środa, 17 września 2008

O jesiennej depresji, poprawianiu sobie nastroju i głodzie myślenia

Nadeszła jesień, przynajmniej w Poznaniu pogoda jest do bani. Nie wiem jak w innych rejonach kraju. Mam wrażenie, że lato już się skończyło – więc trzeba będzie przyzwyczaić się do nowej, jesiennej, nie nastrajającej do optymizmu pogody.


Kiedy za oknem szaro i wietrznie, bardzo łatwo jest popaść w melancholijny nastrój podobny do tego, który odczuwają ludzie chorzy na depresję.

To normalne, że w czasie jesieni, wielu ludziom „nie chce się” – tak jak chciałoby im się, gdyby było ładnie:)

Niektórzy jednak popadają w trwałą melancholię (jeśli trwa ona ponad 2 tygodnie) – spowodowaną brakiem światła, słońca. Jest to jesienna depresja. Obniżony nastrój w „brzydkim” okresie roku.

Nie znam uniwersalnej metody na poprawienie nastroju.

Niektórzy szukają w tym celu towarzystwa, organizują sobie tak plan dnia, żeby nie mieć chwili nawet na zauważenie, że aura nie nastraja. Umawiają się na spotkania ze znajomymi, zapychają każdą wolną dziurę. Imprezują, wychodzą na miasto, żeby nie siedzieć wieczorem samemu w chacie.

Inni przeciwnie – szukają samotności, bo wszyscy na około ich wkurzają. Potrzebują chwili spokoju, aby móc poczytać ciekawą książkę lub obejrzeć śmieszny film. Niekoniecznie w kinie. Niekoniecznie w grupie roześmianych i głośnych przyjaciół.

Czasami ludzie rzucają się w wir pracy z nadzieją, że ich sukcesy poprawią ich samoocenę, a tym samym nastrój.

Inni izolują się od świata, zanurzając się w świat swoich myśli, pływając w morzu kontemplacji o życiu. Są głodni myślenia.


Niektórzy ludzie stosują na poprawienie nastroju różnorakie używki. Najpopularniejsza z nich to alkohol. Ludzie uczą się, że mały drink – zawsze poprawia nastrój, jest to jednak bardzo krótka droga do popadnięcia w szpony nałogu.

Jeszcze inni wybierają się na zakupy, zadłużając się na maksa (albo i nie – jak na przykład Paris Hilton), inni wolą wycieczkę do kasyna lub grę na giełdzie w zaciszu domowym przy komputerze – lub w terenie z komórką w ręku. Mogą przecież dzwonić co kilka minut i robić transakcje.

Spoko.

Przypomniał mi się film „About a Boy” („Był sobie chłopiec”) z Hugh Grantem, który grał głównego bohatera.

Facet ten nie robił w życiu nic, nie pracował, nie miał ciekawych zainteresowań.
Utrzymywał się z tantiemu za kiczowatą piosenkę o świętach, którą dawno temu napisał jego ojciec.

Poprawiał sobie nastrój alkoholem, ćpaniem, telewizją, fryzjerem, sportem itd.

Nie to jednak uczyniło go naprawdę szczęśliwym. Nie będę zdradzał Wam końca, jeśli nie oglądaliście filmu.

Syci nie zawsze są szczęśliwi i w dobrym nastroju.


Jeśli chodzi o mnie to lubię usiąść sobie wieczorem w pokoju, nastawić muzykę, zrobić dobrą kawę, zjeść ciastko – i tak spędzić czas. Do tego książka psychologiczna – i czegóż więcej trzeba:) Albo wyjść na spacer do parku lub lasu. To mnie odpręża i poprawia mi nastrój.

A jaki jest Wasz sposób na poprawienie sobie humoru, gdy dopada Was jesienna chandra?






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

18 komentarzy:

Cheed pisze...

Jeśli mam melancholijny nastrój, ale mogę być towarzyski wybieram się do pubu z przyjaciółmi. Przychodzą jednak dni kiedy nie mam ochoty rozmawiać, uśmiechać się wtedy włączam film i delektuje się obrazem popijając herbatkę ;-)

eminesia pisze...

Muzyka przede wszystkim. Jakaś żywa i wesoła. Najlepiej ulubiona. Do tego czekolada. I rozmowy ze znajomymi.

eminesia pisze...

Swoją drogą - kocham jesień. Ma dużo złotego koloru, jest piękna. Pomimo tego szarego koloru nieba.

Cheed pisze...

Nigdy nie myślałem, że ktoś może kochać jesień ;-) Zawsze kojarzyła mi się z szarym kolorem i deszczem nieprzerwanie padającym od rana do wieczora.

lavinka pisze...

"Inni izolują się od świata, zanurzając się w świat swoich myśli, pływając w morzu kontemplacji o życiu. Są głodni myślenia."

O to to to. Tylko,ze to nie pomaga a pogarsza spraw. Na zczęscie mam sporo pracy i nie mam czasu bujaćw obłokach. Mam tendencje do wpadanie w depresję, muszę uważać bo różnie bywało w przeszłości.

Za Hiu Grantem nie przepaam(w kazdym filmie gra tak samo) ale tean akurat był niezły. Dla odmiany super był ten młody chłopak. W ogóle dużo mówił ten film o dzisiejszych czasach. Ale był przygnębiajacy nieco.

W piątek sobie poimprezuję. Bezalkoholowo ,jak zawsze. :)

Psychika.net pisze...

JEsień ma swój urok, to fakt:)

Czas płynie jakby wolniej.

Lavinka, wznies toast bezalkoholowym piwkiem za nas wszystkich :)

justynides pisze...

No tak, każda pora roku ma swój urok...
Ja też lubię jesień, o ile:
a) Jest ładna, słoneczna pogoda, drzewa złoco-się-czerwienią i można pozbierać kasztany. Uwielbiam kasztany.
b) Może sobie padać, może sobie być szaro byle bym była w domu i żeby były ciepłe kaloryfery:)

Jesień przynosi ze sobą taką tęsknotę za tym co już minęło i jednocześnie wyczekiwanie na to, co ma nadejść. W morzu własnych myśli też dobrze się czasem zanurzyć:)

justynides pisze...

A, i jeszcze jedno:)
Koniec września i początek października ma być ładny, nie wiem na ile to prawda;)

Psychika.net pisze...

Nie martwcie sie:) Byle do zimy:)

martiger pisze...

zawsze lubialem jesien i zime. z roznych wzgledow tej juz nie lubie choc dopiero sie zaczyna. Ale mysle, ze w depresje nie wpadne, tkwie w niej od lat :)

Elzbieta pisze...

Lubie jesien i wiejace wiatry, mniej deszcz (choc tez ma swoj urok). Uwielbiam chdziec na dlugie spacery wzdluz brzegu morza. Wiejacy wiatr i szalejace fale rozbijajace sie o wielkie glazy to fascynujace zjawisko. Czasami siedze na wielkim kamieniu i po prostu patrze na ten niesamowicie zadziwiajacy zywiol. Lubie tez spacery z moim psem. Zawsze, gdziekolwiek jestem mam psa. To prawdziwy przyjaciel i nigdy nie dopoda go depresja. Zawsze pelen wdziecznosci i radosci na spacerach.

triskaidekafil pisze...

Dla mnie wersja z kocem, szklanką gorącej herbaty i książką / muzyką.

Psychika.net pisze...

@ Triskaidekafil


Też jestem ciepłolubny, choć generalnie uważa się, że faceci mniej marzną niż kobiety;)

szaszor pisze...

Na depresję jesienną jest bardzo prosty sposób, nagminnie stosowany przez społeczeństwa skandynawskie, ja także już przetestowałem, z pozytywnym skutkiem!!! Chodzi o doświetlanie się światłem o określonej długości fal, zbliżonych do światła słonecznego (nie mylić z solarium, bo to zupełnie nie ta bajka). Na światło to reaguje tęczówka oka, w efekcie zwiększa się produkcja w mózgu hormonów szczęścia i tak zapobiegamy objawom depresji jesiennej. Dla mnie to ważne również i z innej przyczyny, bo na jesień zawsze tyłem, a doświetlanie i na to pomaga. W polsce antydepresyjne lampy do naśwtelań produkuje firma Fotovita (bodajże), koszt w zależności od mocy lampy to ok. 700-1000 zł. Ja zainwestowalem w to rok temu i nie zaluje, choc to kupa kasy. PS. Zeby nie było wątpliwości: nie jestem pracownikiem tej firmy. Polecam tę metodę, bo jest skuteczna. Mi osobiście takie rozwiązanie podpowiedziała psychoterapeutka.

lavinka pisze...

Toast był bezalkoholową nestee ale rano głowa i tak mnie bolała :)

Psychika.net pisze...

@ Szaszor -

Hmm... Muszę przyznać, że super pomysł :) Serdecznie dziękuję za tak ciekawe Info na Psychice - odnośnie leczenia jesiennej depresji :)

Fajnie, że można mieć taką lampę w domu. Koszt jaki podajesz to stosunkowo niewiele, wobec efektu jaki z pewnością daje.

Dzięki za komentarz :)


@ Lavinka -

Czyżby tood tego "hałasu" ? ;)

Lubisz Czarną Fortunę? Piwo dość mocne, ale bardzo słodkie - jak cola;) ???

Agnieszka15011986 pisze...

Nio właśnie- jesień i chandra!!! U mnie to chyba standard :( niestety. Jeśli mam okazję to pomagam sobie przebywając wśród znajomych. To poprawia mi nastrój- gdyż lubię jak coś się dzieje i... uwielbiam przebywać wśród ludzi.

Anonimowy pisze...

Ja jestem podatna na depresje...próbuje wszystkiego po trochu...raz pomaga,raz nie...

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...