FAJNIE! Otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na Twój E-mail:

ZNIEWIEŚCIALI FACECI vs. MĘSKIE KOBIETY

poniedziałek, czerwiec 23, 2008 3 komentarze

Już samo określenie "zniewieściali mężczyźni" czy "męskie kobiety" jest dosyć przewrotne i nasuwa wiele pytań dotyczących tego, co to znaczy być "męskim" czy "kobiecym".

Czy to jest tylko wytwór kultury czy prawa natury? Zatem współcześni mężczyźni, którzy są coraz bardziej sfeminizowani (lub kto woli zniewieściali) postępują wbrew swojej płci i czy kobiety przejmujące role tradycyjnie zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn są szczęśliwe i czują się spełnione? Co to znaczy obecnie "być prawdziwym mężczyzną" czy "być prawdziwą kobietą"?


Może zacznę od tego, jak to wyglądało kiedyś.
Kiedyś bowiem różnice dotyczące płci były jasno określone, panowały bowiem nienaruszalne, jasne zasady: mężczyzna (w wielu kulturach i przez wiele tysięcy lat) był uważany za dokładne przeciwieństwo kobiety. Mężczyzna zatem był światłem, dniem, kulturą, duchem (rozumem), wcieleniem zasady czynnej i dobrem. Kobieta natomiast, przeciwnie - była ciemnością, nocą, naturą, ciałem, wcieleniem zasady biernej i...złem. Tak samo miejsce obu płci było jasno wyznaczone: mężczyzna zdobywał świat, robił karierę, był żywicielem i opiekunem rodziny, to on był głową domu. Miejscem kobiety natomiast był dom. Gdy kobiety zaczęły przekraczać tą niepisaną granicę, wyłamywać się (ruchy emancypacyjne lub feministyczne) zaczęły wychodzić naukowe (a raczej pseudonaukowe) książki mówiące, że miejscem kobiety jest dom, że jej specyficzna fizjonomia i fizjologia powoduje, iż pracując zawodowo kobieta staje się chora. Wybitne (męskie oczywiście!) mózgi tamtych czasów tłumaczyły to następująco:

Mózg człowieka, który się uczy pobiera wiele energii, u mężczyzny jest wtedy wszystko ok, ale jeśli kobieta się za dużo uczy to jest wtedy pobierana energia z jej innych, kobiecych narządów, co grozi jej trwałą bezpłodnością (!).
Zatem edukacja kobiet była dla nich wielce szkodliwa:).
W ogóle jakakolwiek twórczość (oprócz szydełkowania) była wyłącznie zdolnością mężczyzn. Kobieta sięgając po pióro czy pędzel mogłaby sobie jedynie zrobić krzywdę.

Mimo to takie argumenty nie wszystkich przekonywały.


Kobiety stawały się coraz bardziej niezależne (także finansowo), udowadniały, że nie są bardziej ułomne na ciele i duszy. Co więcej, udowodniono (pod koniec XIX wieku), że układ rodzinny i społeczny, w którym mężczyzna jest panem i władcą, nie jest jedynym istniejącym - odkryto istnienie matriarchatu. Istotną rolę w wyzwoleniu kobiety i jej swobodzie (także seksualnej) odegrała tabletka antykoncepcyjna. Kobieta dzięki temu decydowała o swojej prokreacji, usunęła większość lęków związanych z niechcianą ciążą.

Mężczyzna mógł być zatem postrzegany jedynie jako kochanek, nie musiał być brany pod uwagę jako ewentualny przyszły ojciec i partner na całe życie. Pigułka antykoncepcyjna plus niezależność finansowa kobiet spowodowała także następującą zmianę dotyczącą pozycji kobiety w seksie. To ona zaczęła wymagać, dbać o swoje potrzeby, oceniać, porównywać (pigułka antykoncepcyjna przekreśliła wymóg czekania na tego jedynego z dziewictwem do ślubu). Co więcej, kobiety zaczęły oceniać swoich partnerów seksualnych nie tylko pod względem ich umiejętności technicznych ale także atrakcyjności wizualnej.

Mężczyzna kiedyś był tym, co osiągnął, o jego męskości świadczyła głównie jego pozycja społeczna, stanowisko (jak już wcześniej wspomniałam mężczyzna był rozumem, duchem).

Kobieta była ciałem, wyglądem, o jej wartości świadczyła atrakcyjność fizyczna, była jakby "ozdobą" mężczyzny.


Feminizm i wyzwolenie kobiety sprawiły, że kobiety zaczęły wymagać różnych rzeczy, np. tego, żeby mężczyzna dbał o wygląd. Mężczyzna stał się obiektem seksualnym! Nawet reklamy wmawiają mężczyźnie, że prawdziwy mężczyzna używa drogich perfum i fajnie się ubiera. Próżność (cecha kiedyś wyłącznie kobieca) stanowi dzisiaj niemalże o istocie męskości. Czy zadbany, wyperfumowany, po solarium, przechadzający się po sklepach z ciuchami mężczyzna jest męski?

Kobiety zaczęły być szefami w sferze zawodowej, często poświęcając się karierze odkładały lub całkowicie rezygnowały z macierzyństwa (które było zawsze istotą kobiecości, głównym celem kobiety). Czy zatem współczesna kobieta robiąca karierę i rezygnująca z macierzyństwa może być nadal uważana za kobiecą? Niepodważalnym jest fakt, że takie silne, niezależne kobiety budzą strach wśród mężczyzn. Jeżeli kobieta zarabia na siebie, jest zaradna i samodzielna, to gdzie miejsce na mężczyznę - żywiciela i pana domu?

Jeśli kobiety stały się trochę męskie i już nie wiadomo co to znaczy być kobietą, to trzeba sobie zdać sprawę z tego, że mężczyźni są już kompletnie skołowani. Tak naprawdę nie wiedzą, co to znaczy być męskim, nie mogą bowiem niczym kobiecie zaimponować, bo przejęła jego role. Najgorsze jest jednak to, że mężczyzn obwinia się często za ich stereotypowe męskie cech, za to, że np. są agresywni, dominujący, niewrażliwi. Jeśli jednak któryś próbuje okazać swoją kobiecą stronę osobowości (np. płacze, wzrusza się, jest nadmiernie emocjonalny) to wtedy mówi się, że jest żałosny, że jest nie-mężczyzną. O ile kobieca feminizacja jest jakby "awansem" (kobiecość zawsze była uważana za coś mniej doskonałego, ułomniejszego, słabego), to okazanie kobiecych cech przez mężczyzn jest równoczesne z okazywaniem słabości, jakiejś ułomności. Czy wrażliwy, płaczący mężczyzna mający chwile słabości jest jeszcze męski? Czy uważacie, że z nim jest jeszcze wszystko ok?

Jak już wcześniej wspomniałam mężczyźni panikują w naszych czasach. Zauważyłam u nich dziwną reakcję obronną - kobiety, które ich przerażają, sprowadzają do "łatwych obiektów seksualnych".

Podam parę przykładów. Kobieta kiedyś była krucha, eteryczna. Jednym ze skutków ruchu feministycznego jest zmiana ciała kobiety. Już nie jest omdlałym aniołem wspartym na boku silnego mężczyzny. Teraz w modzie jest silne, umięśnione ciało kobiety (mięśnie były zawsze symbolem męskości). Kobiety zaczęły trenować sztuki walki, zaczęły być silne jak mężczyźni. Na początku zapaśniczki przerażały mężczyzn, były kobietami - bestiami. Teraz można je spotkać np. walczące w kisielu - jako rozrywka dla mężczyzn. W ogóle, takich silnych, walczących kobiet jest pełno w pop-kulturze(Kill Bill, Sin City). Są one obiektami seksualnymi, nie wywołują (chyba) przerażenia u mężczyzn, raczej są bohaterkami ich fantazji seksualnych. To samo z lesbijkami. Lesbijki, czyli kobiety, dla których mężczyzna jest odpychający seksualnie, stały się obiektami seksualnymi dla mężczyzn? Dlaczego? Przecież lesbijka nie pożąda mężczyzny, czyli mężczyzna powinien się czuć przy takiej lesbijce mało atrakcyjny, niemęski...Być może jest to kolejny dowód na to, że to, co przeraża, może być "oswojone" poprzez sprowadzenie do obiektu seksualnego.

Co zatem sądzicie o męskości i kobiecości? Czy są jakieś ich stałe, niezmienne cechy dotyczące płci? Czy są to tylko różnice umowne? Czy o cechach płci decyduje kultura(wg niektórych tak, dlatego stworzono pojęcie takie jak "gender", czyli płeć kulturowa, nie mająca związku z płcią biologiczną) czy natura? Czy podoba wam się we współczesnym świecie takie trochę pomieszanie ról, zamazane różnice między kobietami a mężczyznami?

Mnie osobiście podobają się lekko zniewieściali mężczyźni, nie lubię macho i twardzieli:) Mimo to bezpiecznie się czuję, gdy ten mężczyzna jest jednak trochę bardziej męski ode mnie. Tu, gdzie mieszkam parę ostatnich lat (w Norwegii) feminizm posunął się według mnie o wiele za daleko. Tutaj kobiety zazwyczaj utrzymują rodziny, tylko mężczyzn widzę na spacerku z wózkami z dziećmi. Mężczyźni są tu strasznie zastraszeni, nieśmiali, chodzą w tych swoich jasnoróżowych sweterkach....(W Polsce by taka moda nie przeszła). Kobiety są tu silne, niezależne, to one częściej (75%) są przyczyną rozwodów, ich jest więcej w rządzie, często wykonują niebezpieczne zawody np. strażniczki więzienne dla mężczyzn to prawie same młode dziewczyny. Bardzo często czytam artykuły o tym, jak kolejna Norweżka zgwałciła jakiegoś faceta!:) I takie działania traktuje się tam jako poważne przestępstwo, wcale nie wywołują uśmieszków na twarzach. Kobiety na budowach to nie rzadkość. Jedna znajoma Polka powiedziała mi, że w biurze pracy w Oslo zaproponowali jej kurs na...murarza lub hydraulika.

Czy uważacie, że taka sytuacja jaka jest w Norwegii jest jeszcze ok czy to już lekkie przegięcie? Jestem ciekawa, co o tym wszystkim sądzicie, czy np. kobieta-szef może być kobieca dla mężczyzny czy raczej odpycha, bo mężczyzna przy niej się czuje mało męsko? Czy mężczyzna np. w różowym sweterku robiący sobie maseczki przeciwzmarszczkowe jest męski czy śmieszny? Czy to może taki bujający się macho - paker jest męski (lub śmieszny)?


Autorka:

Marlena Majchrzak

- specjalnie dla PSYCHIKI.net

Linki do tego posta

3 komentarze: to “ ZNIEWIEŚCIALI FACECI vs. MĘSKIE KOBIETY so far...

  • zimbabwe 24 czerwiec 2008 08:04
     

    Osobiście uważam że dawniej feminizm był dobrą ideologią, bo jeszcze sto lat temu kobiety nie były dobrze traktowane (powiedzmy to sobie szczerze - kobieta nie miała dostępu praktycznie żadnego do oświaty, była przedmiotem w ręku mężczyzny), ale teraz to duża przesada. Nie przepadam za "babochłopami" aczkolwiek mnie często podejrzewano o feminizm i homoseksualizm (żeby było jasne - nie jestem ani jednym ani drugim) :-) Dlaczego? Ano dlatego bo jestem "nieszablonowa" a i kiedyś jeden psycholog mi mówił że będę mieć bardzo ciężko w życiu przez panujące głęboko w ludziach stereotypy. Tak więc feminizm w takiej formie w jakiej jest teraz - nie, ale łamanie stereotypów - tak!

  • Anonimowy 24 czerwiec 2008 09:15
     

    Równouprawnienie jest jak najbardziej ok moim zdaniem. O ile tylko nie zacznie sie nadmierna feminizacja i przeginanie w drugą stronę. Żeby czasem w przyszlosci mężczyźni nie byli traktowani jak kobiety w średniowieczu. O ile panuje sytuacja ze każdy bez względu na płeć zależnie od swoich indywidualnych predyspozycji i umiejętności ma równie szanse w życiu (czy to w pracy na budowie czy prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci)to jest dobrze.
    Równouprawnienie - TAK
    Nadmierna feminizacja dążąca do matriarchatu - NIE.

    Pozdrawiam i gratuluje autorowi ciekawego artykułu oraz Integralnemu interesującego bloga :)

  • Anonimowy 3 październik 2008 01:38
     

    Póki nie rozpieprzy się za przeproszeń tej cywilizacji , będzie tylko narzekanie. Okazuje się ,że tzw stereotypy mają bardzo dużo sensu. powodem kłopotów jest brak głębiokiej duchowości u mężczyn . Przy istnieniu takowej , żaden nie słuchałby tych głupot i nie kończył jak ci w Norwegii.