niedziela, 29 czerwca 2008

Właśnie jesteś

My, Polacy, dorastamy na tak zwanym Zachodzie. Krzewi się w nas tak zwaną kulturę Zachodu, począwszy od ideologii zdobywania jak najwięcej, a na religii kończąc.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo to, że mieszkamy na „Zachodzie” wpływa na nasze myślenie o sobie?


Sam jestem chrześcijaninem – wciąż wyznaję religię, w której zostałem wychowany, uważam, że jest ona ok., co nie oznacza, że nie staram się poszukiwać rozwiązań poszerzania swojej świadomości, które rozwinęły inne kierunki myślenia.

Chodzi mi dzisiaj o myśl buddyjską. Traktuję buddyzm – jako swego rodzaju filozofię życia, dla której znajduję miejsce w swoim integrującym się wewnętrznym świecie myśli i odczuć. Miałem okazję poznać praktyki związane z tą religią, jednak kilka rzeczy mi po prostu w niej nie pasuje - dlatego nie jest ona "moją religią". Traktuję ją jako „narzędzie”. Ha! Może właśnie o to w niej chodzi;) ?

Szanuję buddyzm – filozofię „uważności”, która jest tak bardzo potrzebna na Zachodzie.
Mędrcy, jogini i mistrzowie zen uważają, że my – ogólnie jako ludzie – rzuceni w wir pracy, rzuceni w kulturę „osiągnięć”, pożądania, chciwości i nienawiści – tak naprawdę nie żyjemy na jawie, lecz jesteśmy pogrążeni we śnie. Gubimy gdzieś to, co jest najważniejsze w życiu. Nie chodzi stricte tylko o kulturę Zachodu. Ogólnie nasza - jako ludzi - świadomość jest mocno ograniczona.


Dlatego musimy się przebudzić, aby dojrzeć całość samego siebie. Musimy stać się uważnymi obserwatorami naszych wewnętrznych sił. Wtedy będziemy żyć naprawdę. Wtedy poznamy smak szczęścia.

Aby stać się uważnym należy medytować. Na czym to polega? Na tym żeby przyjąć określoną pozycję – jak to widać na filmach? Na tym, żeby skupić się w ciszy, wyizolowanym od świata na pustyni?

Wcale nie.

Medytacja polega na uważności. Oznacza szczególny rodzaj uwagi, kiedy jesteśmy skoncentrowani na chwili obecnej, kiedy nie rozstrzygamy czy coś jest dobre czy złe, kiedy akceptujemy chwilę i jesteśmy jej świadomi.

Życie składa się z chwil a my – myśląc cały czas o przeszłości lub przyszłości (w psychologicznym znaczeniu o tym co dalekie) możemy stracić szansę.

Szansę na nowe życie.

W języku psychologów chodzi tutaj o umiejętność wglądu – czyli poznania tego, co w nas głęboko, poszerzania świadomości i integracji wszystkich jej poziomów. Doświadczanie całym swoim człowieczeństwem – tego, co dzieje się w nas teraz.

Polecam:
Jon Kabat-Zinn “Gdziekolwiek jesteś, bądź”, Przewodnik Uważnego Życia, Ipsi Press







Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

7 komentarzy:

zimbabwe pisze...

Na tym to właśnie polega... Żeby zrozumieć, że z jednej strony jesteśmy otoczeni światem i jesteśmy jego częścią mniej lub bardziej, a z drugiej strony zrozumieć, że jesteśmy mimo tego odrębną jednostką. W ten sposób np. ja zrozumiałam, że wcale nie mam większych problemów niż inni - tylko po prostu przez znerwicowanie i zmęczenie je wyolbrzymiam. I na pewno jest tak samo z większością innych ludzi. Pozdrawiam :-)

Anonimowy pisze...

Marcin,kiedy Ty masz czas na to wszystko?
Nie zapominaj jednak co w tym wszystkim jest ważne,a co najwazniejsze...
Wszystkie poruszone przez Ciebie tematy są ciekawe ale nie musisz pisać codziennie "wyluzuj".Pa

Anonimowy pisze...

Bardzo się cieszę Marcin, że piszesz codziennie, Twoje artykuły są niezmiernie ciekawe:) Dobrze, że poruszyłeś temat buddyzmu, gdyż jest to religia (a raczej filozofia), która mi najbardziej odpowiada. Mimo, że mam bardzo religijnych rodziców (katolików), postanowiłam odnaleźć własną drogę. Myślę, że tu chodzi nie tylko o bardziej otwarty umysł, ale też o odwagę. Przecież bardzo często wybieramy daną religię tylko dlatego, że nas w dzieciństwie np. straszono piekłem i po prostu boimy się zauważyć, że nasza religia nie jest jedyna (i prawdziwa). Istniało wiele kultur przed nami, istnieją różne kultury na świecie, różne religie i przecież małe prawdopodobieństwo jest, że ten nasz bóg (czy bogowie) są jedynymi prawdziwymi. Ludzie pragną się czuć bezpiecznie (a może nie mają odwagi) zostając przy starych przekonaniach. Jak wiadomo, prawie każda wojna jest z powodów religijnych (może chodzi o pieniądze, ale religia jest pretekstem dla "owieczek"), więc takim "zagożałym" polecam wyrwanie się ze swojego miasteczka i zwiedzenie trochę świata, a przynajmniej poczytanie książek o innych kulturach. Mój komentarz nie jest "broń boże":) krytyką katolików, tylko krytyką takich zagożałych, którzy myślą że ich przekonanie jest jedyne słuszne i prawdziwe.
Marlena

Anonimowy pisze...

Jak wiadomo, jest wiele rodzajów buddyzmy (tak jak jest wiele odłamów chrześcijaństwa), jestem wyznawcą buddyzmy japońskiego. Nie traktuję buddyzmu jako religii, raczej jako filozofii, na spotkania buddyjskie chodzą także chrześcijanie, którzy nie biorą jednak udziału w niektórych "obrządkach". Te spotkania są bardzo ciekawe, wychodzę po nich pełna energii, buddyzm japoński jest bowiem ukierunkowany na działanie, na pokonywanie problemów, rozwój osobisty. Szczerze mówiąc na początku bałam się uczęszczać na te spotkania, bo mówiono (straszono), że wszystko co inne to sekty:)Więc najpierw musiałam się upewnić czy tam nie "piorą mózgów" i czy się nie płaci i czy można w kazdej chwili zrezygnować:)Okazalo sie, że nie piorą, nie płaci się nic i można zrezygnować:) Więc jest ok.
Marlena

Thigrand pisze...

Warto zaznaczyc, ze Buddyzm de facto nie jest religia a w istocie filozofia. Dlatego twoje przemyslenie na poczatku posta pokrywa sie z faktami.

Anonimowy pisze...

mysle, ze gdybym urodzila sie w innej kulturze i moi rodzice wyznawali by inna wiare (inna niz katolicka), pewnie ze mna byloby tak samo, ale mimo to nie zamierzam rezygnowac ze swojej wiary. nie mam jednoczesnie nic przeciwko ludziom majacym odmienne od mojego zdanie. najwazniejsze jest dla mnie to, aby ludzie bez wzgledu na wyznanie, innosc kulturowa itd. szanowali siebie nawzajem i akceptowali takimi, jakimi sa. jesli chodzi o ludzi wyznajacych filozofie buddyzmu to podziwam ich wewnetrzny spokoj i opanowanie. podoba mi sie, ze znajduja chwile aby wglebiac sie w swoje mysli, choc ja nie nazywam tego medytacja a raczej relaksowaniem sie (na wlasny uzytek);-) z drugiej strony (ale to tylko moje zdanie i moge sie mylic bo wtajemniczona, ze tak powiem, nie jestem) jesli buddysci uwazaja, ze poprzez medytacje poznaja istote swiata i zycia, to chyba maja nad wyraz rozwiniete ego

Anonimowy pisze...

Czasem bywam tutaj codziennie, czasem raz na jakiś czas. Jest mi obojętne Marcinie czy piszesz codziennie czy nie, bo wiem, że i tak co jakiś czas po prostu wpadnę i przeczytam wszystko to, co mnie interesuje. To jakby jazda obowiązkowa, prędzej czy później trzeba się przejechać.
Dla mnie, ale również dla wielu Buddystów, jakich znam, Buddyzm jest raczej filozofią niż religią, słusznie zresztą, im wiecej w tym wolności tym wartościowsi wyznawcy.
Kontakty, spotkania, wspólne medytacje, które mi się również od czasu do czasu zdarzają skłaniają mnie do pracy nad sobą, nad większym spokojem wewnątrz siebie, na rozwijaniu uważności nad tym co "jest" we mnie i wokół mnie. Bardzo mi się to przydaje i pomaga.
Dzięki temu jeszcze bardziej świadomie żyję.

marzmar

Pozdrawiam serdecznie wszystkich i dziękuję Marcinie za ten bloog.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...