środa, 4 czerwca 2008

Student na stażu i Nadzieja

Przychodzi taki moment w życiu każdego studenta psychologii, że musi-powinien-chce odbyć staż. Jaki jest student psychologii? - czytaj tutaj. Zależnie od specjalności każdy ze studiujących przyszłych psychologów uczęszcza na staż w adekwatnym obszarze. Jako, że moją specjalnością w ramach studiów jest psychologia kliniczna odbyłem staż w szpitalu.
Obowiązuje mnie dyskrecja dlatego notka będzie ogólnikowa w kwestiach „technicznych”, bardziej szczegółowa w kwestiach moich osobistych odczuć.

Co mnie spotkało na stażu?


Pierwszy raz w życiu – jako specjalista, swego rodzaju „człowiek z personelu” miałem stawić czoła chorobom, których nie leczy się na stole chirurgicznym za pomocą skalpela, które są niewidoczne na zewnątrz gołym okiem czy przy pomocy urządzeń badających wnętrze ciała– a które to choroby w niesamowicie dużym stopniu modyfikują życie człowieka.

Z czego nie zdawałem sobie sprawy przed stażem?

Nie do końca zdawałem sobie sprawę, jak wielkie cierpienie towarzyszy ludziom cierpiącym na wszelkiego rodzaju zaburzenia psychiczne. Nie zdawałem sobie sprawy, jak „ta sama” choroba wpływa w różny sposób na różnych ludzi, jak różnie się objawia, zależnie od cżłowieka.
Pomimo, że o wszystkim tym wiedziałem...teoretycznie.

Czego żałowałem?

Na pewno tych niedoczytanych stron z książek mogących mi jeszcze bardziej pomóc (tak myślałem) – podczas rozmowy i badań z chorymi. Czułem trochę zakłopotanie kiedy osoby chore często pokładały we mnie swoją nadzieję, na zmianę, na poprawę. Ja tymczasem jedyne co mogłem im zaoferować to była rozmowa i rutynowe badania.
Wtedy to zdałem sobie sprawę, że wszystko czego się uczę, pomaga – zastosowane w odpowiedni sposób. Dlatego pomimo ustalonej procedury starałem się być kreatywny.

Z czego się cieszę?

Cieszę się, że poznałem jak funkcjonuje szpital jako organizacja, jak wygląda również tamtejsza organizacja pracy, z jakimi problemami ludzie zostają przyjęci do szpitala. Cieszę się, że mogłem poznać osoby, z którymi rozmawiałem, które badałem.
Cieszę się, że mogłem sprawdzić swoją teoretyczną wiedzę o zaburzeniach i procedurach badań – naprawdę. Dotknąć tego, czego dotykały słowa w książkach, które przeczytałem – w ramach tych wspaniałych studiów.


Jakie są moje wnioski, refleksje?

Chcę w swojej przyszłej pracy psychologa, być dla potrzebujących pomocy ludzi kimś, kto ich Wysłucha. Nie chodzi mi o samo słuchanie, o zapamiętywanie faktów z ich życia czy organizacji struktury ich rzeczywistości. Chodzi mi o słuchanie, do którego tak naprawdę niepotrzebne są uszy. O słuchanie, w którym nasz rozum nie odgrywa aż tak dużego znaczenia, o słuchanie ciszy – poprzez którą pacjent mówi. O słuchanie słowotoku – poprzez który pacjent milczy. O słuchanie o odwadze pomimo że się strasznie boi. O słuchanie o strachu i rozpaczy podczas gdy te słowa są za słabe by oddać dramat tego, co dzieje się w nich naprawdę i tylko jakiś cud sprawia, że ta rozpacz nie do końca w nich jeszcze zwyciężyła...

Że jest nadzieja... Nadzieja, wiara w życie...






Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

1 komentarz:

Pytonix pisze...

Bardzo ładnie i czytelnie napisany artykuł. Naprawdę dobrze się to czyta. A koleżanka do "Pudelka" to chyba była nieświadoma swoich słów, które powiedziała. Pozdrawiam serdecznie. Pytonix

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...