach, u ciotek i babć. Może to mnie uratowało, a może też to, że uwaga skupiona była właśnie na nim. Mój brat jako syn musiał mieć specjalne względy. Mama zwolniła się z pracy i do 6-tego roku życia mojego brata nie spuszczała go z oka. Chłopak nie miał okazji się uspołeczniać wśród rówieśników do czasu zerówki, która była dla niego strasznym przeżyciem. Był jak dzikus. Potem problemy w szkole, problemy po szkole i ogólnie wpadka w nieciekawe towarzystwo. Niestety wszystko mu wybaczała i nadmiernie kontrolowała dalej. Nie było dnia niechodzenia za nim i dogadywania, komentowania, negatywów, przywalenia do słuchu. Miałam wrażenie, że to dla niej forma terapii masochistycznej.
Wyprowadził się z domu, ale potem wrócił. Teraz jest załamana, bo nie wie co przyniesie następny dzień. On jest coraz bardziej agresywny (w odpowiedzi na krytykę w domu i poza nim) i nie widzi problemu. O mało nie wyrzucili go z pracy, gdzie ciągle jest przenoszony z miejsca na miejsce przez szefów. Tam nie widzą o jego chorobie. Matka nie mówi o tym nikomu, nawet najbliższej rodzinie. Wstydzi się.

Dziękuję za Twoją notkę i wpis Anonimowego powyżej.

Anonimowy pisze...

Witam,

Tu jeszcze raz anonimowy z dwóch wpisów powyżej:)
Co chciałem jeszcze powiedzieć odnośnie tej choroby i wpływu matki.

Powiedziałbym, że matka nie jest decydującym czynnikiem, ale pomocnym w tej całej sprawie. Moim zdaniem samo zachowanie matki nie może zdecydować o wystąpieniu choroby. Jednak zachowanie matki plus predyspozycje dziecka tzw. podatny grunt na które trafia zachowanie matki powodują pogłębianie się zaburzeń dziecka. Myślę, że i bez tzw. schizofrenicznej matki dziecko również może mieć zaburzenia schizofreniczne, jednak zachowanie matki może znacznie sprzyjać wystąpieniu choroby i jeszcze pogłębiać te objawy.

Mówi się, że schizofreniczna matka ma zbyt duży wpływ na dziecko jest zaborcza. Tak. Jednak predyspozycje dziecka powodują, że łatwo jest je zdominować.

Generalnie mówię to na swoim przykładzie. Ale myślę, że to są typowe objawy u wielu schizofreników. Zawsze byłem trochę pasywny, wycofany, na niczym mi aż tak bardzo nie zależało. Obojętny. Tzn. miałem swoje zainteresowania, plany itd, jednak na pewnym poziomie odpuszczałem zbyt łatwo. To już są pewne objawy schizofrenii(tzw. prostej)

Takiego człowieka bardzo łatwo zdominować. Łatwo być zaborczym wobec niego. Zdrowe dziecko zawsze się jakoś broni, widzi że zachowanie rodzica go krzywdzi i potrafi się mu w taki czy inny sposób sprzeciwić. Dziecko schizofreniczne niby wie, że matka nie zachowuje się dobrze, ale bardzo łatwo jej wybacza, zapomina o wszystkim(generalnie schizofrenicy mają słabe wspomnienia) i nie potrafi powiedzieć matce, że zachowała się źle, przez co jakby zachęca matkę do takiego zachowania w przyszłości. Rodzic sam z własnej woli rzadko pozbędzie się takiego wpływu na własne dziecko, szczególnie matka. Dziecko musi samo na pewnym stadium postarać się o swoją emancypację, a schizofrenik nie jest w stanie, bo ma za małą siłę woli i jest mu to w gruncie rzeczy obojętne.

Mówię to porównując siebie do mojego rodzeństwa, które jakoś radziło sobie przecież z ta schizofreniczną matką. Widziało jej nieprawidłowe zachowanie i nie godziło się na nie. Potrafiło spojrzeć krytycznym okiem na matkę i powiedzieć jej co o niej myśli. Ja tego nie potrafiłem.

Generalnie myślę, że rozwiązanie przyczyn schizofrenii leży jeszcze gdzieś indziej a tzw. schizofreniczna matka jest tylko w niektórych przypadkach czynnikiem sprzyjającym uruchomieniu się choroby i pogłębiającym jej objawy. Ale nie jest bezpośrednią przyczyną.

Anonimowy pisze...

Dzień Dobry
Ciekawa teoria, dotyczy mnie. Jestem zdiagnozowany, jako schizofrenik w wieku 28 lat. Proces chorobowy przebiegał jednak już wcześniej. Dziś mam lat 45, a zatem już sporo dystansu do tych wydarzeń. Od 8 roku życia chowałem się w towarzystwie macochy (mama zmarła), było to życie w jednej wielkiej obłudzie. Na zewnątrz (goście, rodzina, obcy ludzie) macocha udawała bardzo troskliwą i miłą matkę, a w relacjach bezpośrednich była wredna (np. wielokrotnie wysłuchiwałem, że moja rodzona mama w grobie się przewraca przeze mnie), nieuczynna (posiłku mi nigdy nie zrobiła, a przy gościach latała, jak wściekła na każde moją prośbę) i czułem jej ironiczny i pogardliwy stosunek do mnie (nie raz wyrażała obrzydzenie werbalnie wobec mojej osoby) Nigdy nie znalazłem odpowiedzi dlaczego tak postępowała, ale wywierało to na mnie okropnie, destrukcyjny wpływ. Właściwie mój światopogląd sprowadził się do negacji pozytywnych ludzkich postaw i do dziś częściowo mi to pozostało. Zacząłem przez to rozumieć kryminalistów, a nawet ich szanować, a "miny na pokaz" mam w krwiobiegu obarczone nienawiścią. Ojca w skrócie, jakby nie było, jego rola sprowadzała się do kontrolowania mojej nauki. Zatem żyłem zupełnie sam i do dziś mam autyzm na wszelką próbę niesienia mi pomocy, bo odbieram to jako manipulacje i fałsz. Wychodzę z tych zjawisk swej duszy, czy to sprawa wieku, czy kolejnych zdarzeń życia nie wiem. Nikomu jednak nie życzę dorastania w takiej hipokryzji, jak tu ktoś napisał, też wolałbym klarowną negatywną postawę wobec siebie, przynajmniej kształtowałbym się w ciemnych kryteriach, dziś był bandytą ( większość ludzi nie rozumie nie ma ludzi dobrych i złych) po wyroku znacznie lżejszym, niż niszczenie psychiki i organizmu diagnozą oraz neuroleptykami. Dokonałem volty życiowej po przeżyciach (areszt, szpital itd.), ale ocena dzieciństwa jest dla mnie jasnym kryterium wybuchu mej choroby. Dziś mieszkam sam, utrzymuje kontakt z rodzicami, ale, gdy mam jakieś problemy (praca, zdrowie itd.) oni nie są dla mnie wsparciem, a odwrotnie pogłębiają mój kryzys, jakąś dociekliwością, podświadomie czuje oskarżenie, czasem wręcz wyrażane. Są dziś już obaj hipokrytami. Tu można zastanowić się na ile jest to obiektywne ( jak i badanie z artykułu), a na ile subiektywna wizja będąca wynikiem chorej jaźni. Nie mniej odczucia pozostają realne. Na zakończenie nie poznałem do tej pory większego bezprawia niż psychiatria, te wszystkie hasła na zewnątrz, to tylko fasada, żeby nie zamulać wątku pociągnę temat w kolejnym komentarzu.

Anonimowy pisze...

Fasadą psychiatrii jest mówienie, że chodzi o "dobro" chorego, tu chodzi o "dobro" społeczne. Ten zakłamany punkt wyjścia jest źródłem wszelkich dalszych dewiacji, nadużyć, łamania prawa. Jeżeli zaprzeczasz tej tezie podaj mi przykład osoby bez diagnozy, która sama zgłasza się na leczenie psychiatryczne. Dotyczyć to może osób, których szpital nie będzie chciał hospitalizować, czyli jakiś lżejszych przypadków z zaburzeniami. Proszę nie żonglować moralnością, jest teza. Dalej jest już równia pochyła, pozbawienie realne jakichkolwiek praw pacjenta. Nie podpiszesz zgody na leczenie, to sąd podpisze ( oczywiście silny, pełen rozterek skład na wyjeździe). Wulgarne, lekceważące traktowanie przez personel, masz problem, to zastrzyk albo pasy. Do dziś pamiętam ten gulasz z Dziekanki w Gnieźnie za, który w państwie prawa kilka osób powinno siedzieć w więzieniu ( on był tylko z nazwy), masz problem, zastrzyk albo pasy. Niestety podczas mojego pobytu dwóch pacjentów umarło, wątpię aby rzetelna była sekcja zwłok i trudno tego nie wiązać z szokiem polekowym ( to nie był Dom Starców). Środki przymusu bezpośredniego są też ewenementem medycznym, oczywiście ich zastosowanie nie musi być pochodną Twojej postawy,czy to jeszcze jest służba zdrowia? Na oddziale na, którym leżałem papierosy nam wydzielano, dla naszego "dobra", to jest ograniczenie wolności, tak, czy nie? Mój oddział miał piętro, które na dzień było zamykane, wynikiem tego były snujące się postacie "wariatów" z torbami foliowymi w ręku ( kawa, kubek, łyżeczka etc. w torbie), bo szafki mieli na piętrze, a dzień długi. Nie zaburza Ci się obraz człowieczeństwa? Opuchliznę zęba, który zewnętrznie nie wykazywał żadnych zmian, typu próchnica rozwiązano mi wyrwaniem tego zęba, co Ty na to? Można by jeszcze wspomnieć o wielu procedurach lżejszego kalibru, ale nie po to piszę by popłakiwać nad każdym rozlanym mlekiem. Pozostaje sprawa leków, czy słyszałeś o innej dziedzinie medycyny, gdzie aplikuje się "lekarstwa" wbrew woli chorego? Znów proszę nie żongluj moralnością. Ja nawet w domu miałem wbrew woli dodawane leki do jedzenia nie wiedząc o tym. Tu wracamy do punktu wyjścia, tzw. "dobra" społecznego, a raczej świętego spokoju. Słowo święty jest tu idealne. Kończąc kryminalista po wyroku w więzieniu ma jasne kryteria pobytu, w szpitalu psychiatrycznym Bogiem jest ordynator, nic nie jest jasne, możesz tam kiblować do końca swoich dni ( był "przypadek" w 1995 roku izolowany w 1956), warunki higieny i odżywiania są urągające, areszt to sanatorium porównując. Kiciarz poddany jest sądowej ocenie zdarzeń, moje prawo ograniczyło się do stwierdzenia niepoczytalności, a zatem nie powinienem mieć kłopotów moralnych z zarzutami przed, którymi nie mogłem się bronić. To jest szydera i o to mam największy żal-faktycznie zostałem pozbawiony prawa do obrony. Przecież te zarzuty były esensją mojego zatrzymania. Zgodzę się, że choroba znosi odpowiedzialność karną, ale od którego zarzutu? Od wybicia szyb sąsiadom, do którego się przyznałem, co prawnie pozwoliło nie prowadzić procesu dalej, bo wszystko jest zasadne? Każda kolejna definicja zdrowia WHO sprowadza się do braku dolegliwości, a tu mamy taki przedziwny dział medycyny, gdzie o Twojej dolegliwości decyduje osoba trzecia. Dlaczego się ciągle niemal wszyscy z tego śmiejemy, bo ludzie śmieją się z absurdów. Uważam, że to wszystko wnioskuje o rewolucje, jeżeli przyjmiemy nawet dogmat "świętego spokoju", to dla rozsądku należałoby wyjąć psychiatrie z medycyny i nazwać ją ODDZIAŁY PREWENCJI SPOŁECZNEJ. To jest jednak zbyt otwarta karta, przyznająca, że współczesny świat jest nie tolerancyjny w wymiarze państwa. Dlatego od wieków jest status quo, nadto kontrargumentem jest mniejsza możliwość manipulacji faktami przez oportunistów. Zakładam, że w tej wersji leki też powinny nazwane być po imieniu ŚRODKAMI RESOCJALIZACYJNYMI i nie było by sporu o ich zawartość.

alastor pisze...

dziekuje za wasze komentarze naprawdę wiele dla mnie znaczą, szczególnie cztery ostatnie, pozdrawiam , trzymajcie się

Anonimowy pisze...

Problemem są też nadmierne oczekiwania uczuciowe takiego dziecka - o tym autor nie wspomina. Czyli jeśli dziecko ma bardzo duże wymagania od rodzica, oczekuje zawsze i wszędzie miłości, przyjaźni - takiej czułości - to każde nawet małe odstępstwo rodzica od tej reguły dla dziecka może być szokiem nie do zaakceptowania. Wystarczy tylko trochę niewłaściwe zachowanie, a dla dziecka to już trauma. Z kolei inne dziecko po takiej samej sytuacji przejdzie do porządku dziennego, co najwyżej trochę zdenerwuje się na Mamę.
Zapraszam na mojego bloga na ten temat:
https://freniablog.wordpress.com

Anonimowy pisze...

Witam
bardzo zainteresowały mnie Państwa komentarze, a szczególnie 2 napisane przez pana chorego na schizofrenię (Pan 45 lat w chwili pisania komentarza).
Mam brata ze stwierdzoną schizofrenią, 31 lat. Również znajduję się na Dziekance - Gniezno
Faktycznie można stwierdzić, że lekarze jak i personel nie rozumie swojej pracy i tego, że są tam dla pacjentów. Osoby które wybierają taki zawód powinny być osobami z prawdziwym powołaniem. na myśli mam lekceważące podejście do pacjentów, tak jak Pan wspominał- coś nie pasuje to leki i pasy. Leki nie działają? a to damy mega dawke, jak eksperymenty w Auschwitz... Ciężko jest mi patrzeć na cierpienie mojego brata którego szczerze kocham, a nie potrafię mu pomóc. Właściwie zero informacji od lekarza, cieżko więc mi jako osobie zdrowej rozumieć tą chorobę. mam wrażenie, że gdyby nie internet to nie wiedziałabym nic. Jeśli chodzi o sam artykuł, ciężko mi jest stwierdzić jaka mama była dla brata gdy był mały ponieważ jestem od niego 6 lat młodsza. Muszę jednak zauważyć, że to raczej ojciec wykazywał pogardę do niego i jest tak do dzisiaj. W tej chwili gdy brat jest w szpitalu po raz 8 rodzice odwrócili się od niego zupełnie. Uważam, że samo bycie chorym jest tragedią, pobyt w szpitali istną szkołą przetrwania, a miłość okazywana przez rodzinę powinna być nieodłącznym elementem terapii.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i trzymajcie się
przepraszam jesli komntarz jest niespójny ale pisze pod wpływem emocji

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...