środa, 5 listopada 2008

Jak rzucić palenie?

Podejmując decyzję o rzuceniu palenia papierosów, wiele osób obkupuje się w poradniki na ten temat - albo też zaopatrza się w popularne tabletki zawierające nikotynę, stopniowo zmniejszając dawkę zgodnie z instrukcją.

Jeśli chodzi o mnie, palenie rzuciłem - opracowując i realizując swój własny plan działania.


Nie powiem Wam, że udało mi się zrobić to za pierwszym razem. Był to któryś raz z rzędu, póki co jednak - skuteczny.

Przygoda z moim paleniem zaczęła się już w liceum. Oczywiście miał miejsce popularny schemat - chęć zaimponowania kolegom no i moja ciekawość czegoś innego, połączona z młodzieńczym buntem.

Na początku palenie sprawiało mi masę frajdy, kiedy to ukrywałem się z tym przed nauczycielami, rodzicami, kiedy fakt, że palę - oznaczał wtedy dla mnie, że staję się dorosły, odpowiedzialny za swoje życie, dojrzały. Nic bardziej błędnego, bo człowiek w pełni dojrzały - nigdy tak o sobie nie pomyśli - myślę tak sobie o tym z perspektywy czasu.

Łatwo było zacząć, trudniej było z tym skończyć. Wielokrotnie próbowałem to zrobić, i za każdym razem - kiedy nie wychodziło - zdawałem sobie sprawę, że... tak naprawdę to chciałem dalej palić.

W końcu zapragnąłem rzucić palenie na dobre.

Dla wielu osób motywem do rzucenia palenie są względy ekonomiczne, dla innych zdrowie. Dla mnie motywem było - przede wszystkim zdrowie. Czułem, że palenie mi szkodzi - i czułem i czuję się świetnie po odstawieniu fajek.

Mogę oddychać - świeżym powietrzem i czuję dobrze wszelkie zapachy.

Jak rzuciłem palenie?

1. Po pierwsze usunąłem z mojego najbliższego otoczenia wszelkie przedmioty związane z fajkami. Oczywiście miałem sporo zapalniczek począwszy na legendarnych zippo a na tych za dwa złote kończąc. Po prostu zapalniczki walały się wszędzie. Nic w tym dziwnego, bo osoba uzależniona od nikotyny - w sytuacjach silnego głodu chce jak najszybciej zapalić, dlatego ma w pobliżu mnóstwo zapalniczek.

Ja postanowiłem zrobić tak - aby nic nie przypominało mi, ani nie kusiło do tego żeby zajarać. Po prostu oczyściłem swoje otoczenie, miejsce w którym przebywam z przedmiotów związanych z tym nałogiem, aby nic nie budziło żadnych skojarzeń.

2. Jako drugą rzecz - zastanowiłem się nad - chyba najważniejszą w każdym nałogu rzeczą - a mianowicie:

Co będę robił - w tym czasie - w którym zawsze paliłem?

Sprawa wydaje się być błaha - dla osób nie mających nigdy w życiu nic wspólnego z tym paskudnym nałogiem, jednak dla uzależnionych - jest to nie lada wyzwanie.

Począwszy od przerw w szkole, na studiach czy w pracy. W czasie, kiedy zawsze wychodziliście na fajkę, kiedy mieliście tak zaplanowany czas, aby pogadać ze znajomymi przy papierosie - będziecie musieli robić coś innego.

Warto sobie odpowiedzieć już od razu, co będziecie robić - w tym czasie, aby być przygotowanym na pokusę zapalenia "jak dawniej". Szczególnie nasilona pokusa zachowania się tak samo jak kiedyś - ujawnia się w pierwszych tygodniach od rzucenia nałogu.

Możecie na przykład jeść w tym czasie paluszki, albo dłubać słonecznik czy pić wodę - byle zająć ten czas czym innym. Ja postanowiłem przygotowywać sobie kanapki w domu - i nosić do pracy po to, aby w czasie kiedy wychodziłem na papierosa - po prostu jeść (czego wcześniej nie robiłem). Dodatkowo miałem zawsze przy sobie jakieś miętowe cukierki. W moim przypadku to pomogło.

3. Jako trzecią kwestię - rozważyłem, co się stanie, kiedy przypadkowo zapalę na imprezie czy gdzieś.

Często jest tak, że ludzie, którzy rzucają fajki - podchodzą do tego jak do gry "wszystko albo nic". To znaczy w momencie, kiedy jednak skuszą się na papierosa, na przykład będą w pubie, przy piwie, kiedy to alkohol sprawia, że nie mamy aż tak silnych hamulców (samokontroli) - powracają do nałogu. Myślą sobie wtedy "i tak już zapaliłem na imprezie, czyli nie wygrałem z nałogiem - więc znowu będę palił a rzucę kiedy indziej - kiedy będę silniejszy". Nic bardziej głupszego. Tak wcale być nie musi. Jest naprawdę niewiele osób - którzy rzucają papierosy "od razu" w jednej chwili, a - moim zdaniem - zapalenie papierosa sporadycznie po rzuceniu palenia - wcale nie musi oznaczać Waszej słabości - która miałaby spowodować, że MUSICIE powrócić do nałogu.

Kiedy zdarzy Wam się zapalić na przykład na urodzinach koleżanki przy drinku, nie obawiajcie się tego, tylko spokojnie na drugi dzień powróćcie do życia bez nikotyny.

Tak będzie Wam łatwiej, jeśli nie będziecie traktować rzucania palenia jako "konieczności" - a jedynie jako aktu Waszej woli bycia zdrowym.

Podsumowując, rzucenie palenia nie było dla mnie proste od razu. Myślę, że musiałem dojrzeć do tej decyzji, żeby naprawdę tego zapragnąć. Czy pomogła mi w tym wiedza psychologiczna? Myślę, że nie do końca. Pomogła mi w tym przede wszystkim moja samoświadomość i dość dobra umiejętność wglądu w swoje wnętrze. Nauczyłem się, jakie sytuacje wywołują we mnie chęć zapalenia papierosa - a później zastanowiłem się, co mogę innego wtedy robić. Jest naprawdę wiele ciekawszych rzeczy. Nie grałem i nie gram we wszystko albo nic i nie przejmuję się, kiedy od czasu do czasu sobie zapalę. Najważniejsze jest to, aby nie powrócić do nałogu.

Powiem Wam na koniec, że do dzisiaj często wychodzę czy to ze znajomymi, czy sam - w czasie przerw w pracy i w wykładach na uczelni - na zewnątrz. Nie dlatego, żeby zapalić (choć wielu znajomych wtedy nadal pali), a po to, aby pooddychać powietrzem.

Uwierzcie NA SŁOWO, palacze, że nic tak nie uzależnia jak oddychanie pełnymi płucami - świeżym, czystym powietrzem:)

No - chyba, że macie ochotę sami tego spróbować:)

Pozdrawiam serdecznie:)







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

23 komentarze:

lavinka pisze...

Po pierwsze: Gratuluję walki z nałogiem. Trzeba mieć charakter by nie zacząć palić, ale jeszcze mocniejszy by się wziąć za barki i przestać. Niestety nie zawsze jest to takie proste. Jak słusznie zauważłeś palenie papierosów to nie tylko same papierosy. To także styl życia. Nałogowi palacze wręcz unikają osób niepalących, bo nie wiedzą co z nimi robić. Ich życie w wolnym czasie sprowadza się do przerwy na dymka, poczęstowania dymkiem czy bycia poczęstowanym. Często wyśmiewają osoby niepalące za ich "dziecinnoć" lub zachwalaja plusy palenia, podczas gdy tak naprawde oszukują samych siebie. Rzucić palenie jest łatwo, gorzej ze zmianą trybu życia, często i znajomych. Może nie od razu ale z czasem tak. Każdy z Monaru Ci powie,że żeby wyjść z nałogu trzeba odwócić się od środowisk narkomanów. Bo papierosy są niewątpliwie narkotykiem. Takim samym jak Marihuana, czy Heroina. Tylko widoczne efekty ma mniejsze co nie znaczy,że mniej uzależnia. Kiedyś czytałam coś o tym,że nikotyna wpływa na system wydzielania endorfin w mózgu. Chodzi o to,że dostarcza zewnętrznyh bodźców do ich wytwarzania, przez co organizm się rozregulowywuje i przestaje je bez niej wytwarzać. Zresztą podobny efekt ma palenie Marihuany tyle że mniej gwałtowny. Rzucając nałóg stajesz się po jakimś czasie przygnębiony i nie potrafisz cieszyć się życiem. Jednak już sama świadomość,że będzie pod górkę sprawia że łatwiej przez to przejść. Moim zdaniem jeszcze nie rzuciłeś nałogu, jeśli od czasu do czasu "podpalasz" od znajomych. Za wcześnie by się cieszyc. Znałam ludzi co trzy lata nie palili i pod wpływem większego stresu znów zaczynali. Pamiętaj,że uzależniając się nie przestajesz być narkomanem rzucając palenie. Nie paląc - jesteś nim całe życie.

kamilio pisze...

Faza... ja dzisiaj byłem u lekarza i kazał mi rzucić palenie:) Od jutra rzucam ale dziś jeszcze muszę spalić pół paczki ;) Kazał mi wyrzucić te co mam... wariat jakiś... przynajmniej mógł odkupić ;P A co do notki to akurat bardzo mi się ona podoba właśnie dlatego, że nie mówi, że od jutra nie palisz, a jak kiedyś zapalisz to przegrałeś. Naprawdę ciężko jest palaczowi nie zapalić na imprezie przy alkoholu, kiedy jest to czas na rozluźnienie, zabawę i nie przejmowanie się dosłownie niczym, a na pewno to nie moment na walkę z sobą - zapalić czy nie zapalić. Bardzo istotną kwestią jest też wg. mnie silny charakter, jak ktoś go ma to jeden czy dwa papierosy nie spowodują, że będzie palił tak jak kiedyś. Ale jeżeli ktoś jest słaby i aby rzucić palenie kupuje tabletki, plastry i inne pierdoły to chyba faktycznie lepiej żeby jak rzuci to nie palił już nigdy. Mi akurat odpowiada sposób integralnego i nie uważam, że dalej jest w mackach nałogu. Jeżeli tak by było to tych wszystkich, którzy np. od czasu do czasu lubią zapalić zioło na imprezie czy gdzieś trzeba by nazwać tak samo narkomanami, a wg. mnie wcale nimi nie są. Oczywiście to tylko moje zdanie. Życzę powodzenia rzucającym :)

zimbabwe pisze...

Brawa dla Marcina!!! Naprawdę gratuluję, wiem co mówię bo pewna osoba z mojej dalszej rodziny niemal umarła przez papierosy i 40 lat palenia w końcu wyniszczyły jej organizm tak, że musiała brać ponad 20 leków żeby żyć.

triskaidekafil pisze...

@ lavinka, szczerze współczuję znajomych. Nie wiem gdzie takich spotykasz, ale szczerze mówiąc nie mam ani jednego znajomego palącego, który podchodził by do sprawy w opisany przez Ciebie sposób (unikanie niepalących, bo nie wiadomo co z nimi robić; spędzanie czasu wolnego jedynie na paleniu; śmianie się z niepalących). A znajomych palaczy mam naprawdę bardzo dużo (tym bardziej, że sam przez kilka lat paliłem, w pewnym okresie już całkiem sporo (chociaż nie doszedłem - na szczęście - do sytuacji paczki czy nawet więcej dziennie). Aktualnie jestem na etapie podobnym do Marcina, to znaczy zdarza mi się jeszcze czasami zapalić, ale są to raczej sporadyczne przypadki, staram się tego unikać i sam nie kupuję już papierosów (palę w sytuacji, gdy ktoś poczęstuje - chociaż mam też znajomych, którzy jak usłyszą że ktoś rzuca, to choćby prosił ich później o papierosa, nie dadzą).

I może napiszę coś mało popularnego, ale sam nie czuję się jakoś znacząco lepiej od czasu, kiedy nie palę (i w sumie w jakiś sposób lubię palenie). Decyzja o rzuceniu była podyktowana wyłącznie kwestiami zdrowotnymi i finansowymi.

PS. Dla równowagi można napisać jeszcze notatkę na temat kultury palenia, bo na tę chwilę jest to w Polsce chyba jeszcze chyba temat mocno raczkujący. Niby wszyscy wiedzą, ale...

lavinka pisze...

"są to raczej sporadyczne przypadki" - czyli jesteś palaczem,czynnym. Palacze Cię nie unikają, bo uchodzisz za osobę palącą(w ich obecności czasem palisz). Ja mówię o unikaniu osób niepalących nigdy kiedykolwiek. Ja nawet nie spróbowałam papierosa w liceum. Też mam paru palących znajomych, jednak są to bardzo luźne znajomości. Napisałam o pewnej regule. Narkomani/byli narkomani trzymają się razem. Osoby które nigdy nie zapaliły, bo uważały to od dziecka za głupotę, nie mają palących przyjaciół. Dalszych znajomych tak,ale naprawdę bliskich przyjaciół nie(chyba że rodzinę,ale tej się nie wybiera).

Pozdrawiam i mam nadzieję,że kiedyś rzucisz palenie naprawdę. Teraz tylko się oszukujesz. Po prostu palisz mniej niż kiedyś,ale to nie znaczy że nie jesteś uzależniony. Wręcz przeciwnie. Negacja problemu, udawanie że go nie ma nie oznacza że on faktycznie nie istnieje. "Podpalanie" co jakiś czas jest na to dowodem, podobnie zresztą jak przypadku Integralnego. Wasza walka z nałogiem nadal trwa. Wbrew pozorom w każdej chwili mozecie zaczać palić. Może za tydzień, może za miesiąc, może za rok. Wystarczy,że na chwilę dacie sobie luz, wypijecie o kilka piw więcej... papierosy same się znajdą a zapalniczka dziwnym zbiegiem okoliczności będzie w kieszeni.

triskaidekafil pisze...

@ lavinko - daleko posunięte wnioski przy małej ilości danych. Po pierwsze raczej mało znasz nasze sytuacje (tzn. moją czy Marcina), a opis tutaj jest bardzo pobieżny i nie uwzględnia pewnie wielu rzeczy, o których musielibyśmy szerzej popisać, a które również dotyczą palenia (przynajmniej tak jest w moim przypadku). Napiszę tylko, że rzucić palenie definitywnie mogą nawet od teraz i nie mam z tym problemów, a zapalenie "od czasu do czasu" nie wynika z tak silnego uzależnienia (którego wg Ciebie sobie nawet nie uświadamiam), ale z pewnej subiektywnej przyjemności płynącej z palenia, której Ty - jako osoba nigdy nie paląca - prawie na pewno nie zrozumiesz. To, że Ty od czasu do czasu wypijesz np. piwo (które - jako alkohol - również uzależnia; zakładając oczywiście że pijesz alkohol) nie daje mi wystarczających podstaw do stwierdzenia, że jesteś uzależniona tylko sobie z tego sprawy nie zdajesz. Całościowa kwestia uzależnień nie leży wyłącznie w objawach zewnętrznych, ale głównie w tym, co się dzieje w środku.

A co do znajomych - są wśród nas (tzn. moich znajomych) również osoby, które nigdy nie paliły i nie są w żaden sposób odrzucane / dyskryminowane (zresztą w tej kwestii właśnie o nich pisałem, nie o sobie). Jeżeli tylko chcą przy osobach palących "palić biernie" ich wybór, wśród właściwie wszystkich moich znajomych palaczy są one traktowane na równi z palącymi (w ogóle dla mnie - zgodnie z moimi doświadczeniami - taki podział jako źródło jakichkolwiek spięć jest odległy jak Polska od Kamczatki...). Napiszę nawet więcej - czasami osoby palące, które starają się "rzucić palenie" w pewien sposób zazdroszczą osobom niepalącym tego, że one nie muszą przez to przechodzić. Żeby nie było niejasności, to również nie rodzi żadnych konfliktów wśród nas.

A za życzenia rzucenia palenia dziękuję ;-)

Pozdrowienia

lavinka pisze...

Wnioski wnioskami, nadal uważam że jesteś osobą palącą.
Co do trzymania się zdala od niepalących to powiem Ci,że osoby palące zazwyczj mnie męczą. Toleruję je, bo nie da rady inaczej. Nawet nie pomyślą,że paląc szkodzą innym. Co to ich obchodzi skoro wdychają dym to ich sprawa. A co powiesz o kelnerce? Ona nie może wybrać, musi pracować w sali dla palących nawet jeśli nie pali. Wiesz jak często kelnerki chorują na raka płuc? Dużo częściej niż przeciętni ludzie. Tak samo z paleniem na przystankah autobusowych. Większość palaczy to zwykłe egoistyczne świnie, które uważają, że skoro nikt im nie zwraca uwagi to ich zachowanie nikomu nie przeszkadza. Jesteś klasycznym przypadkiem. Palisz w towarzystwie osoby niepalącej i jeszcze ją za to obwiniasz(sama chciała się truć, to nich się truje w mojej obecnosći). Nie przyszło Ci do glowy,że ta osoba nie ma wyboru. A raczej ma. Wdychać dym lub w ogóle się z Tobą nie zadawać. Kiepski wybór prawda? Większość ludzi wybiera mniejsze zło i stara się w obecności palacza nie oddychać lub ustawić się od strony z której nie leci dym. A palacze czują się bezkarni. Moim zdaniem to błąd,ale zwracanie uwagi każdej osobie palącej na przystanku czy w knajpie z kiepską wentylacją to ponad moje siły. I myślę,że nie tylko ponad moje. Trochę samokrytyki, maleństwo, i tej no... samoświadomosci życzę :)

Anonimowy pisze...

Dobry artykuł. Ja nie mogę się tutaj zbytnio wypowiedzieć na ten temat, bo tak naprawę to nigdy nie miałem tego nałogu, a co za tym idzie nigdy nie musiałem rzucać palenia. Ale jak już jesteśmy przy tym temacie, to ja bym był za zakazem palenia w barach i innych pubach. Mi to osobiście przeszkadza. Kto jest za? Potrzeba mi tylko 100.000 osób i możemy podesłać projekt ustawy zakazującej palenie do parlamentu. A w Poznaniu to chyba jest nawet zakaz palenia na przystankach? Pozdro. (:

triskaidekafil pisze...

I znowu złe wnioski.
Nawet nie pomyślą,że paląc szkodzą innym. Nie każdy tak myśli, dlatego sugerowałem utworzenie artykułu o kulturze palenia. Coś takiego właśnie zakłada stosowanie hasła typu "nie pal wśród niepalących".

A co powiesz o kelnerce? Ona nie może wybrać, musi pracować w sali dla palących nawet jeśli nie pali. A jak myślisz - wiedziała jaką wybiera pracę? Ja uważam, że zatrudniając się w miejscu gdzie można palić sama decyduje się na ryzyko biernego palenia.

Większość palaczy to zwykłe egoistyczne świnie, które uważają, że skoro nikt im nie zwraca uwagi to ich zachowanie nikomu nie przeszkadza. Jesteś klasycznym przypadkiem. Palisz w towarzystwie osoby niepalącej i jeszcze ją za to obwiniasz(sama chciała się truć, to nich się truje w mojej obecnosći). Nie przyszło Ci do glowy,że ta osoba nie ma wyboru. A raczej ma.

No to rozróżnijmy dwie sytuacje:
a) stoję z osobami palącymi i podchodzi do nas osoba niepaląca. Wszyscy mają nagle gasić papierosy, bo ona nie pali? Sama się decyduje na bierne palenie - i o takiej osobie pisałem.

b) jestem wśród osób które w danym momencie nie palą, chcę zapalić - pytam się czy mogę przy nich albo po prostu odchodzę i palę w oddaleniu od nich (np. wychodzę z lokalu i palę na zewnątrz).

Jak widzisz, to nie jest klasyczny przedstawiany przez Ciebie przypadek, także - jak pisałem wyżej - najpierw więcej informacji, a dopiero potem wnioski, nie na odwrót. Zwrot per świnia pozwolę sobie przemilczeć...

A palacze czują się bezkarni. Moim zdaniem to błąd,ale zwracanie uwagi każdej osobie palącej na przystanku czy w knajpie z kiepską wentylacją to ponad moje siły.
Nie są bezkarni. Palić w okolicach przystanków nie można (w większości polskich miast, które znam) - jeżeli ktoś pali na przystanku przy Tobie i nie reaguje na Twoje prośby zawsze możesz zadzwonić po straż miejską. Mandaty za palenie na przystankach nieco kosztują. A idąc do lokalu, w którym można palić sama się decydujesz na bierne palenie. Jest taka zasada w prawie cywilnym - co nie jest zakazane lub nakazane jest dozwolone. Podpowiedź? Wybieraj lokale dla niepalących.

Trochę samokrytyki, maleństwo, i tej no... samoświadomosci życzę :) Z całym szacunkiem, ale więcej samokrytyki mogę chyba Tobie bardziej życzyć, przy okazji więcej pytania o fakty a mniej wyciągania wniosków z poszlak i domysłów.

triskaidekafil pisze...

Aha, i raczej nie "maleństwo"...

lavinka pisze...

A)Tak, wsytskie osoby powinny zgasić papierosy,ponieważ narazają tę osoę na raka płuc, bardziej niż siebie samych.Mój brat na przykłąd zachorował na raka, bo matka paliła w jego obecności (nie zachorował na raka płuc na szczęście)
B)Mianem świnia opisałam większosć, nie wsyztskich. Z tego co piszesz jednka nie zawsze gasisz papierosa gdy podchodzi do Ciebie osoba niepaląca... a zatem... wnioski nasuwają sie same. Swoją ocenę opieram tylko na tym co piszesz. A piszesz,że kelnerka nie musi być kelnerką. Osłabia mnie takie zdanie. Nie każdy może sobie pozwolć na wybór pacy, zwłaszcza dorabiajace studentki z prowincji, bez wiekszego jeszcze wykształcenia. Ale co to Cię obchodzi, nie?
Mam nadzieję,że przeforsowana zostanie ustawa taka jak w Wielkiej Brytanii,że w żadnych knajpach nie będzie wolno palić. Tylko w wydzielonym miejscu na zewnątrz knajpy.

Anonimowy pisze...

Słyszałem o wielu przypadkach, gdzie hipnoza świetnie pomagała. Nawet znam jedną osobę, która po jednej wizycie u Pana, który pomagał rzucać palenie poprzez hipnozę już nigdy więcej nie wzięła papierosa do ust (mimo, że przed tym paliła paczkę dziennie!).

A tak to najlepiej mieć dobry powód dla którego chcemy rzucić palenie. Jeśli powód będzie wystarczająco dobry, ciągle będziemy mieć motywację aby nie wracać do palenia.

pozdrawiam,
Michał Pasterski

triskaidekafil pisze...

Z osłabianiem to mógłbym napisać "wzajemnie". Ale przy Twoim podejściu i systemie myślenia uważam dalszą dyskusję w tym temacie za bezzasadną, i tak nie dojdziemy do jednego, wspólnego sposobu patrzenia. Dla Ciebie osoba paląca, która nie gasi papierosa gdy podchodzi do niej ktoś niepalący (chociaż czyni to z własnej inicjatywy, co dla Ciebie - jak widzę - nie ma żadnego znaczenia) jest jak "świnia", dla mnie osoba każąca dostosowywać się całej grupie do siebie jest osobą mocno zakompleksioną i mającą skłonności egocentryczne. Ale każdy ma swój sposób patrzenia na świat.

lavinka pisze...

Nie no jasne. Wszyscy muszą się dostosować, bo jaśnie oświecone towarzystwo musi iść na dymka. Typowe. Bardzo typowe. Twoje słowa są tylko dowodem na to,że mam rację. Taka jest mentalność palacza. "Wszyscy muszą mnie tolerować bo JA palę. To mój wybór i nikomu nic do tego." Klasyczne podejście palacza do swiata. "Moje JA jest najważniejsze, to że truję innych to ich wina bo w końcu ich nie zmuszam do tego by przy mnie stali."
Ech,szkoda słów.

kamilio pisze...

Heh doprawdy śmieszne jest to, że uważasz, że podchodząc do palacza ten powinien gasić papierosa. Mówisz jak by każdy palacz dmuchał Ci w twarz tym dymem rozmawiajac z Tobą. A paląc (przynajmniej na świeżym powietrzu) można stać obok palacza i wcale się biernie nie zaciągać. Ale to szczegół... najlepsze jest to, że kto Ci każe podchodzić do palacza w trakcie gdy on pali... w końcu to jakieś 5 minut, co za problem podejść jak skończy. No i skoro Ty wchodzisz w ich towarzystwo to oni mają gasić papierosy?? To tak jak byś weszła do klubu dla lesbijek i kazała im się całować z facetami bo Ty jesteś hetero!! Ogarnij się troche!!;)

triskaidekafil pisze...

Ech,szkoda słów.
Rzeczywiście szkoda. Na szczęście moi znajomi myślą inaczej i nie znam w moim otoczeniu drugiej osoby o takich poglądach jak Ty. Chociaż zaraz zapewne się dowiem, że wszyscy inni są tak zastraszeni, że boją się odezwać.

Rafał Rula pisze...

Przeczytałem, szczerze mówiąc ciekawy sposób, ale jak nie chcę narazie rzucać (albo inaczej - nie czuję że muszę rzucić) to też po tym artykule idę na papierosa ;)

Krzysztof pisze...

Sposób dobry ale jak oczyścić mam moje środowisko ze wszystkiego co związane jest z fajkami skoro mam w mieszkaniu 4 palaczy :0 (ze mną 5) po drugie gdybym miał się odwrócić od grona palaczy tak jak wyczytałem z jednego z komentów, to musiał bym odwrócić się od większości moich przyjaciół... staram się jak moge zerwać z tym nałogiem ale sie po prostu nieda!!Powiem tak jeśli jeszcze nie palisz ( ale skoro tu trafiłeś to jest to mało prawdopodobne) to nie zaczynaj!!!!

Izabela pisze...

Witam serdecznie!Nazywam się Izabela Syta
Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc. Jestem studentką Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i piszę pracę magisterską na temat rzucania palenia. Jest to praca badawcza, w związku z czym poszukuję kilku osób , które pragną rzucić palenie i które byłyby chętne pomóc mi w realizacji tego badania i całej pracy. Zgłoszenie się do uczestnictwa równoważne byłoby z dwukrotnym spotkaniem ze mną i moją promotorką oraz wypełnianiem przygotowanej przeze mnie książeczki/ ankiety (anonimowo rzecz jasna) przez okres 30 dni. Dotyczy to osób z Warszawy lub okolic. W ankiecie znajdują się takie pozycję jak liczba wypalanych papierosów czy nastrój. Po zakończeniu mojej pracy, obiecuję, że otrzymają Państwo ode mnie informację dotyczącą sposobów skutecznej pracy nad samym sobą/rad jak realizować swoje cele/ jak efektywnie i skutecznie rzucić palenie. Chętne osoby proszę o kontakt mailowy: sytaizabela@gmail.com

Anonimowy pisze...

Ło Boże...
Pani, która się tu wypowiadała, była hmm.. radykalna w swoich poglądach. Owszem, co do wielu kwestii miała rację (poza pseudomedycznymi wywodami na początku), ale pojawił się problem relacji formy do treści.
Chcę rzucić - i tak tu wylądowałam. Mam niepalących przyjaciół, czyli się da, ale poruszono tu jedną ważną rzecz - faktycznie palacze mają ze sobą dużo wspólnego - paskudny nałóg, stąd dobrze się czują ze sobą. Przy pierwszym podejściu do rzucania miałam prawdziwy problem z myślą o opuszczeniu "nikotynowego braterstwa":)okazało się, że to nie był żaden problem (tzn. od zarania nie było problemu, tylko mój uzależniony umysł mi go wymyślił). I tego szukam właściwie - jakiegoś opracowania na temat mechanizmów psychologicznych nałogu - a tak po ludzku, opracowania na temat tego, jakie psikusy może mi sprawić mój własny umysł i jak się przed tym bronić. Ot.

Anonimowy pisze...

Jakie mechanizmy psychologiczne? Masz nienaturalne parcie na dopamine i tyle.

Anonimowy pisze...

Godzine temu rzucilem palenie... po prawie 20 latach... jedyne, czego sie boje, to tych objawow, o ktorych piszecie. Zalozylem nawet bloga, i bedziecie mogli poczytac... generalnie mam nadzieje, ze wiekszosc tych objawow jest na tle nerwowym i nie bede musial przez zadne meczarnie przechodzic :)

http://nie-palacy.blog.onet.pl/

Filip pisze...

jestem dowodem na to, że silna wolna i środki zastępcze mogą wszystko, e-papieros wyciągnął mnie z nałogu, kupiłem dokładnie taki www.epalacz.pl/pl/p/E-papieros-VOLISH-EGO3-TANK/85

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...