wtorek, 9 września 2008

Lubi się - za coś, kocha się - za wszystko

Jest tak, że albo kogoś lubimy albo nie.

Jest też tak, że albo kogoś lubimy – za coś albo lubimy – za nic.

O czym dzisiejsza notka?

O lubieniu / kochaniu „interesownym” i bezinteresownym.


Interesowne lubienie / kochanie charakteryzuje takie stosunki międzyludzkie, w których jedna ze stron – odczuwa świadomie lub nieświadomie jakiś brak. Po prostu ma deficyt w jakimś obszarze.

Nie ma z kim pogadać, czuje się samotna, nie ma pieniędzy, nie ma pomysłów, nie akceptuje samej siebie, wstydzi się coś zrobić sama albo po prostu – nie radzi sobie w czymś.

Wówczas taka osoba będzie traktowała swoją „przyjaciółkę” – jako dobrą – bo przydatną do „wolnego czasu”. Przykład banalny.

Trochę bardziej skomplikowany przykład. Dziewczyna ma potrzebę bycia podziwianą, jest piękna, maluje się i kupuje ciuchy w modnych sklepach. Będzie miała w nosie kto ją podziwia, czy to Jarek, Marek czy Czesio. Ważne – żeby ktokolwiek ją podziwiał – wówczas ten „pan” będzie dla niej super przyjacielem.

Oczywiście dziewczyna modnisia może nie uświadamiać sobie wcale tego, że lubi Czesia za to, że ją podziwia. Jak Czesiu przestanie to robić, na przykład zacznie dostrzegać w niej wady albo powie jej któregoś dnia, że mogłaby zmienić kolor szminki – to panna może się obrazić! I zmienić Czesia na lepszy model!

Ten lepszy może mieć na imię Jurek, Marek, Wiesio albo Marcin – bez różnicy jak i kto! Ważne, żeby spełniał swoje funkcje! Funkcje – podziwiania!

To też trochę narcystyczne podejście – właśnie wykorzystywanie, traktowanie innych ludzi jako „funkcjonalnych” bądź nie, jednak nie o tym, czym jest narcyzm dziś mowa;)

Druga opcja na stosunki z ludźmi to:

Bezinteresowne lubienie / kochanie.

Najlepsze co może być, bo wtedy człowiek nie lubi kogoś za to, że „wchodzi mu w ...” tylko za to, że jest godny podziwu – albo szacunku.
Ludzie, którzy podziwiają Kogoś bezinteresownie – robią to nie dlatego, że czegoś od tego Kogoś oczekują – ale dlatego, że ten Ktoś warty jest tego.


Ja nie muszę nic od Ciebie – a mimo to Cię lubię / kocham.

Tylko wtedy, kiedy Twoja psychika stanie się zintegrowana, kiedy zrozumiesz, że nie musisz być idealna, super, piękna, dobra, nieomylna, związana z kimś, czy kochana

– Twoje stosunki z innymi ludźmi mają szansę stać się prawdziwie szczęśliwie! Bo bezinteresowne!

Aby osiągnąć stan, kiedy lubisz – ot tak! a nie za coś – warto zastanowić się, czy na pewno jesteś wolna w tym co robisz i z kim wchodzisz w relacje.

Uwaga, zaznaczam, że bezinteresowność rozumiem tutaj w takim sensie, że niczego mi nie brakuje – a mimo to wchodzę i trwam z Tobą w relacji / związku.

Jeśli chcesz być szczęśliwa, poczuj się nieszczęśliwa – i nazwij ten stan. Żyjesz? To dobrze:)

Jeśli chcesz być z kimś związana – nazwij się samotna. Głośno. Pewnie Ci źle, ale czy tak strasznie? Pewnie nie:)

Jeśli chcesz być piękna a wydaje Ci się, że nie jesteś – zrób przed lustrem śmieszną minę. Lepiej?:)

Chodzi mi o to, abyśmy nie „wykorzystywali” relacji z innymi ludźmi – po to, aby zredukować swoje poczucia beznadziejności / braku akceptacji itd. – bo to wszystko prędzej czy później „wyjdzie” i odbije się negatywnie na związku czy relacji.

Pokochaj samą siebie/ samego siebie – z zaletami i z wadami – a przekonasz się jak smakuje bezinteresowna miłość do człowieka:)






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

14 komentarzy:

justynides pisze...

Jakiś czas temu zastanawiałam się właśnie nad pojęciem bezinteresownej miłości/przyjaźni i doszłam do wniosku, że takie coś nie istnieje.
Kochamy, jesteśmy wierni, lojalni, chcemy spędzać wolne chwile z drugą połówką i tego samego od niej oczekujemy. Pragniemy tego, aby nasze uczucia były odwzajemnione i wpadamy w doła, gdy nie są-moim zdaniem jest to jak najabrdziej interesowne, i jednocześnie jak najbardziej zrozumiałe.
Oczywiście załapałam co miałeś na myśli Ty:)

kamilio pisze...

Faktycznie justynides ma rację jak sobie tak to wszystko przemyśleć. Niby mając przyjaciela powinna być to bezinteresowna przyjaźń ale przecież oczekujemy od niego, że będzie zawsze kiedy będziemy go potrzebowali, że możemy na niego liczyć w każdej sytuacji itd. I co Ty na to Marcinie??:P

lavinka pisze...

Nie ma czegoś takiego jak bezinteresownosć w przyjaźni czy miłości. Ale to nie znaczy że interesowność jest zła. Przyjaźń jest narzędziem społecznym, dzięki niej ludzie przetrwali niejedną wojnę i niejeden kataklizm. To jest plus z punktu widzenia ewolucji. Ludzie mający przyjaciół i będący w związku rzadziej chorują i dłużej żyją. To sie po prostu opłaca obu stronom. Niejednokrotnie trzeba iść z tego powodu na kompromis, ale w dłuższym okresie czasu jest to korzystne.
Ktoś lubi być podziwiany. Czy to źle? Odrobina narcyzmu nigdy nie zawadzi. Gorzej,jeśli lubi kogoś poniżać. Jeśli dowartościowuje się cudzym kosztem. No,ale to już nie jest przyjaźń. Na przyjaźni z założenia korzystają obie strony. Z miłością jest inaczej, tu dochodzą o głosu hormony i naciski społeczne (kobiety chcą mieć dzieci albo i nie, faceci nie chcą się wiązać na stałe albo i nie). Tu reguł jest więcej. Temat rzeka i walka genów.

Psychika.net pisze...

@ Justynides -

Jest dokładnie, tak jak piszesz, z tym, że nie traktujemy ukochanej osoby - jak "niefunkcjonalnej zabawki" - w momencie, kiedy na przykład ma gorszy dzień i nie może z nami przebywać, czy zadowalać nas w inny sposób.

A to jest zasadnicza różnica.

Serdeczne pozdrowienia:)

@ Kamilio -

w miłości bezinteresownej nie oczekujemy, że osoba zaposkoi nasz deficyt w jakimś obszarze a coza tym idzie nie traktujemy jej jako lek na taką i taką przypadłość.

Oczywiście jakość życia osób będących w związkach może być o wiele lepsza niż żyjących w pojedynkę.

Chodzi o to, że kochając kogoś bezinteresownie - postrzegamy go holistycznie i nawet w gorszych momentach wspólnego życia - wiemy, że możemy na sobie polegać.

Dokładnie moją myśl odzwierciedla tytuł notki:

"Lubi się za coś (za coś, czego nie mam), kocha się - za wszystko (za to czego nie mam oraz za to co mam"

Nie zawsze to "WSZYSTKO" pasuje nam w 100% i NIE ZAWSZE przynosi nam jakąś psychologiczną korzyść.

Pozdrawiam:)


@ Lavinka -

Wkrótce ukaże się notka na podobny temat, który poruszyłaś - w nieco innym kontekście ;)

Bezinteresowność - moim zdaniem - istnieje zawsze wtedy kiedy kogoś obdarzamy miłością.

Przecież można kogoś kochać i nie otrzymywać nic w zamian.

zimbabwe pisze...

Oblicza miłości są różne - braterska, rodzicielska, wobec Boga, wobec natury czy ojczyzny, przyjacielska, no i oczywiście partnerska, ale to nie zmienia faktu, że powinna być bezinteresowna.

martiger pisze...

ja ogolnie nie czuje sym,patii do tych, ktorzy Sa tylko wtedy gdy cos chca chocby nie wiadomo jak skomlali i plakali nauczylem sie w tym roku mowic NIE. a lubie przedeszystkich MADRZEJSZYCH OD SIEBIE i z MADRZEJSZYMI OD SIEBIE staram sie wylacznie zadawac. CO do milosci to nie sadze, ze mozna interesowna, bezinteresowna milosc itp skrucic do opisu w dwoch zdaniach. Choc dwa zdania moga sklonic do zastanowienia sie nad tym pojeciem

Psychika.net pisze...

@ Zimbabwe -

Zgadzam się z Tobą w 100 % :)


@ Martiger -

To prawda, miłość jest niedefiniowalna :)

I dlatego tak piękna :)

Szuki.net pisze...

Bezinteresowność oczywiście nie istnieje. Ale to nic złego. Faktem jest, że najgorsze związki to te budowane na szybko by zaspokoić swoje ogromne deficyty emocjonalne. Najgorsze co może spotkać człowieka to brak ontologicznego poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Bezwarunkowej macierzyńskiej miłości. Drugi filar to miłość ojcowska już wymagająca. Ludzie, którzy wychowali się w rodzinach, które nie były zdolne obdarzyć taką miłością swoich dzieci niestety będą cierpieć. Takie osoby np. kobiety bardzo szybko będą chciały zaspokoić głód emocjonalny w mniejszym stopni kierując się rozsądkiem. I wtedy się zaczyna patologia. Dlatego najważniejsze jest by dziecko czuło się pewne i dowartościowane w domu rodzinnym. Bardzo śmiesz mnie a jednocześnie smuci (ambiwalencja?) często pojawiające się w mediach upraszczanie rzeczywistości kiedy np. mówi się o narkotykach czy alkoholu wśród młodzieży. Bardzo często widzi się tylko wierzchołek góry - bo po co zadawać sobie więcej trudu? Osoby, które dostały miłość i akceptację (prawdziwą) będą szukały konstruktywnych dróg rozwoju i nie wpakują się w patologiczne związki czy np. ćpanie. Warto przybliżyć sobie pojęcie czystej relacji, której autorem jest Anthony Giddens. Bardzo ciekawie podaje warunki dobrego związku.

Psychika.net pisze...

@ Szuki


Prawdziwie filozoficzna wypowiedz:)

Odnosnie cpania przez dzieci, napisalem wczoraj notke, ktora opublikuje w przyszlym tygodniu, zawierajaca krotkie wyjasnienie, dlaczego mlodzi ludzie cpaja.

Motywy moga byc rozne, jednak brak milosci miedzy rodzicami - wydaje mi sie najtrafniejsza przyczyna.

A dlaczego dokladnie i po co? O tym niebawem na Psychice.

Szuki, dzieki za wychwytywanie tak subtelnych tresci. Jestes mega wrazliwy na ta problematyke.

justynides pisze...

No właśnie. Na człowieka od początku wpływa otoczenie, normalnym jest, że tym najbardziej wpływającym i w zasadzie warunkującym poniekąd dalsze życie jest środowisko rodzinne.
Mało jest chyba rodzin idealnych, każda ma mniejsze czy większe uchybienia, najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że to dziedzi są ofiarami błędów rodziców. I niestety błędy te na psychikę bardzo wpływają, zazwyczaj trudno uwolnić się od ich konsekwencji, choć nie jest to oczywiście niemożliwe. To my sami decydujemy o swoim życiu i o tym, jakie ono będzie. Choć na pewne sprawy nie mamy wpływu, możemy z nich wyciągnąć wnioski.
Tak, najważniejsze to pokochać, albo chociaż polubić:), samego siebie.

PS. http://www.nlpmagazine.pl/mag/NLPM06.pdf Artykuł pt. "Trzy etapy miłości" o ile dobrze pamiętam:)

Psychika.net pisze...

@ Justynides -

Odezwij się prosze na maila, jesli mialabys ochotę współpracować z Psychiką - jako autorka niektórych wpisów.


Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

a ja mam pytanie, prosze o rade bo niepotrafie swoich odczuc uczuc zdefiniowac. Jestem szczesliwa mezatka 10 lat i wiem ze tylko z moim mezem moge i chce byc, ale poznalam mezczyzne ktorego bardzo lubie, tak wlasnie bezinteresownie, nie czuje do niego jakiegos pociagu ale lubie jak czasem rzuci komplement, kazdy to lubi, myslalam ze to robi poprostu z grzecznosci, lubie tez w jego towarzystwie poprostu siedziec i gadac o niczym, tzn lubialam, bo teraz on nie chce, na pytanie czy spotkamy sie jak kiedys mowi "lepiej nie" i nie kumam co to znaczy , dodam ze jak kiedys to poprostu widzielismy sie na kawie herbacie i tyle. Brak mi troche tych spotkan, nie bylo miedzy nami nic, zero kontaktu fizycznego. probowalam czytac miedzy wierszami i zaczailam ze chyba sie mu podobam, i sie zaczelo komplikowac. A ja go tylko lubie ech .... prosze o jakas podpowiedz chcialam z nim pogadac ale watpie czy to ma sens ...

Anonimowy pisze...

gdyby miłosc była tylko bezinteresowna, faceci spod budki z piwem, na rozklekotanych rowerach, mieliby takie same szanse powodzenia, jak ci dobrze sytuowani, w eleganckich samochodach. a i z przyjaznią bywa podobnie. myslę, ze ludzie są bardziej interesowni niz zakładamy

Maga

Anonimowy pisze...

Lubie - bo lubię z nim przebywać, rozmawiać, robić wspólnie różne rzeczy. A kocham - bo go lubię (jak wyżej) + mnie pociąga.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...