niedziela, 15 czerwca 2008

Jak zapomnieć o EX?


W związku z artykułem „Mam dość bycia singlem!” pojawiły się różne głosy odnośnie poszukiwania Drugiej Połowy. Wciąż czekam na Wasze refleksje w tym obszarze, jednak dziś chciałbym odnieść się do nieco innego tematu - odpowiadając na pewnego maila Czytelniczki. Zgodziła się ona na publikację jej maila dlatego prezentuję go tutaj w niezmienionej wersji:


Żeby znaleźć nową połowę najpierw trzeba zapomnieć o tym, kto wcześniej wydawał się tą drugą połową być. A może nią jest? Właśnie czy druga połowa jest tylko jedna? A może to część wymienna/zamienna? Może napiszesz Marcinie artykuł o tym jak zapomnieć o swoim byłym chłopaku czy byłej dziewczynie? Nie wiem jak Twoje doświadczenia w związkach wyglądają więc niech moja historia służy ci za inspirację.

M. poznałam na pierwszym roku studiów byliśmy ze sobą przez ponad rok, nasza znajomość rozwijała się powoli, nawet bardzo powoli, najpierw rozmawialiśmy tylko na uczelni, potem wspólne kawy, potem kino i tak krok po kroku nasza zażyłość się zwiększała. Zresztą nieważne jak było, ważne jak się skończyło - a końca nic nie zapowiadało. Po prostu przed wakacjami M. stwierdził, że nasza znajomość stała się zbyt poważna, a to jeszcze nie na to czas, że mężczyzna jest jak statek i chciałby jak powiedział “jeszcze trochę pożeglować”. Że powinniśmy dać sobie trochę czasu i miejsca na pobycie z innymi ludźmi. Nawet go rozumiem, ale nigdy nawet nie rozmawialiśmy o tym że będziemy razem już na zawsze. Może bał się zaangażować. Przestaliśmy się widywać, a jednak ciągle nie mogę o nim zapomnieć.

Każdego nowo poznanego faceta porównuje z M. (i to M. wygrywa), kupując nową rzecz zastanawiam się czy by mu się spodobała. Każde miejsce mi go przypomina. Kiedy dzwoni telefon mam nadzieję, że może to on. Mam wrażenie, że jest tylko jedno męskie imię na świecie, bo widzę i słyszę je wszędzie, w wiadomościach, w gazecie, w sklepie. Nie mogę się na niczym skoncentrować ani skupić bo moje myśli krążą wokół niego. Czasem jestem na niego wściekła, że nie liczyły się dla niego moje uczucia, tylko tak po prostu myślał egoistycznie o sobie i przygodach, które mógł stracić będąc ze mną. A może to ja nie byłam dla niego dość dobra?

Są chwile, że już jest ok. i wracam do normalnego funkcjonowania, ale po pewnym czasie tęsknota za M. wraca ze zdwojoną siłą. Mam ciągle nadzieję, że wróci z tego “rejsu” i znów będziemy razem. Wiem, że jest mnóstwo innych ciekawych chłopaków, ale w ich towarzystwie nie czuję się tak jak z nim, bo z M. to pewnie wyda Ci się dziwne, ale czułam taką pełnię, doskonałe uzupełnienie. Najgorsze jest to, że widzę go prawie codziennie na uczelni, mówimy sobie cześć i to wszystko… Zdaję sobie sprawę, że potrzeba czasu, aby zapomnieć, ale ja już tak dłużej nie mogę.

Jesteś studentem psychologii, więc z pewnością znasz jakieś metody na zapominanie, skoro istnieją mnemotechniki na poprawę pamięci, to może jest jakaś metoda która działałaby odwrotnie…?

Pozdrawiam,
Anonimowa



Żeby zapomnieć o swoim byłym chłopaku, po pierwsze zadaj sobie pytanie, czy naprawdę chcesz to zrobić. Z treści Twojego maila wynika, że Twoja znajomość z M. została „urwana” przez niego. Jeśli Twój związek z M. nie przetrwał tej próby, kiedy to M. znalazł się w chwili wątpliwości – podczas gdy nie wydarzyło się nic istotnie mogącego wpłynąć na pogorszenie Waszych relacji to jakie rokowania miałby ten związek w dłuższym okresie?

1. POWIEDZ SOBIE PRZED LUSTREM – „ZAPOMINAM O M.”

W ten sposób ustalisz sama przed sobą Twój cel. Tam gdzie podąża Twoja uwaga, tam też podąża Twoja energia – pojawia się działanie. Dlatego tak ważne jest ustalenie celu.

Pamiętaj, Droga Czytelniczko, że nie jest to niczyja wina, że nie jesteście już razem. Ani Twoja ani jego. Po prostu w tak skomplikowanej materii, jaką jest trwałość związku dwojga ludzi przyczyna nietrwałości leży, że tak powiem - po obu stronach. To znaczy, oboje jesteście po części za to odpowiedzialni –co nie znaczy, że winni.

2. KIEDY KTOŚ ZAPYTA CIĘ, CO TAKIEGO ON ZROBIŁ ALBO CO TY ZROBIŁAŚ ODPOWIADAJ: „Jestem w porządku i on jest w porządku. Po prostu jako związek, jako kombinacja naszych cech charakteru nie pasowaliśmy do siebie.”

W ten sposób unikniesz tego, że Twoi znajomi będą wysuwać negatywne cechy M. Podając za przykład, że „sama tak powiedziałaś, że był do niczego” To mogłoby sprawić, że zaczęłabyś się zastanawiać, czy na pewno ta „wada” nie jest tym, za czym tęsknisz. Mówiąc, że przyczyna leży w „niekompatybilności”- nie obrażasz nikogo, a przy tym mówisz prawdę.
I o to w życiu chodzi.


Wiele przedmiotów jakie posiadasz w swoim mieszkaniu, czy miejsc może przypominać Ci Twojego byłego chłopaka. Możesz usunąć je z pola Twojego widzenia, jednak nie niszcz ich ani nie rób z nimi tego, czego nie robisz na co dzień. To znaczy nie wyrzucaj na przykład praktycznego kubka, który dostałaś od chłopaka – tylko dlatego, że Ci się z nim kojarzy. Po prostu przestań go używać na jakiś czas. Nie warto, aby rządziła Tobą nienawiść i abyś robiła rzeczy nieracjonalne, nielogiczne, abyś niszczyła.

3. NIE POZWÓL ABY ZAWŁADNĘŁA TOBĄ NIENAWIŚĆ, OPANUJ EMOCJE NEGATYWNE, ABY NIE POGŁĘBIAŁY W TOBIE ŚLADU TEGO, CO BYŁO.

Przecież łączyło Was tyle dobrego. Nie warto pamiętać o tym co złe. Należy wyciągać wnioski, a nie „przeżywać” wszystko od nowa.

Dbaj o siebie, albowiem dzięki temu możesz przygotować się na kolejny związek. Aby być w pełni szczęśliwą z drugim człowiekiem, najpierw naucz się żyć sama.
Ten kto nie potrafi żyć sam , nigdy nie nauczy się żyć z drugim człowiekiem.


4. POKOCHAJ SAMOTNOŚĆ – ALBOWIEM OD TEGO ZACZYNA SIĘ ZWIĄZEK DWOJGA LUDZI.


Życzę Tobie Anonimowa Czytelniczko, abyś odnalazła w sobie siłę, która pomoże Ci rozwijać Twoją osobowość w taki sposób abyś nawet będąc samą – nie czuła się osamotnioną. Abyś z podniesioną głową realizowała swój plan – i odnalazła w przyszłości szczęście w szczerym, otwartym i stabilnym związku.

Nie jestem do końca pewien, czy moje rady sprawdzą się w Twoim przypadku. To, że studiuję psychologię nie oznacza, że jestem specjalistą od takich tematów. Nie jestem "wszystkowiedzący".

Nakreśliłem Ci jedynie ogólny pomysł na ramy Twojego myślenia - jednak ich wypełnienie zależy tylko od Twojej wewnętrznej natury.

Może Wy, pozostali Czytelnicy PSYCHIKI.net macie inne pomysły na to, jak zapomnieć o EX?
Piszcie.








Pozdrawiam

Integralny
PSYCHIKA.net

152 komentarze:

zimbabwe pisze...

U mnie to akurat przeszło samo... Z biegiem czasu. Trzeba sobie dać przede wszystkim czasu. Choć są ludzie którzy ciągle żyją przeszłością, a to nie jest zdrowe ani dobre.

eza pisze...

Też myślę, że w takim przypadku najlepszym terapeutą jest dr Czas :) Podobno metoda "klin klinem" również przynosi zadawalające rezultaty.

Anonimowy pisze...

Też tak myślę, że potrzebny jest czas, choć szczerze mówiąc mi bardzo pomagało "znielubienie" do reszty mojego ex, wtedy stwierdzałam że jest beznadziejny i dawałam sobie spokój:) Najgorzej było jak go idealizowałam i usprawiedliwiałam, a winy szukałam w sobie. Myślę, że pomiędzy związkami damsko męskimi działa zasada używana w socjotechnice, tzw. "zasada niedostępności". Czyli im czegoś bardziej nie możemy mieć, tym bardziej tego pragniemy. Czyli ktoś taki niezależny, nieuchwytny, wolny strzelec, ktoś, kogo nie możemy mieć będzie pożądany tylko dlatego, że taki jest. I to często nie chodzi o sam obiekt, ale o nas. To my próbujemy sobie udowodnić, że wlaśnie go zdobędziemy, że będzie w końcu nasz...:)Jednak niektórzy ludzie tak mają, że jak w końcu zdobędą, to zupełnie tracą zainteresowanie tym swoim obiektem.
Marlena

Justyna pisze...

Smutek, rozczrowanie, złość... Mniejsza z tym czym spowodowane, różnią się chyba tylko natężeniem, a poradzić sobie można z uczuciami tymi jednym tylko sposobem-poprostu przeżyć, przetrawić. Jestem zwolenniczką wyrażania uczuć, jeżeli mamy taką potrzebę. Mamy ochotę płakać-płaczmy, krzyczeć-pójdźmy tam gdzie nikomu nie będzie to przeszkadzało i krzyczmy, wygadać się, ponarzekać-porozmawiajmy z bliską osobą lub piszmy:)

angelunia pisze...

trudno jest się pogodzić z odejściem tej "drugiej połowy" sama sie o tym przekonałam. Tą pierwszą miłość będziemy pamiętać do grobowej deski i zawsze będzie w naszej świadmości. iałam taki przypadek gdzie mój chłopak zostawił mnie dla mojej najlepszej koleżanki. Dla mnie to był cios poniżej pasa,ale co zrobić takie jest życie. mija już dwa lata jak oni są razem i patrze na ich szczęscie. co prawda ja też mam chłopaka ale przeszłość cały czas mi towarzyszy... Cały czas borykam sie z przeszłością i to mnie najbardziej boli, ponieważ widzę że ma to niewielki ale ma to wpływ na mój związek

Anonimowy pisze...

Z mojego doświadczenia jestem w stanie się zgodzić z postem zamieszczonym wczesniej ze im coś jest bardziej niedostępne tym bardziej tego chcemy. Po rozstaniu z moją dziewczyną gdy zobaczyłem ją z innym chłopakiem który do niej kręci obudziła się we mnie wielka chęć odzyskania jej miłości ( choć sam zerwałem). Trwało to jakiś czas, już zdaje się mimo wszystko przeszło. Sądzę na chwilę obecną że trzeba być twardym i odczekać. Pobyć sam. Poprzyjaźnić się z nowymi ludźmi. Pomedytować. Pobiegać.... :) Klin?! może, ale to nie dla mnie, w sensie ze na bank nie będę specjalnie szukał klinu, chyba ze sam się znajdzie.

Anonimowy pisze...

a ja nadal nie moge zapomnieć... nie wiem już co robić. nie wróce bo zrani tak samo a zapomnieć nie mogę. F*ck.

Anonimowy pisze...

rowniez jestem ta opuszczoną i zamiast dac sobie spokoj to nadal walcze by do mnie wrócił,myślałam nawet o jakiejś terapi u psychologa bo sama nie umiem o moim ex zapomnieć,a on nie chce juz ze mna być,a czas?nic mi nie pomaga bo z dnia na dzien tesknie coraz bardziej....

Anonimowy pisze...

Widze że większość ma problemy ja ze swoją ukochaną byłem 4ry lata zrywala wracala ze wzgledu na moje blaganie zareczylismy sie zerwala i juz nie wróciła...była moją pierwszą miłością dziś nie mam z nią kontaktu jestem sam myśle o niej co wieczór mówie dobranoc Kochanie ale jej już nie ma i nie będzie nie potrafię poradzić sobie z tym a już rok zleciał...

Anonimowy pisze...

Ja mimo iż nie jestem juz z moim ex 5 lat ( a byl moim pierwszym mezczyzna) nadal porownuje go z moim obecnym chlopakiem, jest to silniejsze odemnie i czasami dziala jak odruch bezwarunkowy. Zastanawiam sie czy kiedykolwiek o nim zapomne i bede szczesliwa w nowym zwiazku?! W moim przypadku dr czas nie zadzialal!!

Anonimowy pisze...

Jako od niedawna ciężko zraniona dziewczyna po rozstaniu polecam ksiązkę drogie dziewczyny pt: " NIE ZALEŻY MU NA TOBIE- koniec złudzen poznaj prawdę o tym, jak rozumieć facetów" Dlatego Drogie Panie Warto spojrzec w lustro (jak powiedzial Marcin) i powiedzieć sobie, że taki ktoś jak on nie zasluguje na Ciebie. Daj czasu czas!!!

Anonimowy pisze...

Byłam z moim ukochanym kilkanaście miesięcy. Otoczenie odbierałona nas jako "parę idealna", problemy jednak były... On był totalnie zmanipulowany przez matke! wiedział ze jego sytuacja rodzinna nie jest normalna... on chciał zebym to zaakceptowała, ja chciałam go zmienic. zerwał ze mna w dniu kiedy przyjechałam po jego rzeczy bo mielismy zamieszkac razem! od tego dnia mineły juz prawie 2 miesiace. Nadal bardzo Go kocham i czekam ...nie wiem juz sama na co? moze czas coś zmieni...

Anonimowy pisze...

ja byłem ze swoją puł roku ale mam takie zycie ze te pul roku było moim najleprzym okresem w zyciu nic lepszego mnie niespotkało niz ona juz mineło 3 lata ja niemoge zapomniec niema tygodnia zebym oniej nie pomyślał [ale noz cuz to jest moja jedyna słabosci, do kobiet i to na całą skale mam to po ojcu jak go matka zostawiła to chlał 20 lat wkonću zucił ale teraz to jest wrak niechce tak skończyc wienc sie boje nastepnych zwionzków.

Anonimowy pisze...

nieda sie zapomniec ;( jesli się kogoś kocha to mawet gdyby był skończonym gnojkiem i tak zostanie głęboko w sercu i będzie się do tego wracało... czas nic nie zmiena pogłębia nas w tęsknocie zalu do siebie lub partnerów... wiem bo tak mam poznaje innych ale po jakims czasie stawaja mi sie obojetni.Co noc mi się śni. że mnie bije albo że sie kłócimy a gdy sie budze chce by był i mnie przytulił chociaż... ;,(

Anonimowy pisze...

Po prostu wszyscy jestescie ofiarami nieodwzajemnionej milosci, moja wielka milosc mogla mnie kochac troche, troszke, troszeczke albo bardzo i zaraz potem o mnie zapomniec, gowno prawda tez byla nieodwzajemniona chyba bo nie jestem pewien i nigdy nie bede choc rozsadek jasno mowi ze NIEODWZAJEMNIONA. Widzialem ja z innym po roku, po latach jej kolezanki mowily mi ze ma kogos i jest zakochana i szczesliwa.
Dzisiaj znowu mi sie snila a to juz 10lat hehehe
jestem jak pasazer przemijajacych wydarzen, wszedzie juz bylem wszystko widzialem i cale zycie przezylem w myslach , cialo pomimo moich bezbolesnych prob usmiercenia trzyma sie nawet niezle, szwankuje zalosnie czasem ale gdy nie boli to mozna przyzwyczaic sie do oczekiwania na smierc. {Hehehekoughkough}

Anonimowy pisze...

Byłam z chłopakiem dość krótko. Ale to taka pierwsza poważna miłość. Byliśmy ze sobą - po 2 dniach, on mówił, że mu przeszło. Próbowaliśmy być razem kilka razy, ale nie wychodziło. W końcu kilka miesięcy temu uznaliśmy, że to nie ma sensu. Nie mieliśmy kontaktu jak wcześniej - ciągłe pisanie ze sobą, spotkania itd. On od czasu do czasu się odezwał, akurat w takich momentach, kiedy powoli zaczynałam mniej myśleć o nim. Niedawno zaczęliśmy się 'przyjaźnić'. Piszemy ze sobą raz na jakiś czas. Po pół roku od zerwania ze mną, on wciąż jest sam. Boli go ta samotność, szuka kogoś dosłownie na siłę. Pisze ostatnio do mnie częściej, czasami nawet tak dwuznacznie - jakby chciał wrócić . Chciałby się spotkać po tym pół roku 1 raz, ale boi się, że znowu narobi mi nadziei na coś, że będzie miał ochotę mnie pocałować, lub przytulić. Ja udaję, że nic nie czuję, tylko go lubię, wmawiam mu to. Ciągnie mnie coś do niego. Te 'próby' bycia razem to w sumie ja ciągnęłam. Zatrzymywałam go. Nie chcę, żeby miał mnie w garści dlatego zgrywam obojętną. Ale nie jest mi obojętny. Co robić?

Anonimowy pisze...

BYŁEM ZE SWOJĄ EX 6 LAT I SIĘ ROZPADŁO
MINEŁO JUŻ 5 MCY MYSLAŁEM ŻE CZAS POZWOLI MI ZAPOMNIEĆ NIESTETY TO NIE JEST TAKIE PROSTE:(
CAŁY CZAS MYŚLE O NIEJ TESKNIE ŚNI MI SIE PO NOCACH. SPOTYKAM SIĘ Z INNYMI DZIEWCZYNAMI ALE TO NIE POMAGA BO NAWET W ROZMOWIE PORÓWNUJE JE DO MOJEJ BYŁEJ.POMOCY!!!!!!!!
CO RADZICIE

Anonimowy pisze...

Witam. Podobnie jak Wy mam podobny problem. Przerwałam związek z braku pewności, w związku z moim uczuciem do partnera. Poprosiłam go o czas, nie chciałam wypowiedzieć słowa "kocham" bez absolutnej pewności. Wiedział o tym i kiedy byłam już gotowa, gdy już wypowiedziałam to wyczekiwane "kocham" wszystko jakoś się rozpadło. Minął rok, a ja strasznie za nim tęsknię. Na chwile obecna jesteśmy dobrymi znajomymi. Jednak w każdej rozmowie oboje wspominamy to, co nas łączyło. Być może właśnie dlatego nie potrafie sama w sobie zakończyc tego związku. Próbowałam odizolować się od niego jednak nie potrafię. Mimo wszystko wiem, ze kiedys uda mi się zacząć wszystko od nowa, rozwinąć skrzydła. Mam tez nadzieje, że zarówno dziś, jak i w przyszłości będziemy przyjaciółmi, jednak każde z nas ułoży sobie życie po swojemu. :) Podstawa to pozytywne nastawienie i czas !

Anonimowy pisze...

A ja zakochałem się w młodej mężatce, bardzo inteligentnej i do tego ładnej, nie ma gorszych kombinacji niż taki zestaw. Jest siostrą mojego kolegi z pracy i niestety najchętniej skazałbym ją na dożywotni areszt domowy, żeby jej nigdy nie widzieć. Mam dziewczynę, ale teraz już wiem że nic z tego nie wyjdzie.Totalne dno, sam krytykowałem osoby trzecie w związkach małżeńskich, a teraz padło na mnie i mam wrażenie, że jakby tylko wysłała mi jakiś sygnał nie liczyłbym się z nikim i niczym. Jest niewiele kobiet które potrafią na mnie robić wrażenie, ale ona zrobiła niesamowite i to od razu na wejściu (nie tylko uroda), mógłbym godzinami gadać z nią o polityce, psychologii, muzyce, sztuce, językach. Od pół roku myślę o niej i tylko o niej, specjalnie aranżuję spotkania z jej bratem, żeby tylko ona się pojawiła. Nie jestem romantykiem, raczej ambitnym chłodnie kalkulującym każdy krok gościem, który zawsze wiedział czego chce i zazwyczaj to miał, więc cała ta sytuacja jest dla mnie nowa i kompletnie beznadzieja, dlatego szukam jakiejś porady (?) tylko nie piszcie jak mi współczujecie, bo to mnie nie obchodzi, chodzi mi o konkrety.

Anonimowy pisze...

czytajac te wszytskie komentarze , opisy o swojej miłosci byłej widze ze wszyscy mam cos w spolnego kazdy boi sie chyab samotnosci tak naprawde po rozstaniu sie z ta 2ga strona u kazdego z nas w srodku jest wielka pustka ktora wydaje sie nam ze nei mozna niczym zapełnic.ja tez tydzien temu rozstałam sie z facetem ktorego niesamowicie kochałam a ktory mnei przez cały czas oszukiwał jak sie pozniej okazało rowniez zdradzał i to w moim mieszkaniu kiedy ja wyjezdzałam na weekandy do rodziców.teraz po rozstaniu ja mam wyzuty sumienia ze go wyrzuciłąm z domu tak naprawde obwniniam siebie za to wsyztko tylko pytanie czemu skoro to nei ja spieprzyłąm zwiazek?mysle ze kazdy tak ma i tak naprawde ile bedzie sie czytało porad i ile razy ktos bedzie ci mowił ze bedzie dobrze czas leczy rany itp to i tak bedziesz myslec swoje ale fakt czas naprawde leczy rany tylko zalezy u kogo i przez ile .nie warto jednak sie załąmaywac oraz siedziec w domu i sie wypłakiwac do poduszki mimo ze nikt na nic innego nei ma ochoty no ale uwierzcie mi nie warto siebei zadreczac!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

Jestem w podobnej sytuacji jak wiekszosc z Was. Zwiazek trwal 3 lata... Zmienilam dla niego swoje zycie.. Wydawalo by sie ze jestesmy idealnie dobrani. Myslelismy w tym samym czasie o tym samym... Kochalismy na siebie patrzec, byc razem.. Ale nagle on przyszedl i koniec... bez powodu.. Uslyszalam ze chce byc sam (jest jedynakiem) i ze niby tak bedzie najlepiej.. Swiat legl w gruzach... Przeplakane noce... minelo kilka dni i wiem ze jemu jednak jest lepiej (co okropnie boli)... Jednak dzien przed zerwaniem swietowalismy 3 lata zwiazku i nic nie wskazywalo na to ze bylo mu ze mna zle... Okazalo sie ze czlowiek bez ktorego nie umiem normalnie funkcjonowac wybral motor ktorego mu bronilam ze wzg na Jego bezpieczenstwo.... Czuje sie okropnie... Nie wiedzialam ze jest az takim gnojkiem ;/ Egoista! ale i tak go Kocham... Oby to minelo mi jak najszybciej ...

Pozdrawiam wszystkie zlamane serca.

Anonimowy pisze...

Idź do lekarza niech Ci przepisze SSRI i minie Ci byłyskawicznie :)))

Anonimowy pisze...

Witam wszystkie złamane serca. Oczywiści moja historia wiele nie różni się od przedstawionych powyżej. Byłem z moją ex 5 lat. Wszyscy wokół mówili "para idealna". Kochałem ją na maksa jednak cały czas coś było nie tak...nie było zaufania...raz mnie zdradziła...wybaczyłem...a po jakimś czasie znowu przyłapałem na smsach z innym typkiem. Już 8 mc nie jesteśmy razem a ja dalej o niej rozmyślam...obwiniam się i łudzę, że gdybym postąpił inaczej w pewnych sytuacjach to teraz bylibyśmy szczęśliwi. Bezsensu...totalnie bezsensu...wiem o tym a jednak zadręczam się myślami i nie potrafię zacząć życia od nowa:-( czas chyba leczy rany bo jest już lepiej...prawdą jest też to, że chcemy tego czego nie możemy mieć i to, że jesteśmy samotni i tęsknimy za związkiem a związek w naszej głowie ma twarz ex!!! Są jednak dobre dni i choć jest mi masakrycznie ciężko wierzę, że zakocham się ponownie i kiedyś ta cała tyranka się zakończy. Tego z całego serca życzę sobie i Wam. P.s. jest w Empiku dostępna książka pt. Jak uleczyć złamane serce. Autorami są Paul McKenna i Hugh Willbourn. W niej znajdziecie wiele świetnych rad i konkretnych ćwiczeń, które pomagają uporać się z bólem emocjonalnym, który towarzyszy nam wszystkim. Szczerze polecam...

Anonimowy pisze...

Witajcie. Moja historia jest podobna.. Byłam z chłopakiem 2 lata, wydawało mi się, że było mu ze mną cudownie.. Bywało po miedzy nami dużo kłótni, ale mimo wszystko wracaliśmy do siebie i było ok. Dużo razy mnie zawiódł, dużo wylałam przez niego łez, ale moje uczucie było tak silne, że byłam w stanie przebaczyć wszystko.. Pewnego dnia spotkałam go z inna, postanowiłam zerwać.. i 2 dni pozniej dowiedzialam się, że są razem... Widywałam ich co dziennie. Ukochany bardzo się zmienił liczą się dla niego tylko koledzy... Jego dziewczyna zauwazały to jaki tak naprawde jest i postanowila to zakonczyc.. On probuje to naprawic i chce,aby wrocila do niego.. a ja nie wiem co robić, bo mimo tego, że nie jesteśmy ze sobą już ponad 2 miesiące ciągle o nim myślę.. Co zrobić?????

Anonimowy pisze...

przeczytalam te wszystkie komentarze i jakos tak nie mialam checi opisywac mojego przypadku ale musze wam powiedziec ze prawdziwa milosc nigdy nie przejdzie NIGDY!a jesli poradziliscie sobie z ta miloscia czy macie ta pewnosc ze to wlasnie bylo cos prawdziwego?raczej nieee
bylam zakochana w moim łukaszu przez 4 lata,oczywiscie jak we wszystkich zwiazkach byly jakies nieporozumienia i wtedy bylam chyba za mloda by zrozumiec jak on bardzo mnie kocha.rozstalismy sie z mojej winy,bynajmniej tak mi sie wydaje.on to zakonczyl bo mial dosc moich glupich wypadow na imprezy i falszywych przyjaciol...mial racje.minely 3 miesiace kiedy rozmawialam z nim po raz pierwszy od naszego rozstania.Chcialm wszystko naprwic,plakalam,blagalam a on nie chcial juz sie meczyc dluzej,nie wierzyl ze moge sie zmienic.nastepne 4 miesiace prosb nie przyniosly efektow.Postanowilam zapomniec i rzucic sie na gleboka wode.Zaszlam w ciaze z chlopakiem ktory kocha mnie do szalenstwa jest dzis moim mezem mamy 13miesiecznego synka i na pozor jestem szczesliwa.Ale nigdy nie zapomnialam o łukaszu mojej wielkiej milosci zycia,wciaz te uczucie tkwi we mnie niezmiernie gleboko.Nawet nie wyobrazacie sobie ile bym dala zeby zapomniec ale sie nie da i jestem o tym przekonana.I najgorsza jest ta swiadomosc ze on mnie rowniez kocha tak samo mocno jak kiedys,wiem o tym..nie pytajcie skad....
Dlatego na prawdziwa milosc nie ma zlotego sroka,pigułki zapomnienia.Jedyne co moze nam pomoc ulzec sobie w cierpieniu to wyrzucenie lub pochowanie przedmiotow rzeczy ,ktore nam przypominaja ta druga polowke,zmiana miejsca itp.
Przykro mi kochani na milosc nie ma lekarstwa.

Anonimowy pisze...

Niestety ... zapomnieć się chyba najzwyczajniej nie da.. ja kocham niezmiennie od 4 lat.. i jestem już tym zmęczona , próbowałam wszystkiego! Ale prawdziwa miłość pozostaje w nas na zawsze.. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

pięknie, myślałam, że jednak da się zapomnieć, ale upewniliście mnie w przekonaniu, że jednak się nie da. Rozstałam się z mężem rok temu, był moją prawdziwą miłością i od roku nie było dnia, ba! nie było godziny, żebym o nim nie myślała.Wycinał mi różne numery, wybaczałam, wracałam, aż pewnego dnia za namową przyjaciół odeszłam, żeby dać nauczkę. No i dostał nauczkę, że życie singla jest o wiele lepsze niż małżeństwo. Już nie chce wracać! W moim przypadku zapomnieć jest o tyle gorzej, że mamy małą córeczkę i kiedy na nią patrzę to widzę męża...spotkania z nim też mnie nie omijają bo małą odwiedza...i uwierzcie to jest dopiero trudne...

Anonimowy pisze...

Wiem o czym mówisz...ja mam tak samo ze swoim EX...:(chociaż mnie ranił i spotykał się z innymi,gdy byl ze mną to i tak nadal go kocham...i nie mogę o nim zapomnieć...:( czasem bardzo chciałabym sie do niego przytulić:( kiedy go widzę mam ochote rzucić mu się na szyję i powiedzieć że go kocham,ale wiem,że nie mogę...chociaż on mowi,że nie jesteśmy ze sobą przeze mnie to w porównaniu z tym ile on zrobil złego to to jest nic....bardzo chcialabym z nim być ale wiem,że to nie możliwe...bo on ma już inną...bardzo chce o nim zapomnieć ale ie wiem jak,,,,staram się i wogóle...czasem funkjonuje już normalnie ale po jakimś czasie placze nocami....bardzo mi go brakuje...nie wiem co mam robić....pomóż proszę:(

Anonimowy pisze...

według mnie nie da się do końca zapomnieć o swojej miłości, moja historia była zabawna, bo znałam go od podstawówki, zawsze był cichy, spokojny, jednak gdy skończyliśmy 18 lat, zaczęliśmy się przyjaźnić, spotykaliśmy się bardzo często jako kumple, i zaczęło się w nas rodzić uczucie do siebie, spotykaliśmy się coraz częściej, w końcu wyznaliśmy sobie miłość, byłam jego pierwszą prawdziwą dziewczyną, (raz miał dziewczynę przez 14h), nas związek nie zapowiadał rozstania, pewnego dnia on stwierdził ze mnie jest dla mnie bo ja jestem niby z innej bajki niż on, i zerwał ze mną, wrócił to byłej (tej z którą był 14h), cały czas piszemy ze sobą, mówi ze mu na mnie zależy, ze tęskni, ale nie potrafi zerwać ze swoją panną, zdradzą ją ze mną, nie wiem co mam o tym myśleć,

Anonimowy pisze...

ja tez cierpie juz pol roku wciaz mysle i nic nie pomaga

Anonimowy pisze...

Niby czas jest lekarstwem, ale w moim przypadku jest to lekarstwo do czasu. Tak samo jak bohaterka z listu, nie moglam zapomniec o pewnym M...z czasem to minelo, jednak gdy M. powrocil i wszystko wygladalo jak kiedys, cale uczucie sie odrodzilo. To jest silniejsze odemnie i chociaz rozsadek nie pozwala na kolejne cierpienie, serce wszystko wybacza i ma nadzieje, ze znowu bedzie tak pieknie. Tak mocnych uczuc nie mozna calkowicie wymazac z pamieci. Niestety.

Anonimowy pisze...

kochani musze was uswiadomic ze jezeli ktos nas zdradzal ,bil,znecal sie psychicznie albo nas nie szanowal to nie zasluguje na to by o nim myslec!Uwazam ze w takim przypadku najlepiej jest porozmawiac ze specjalista ktory pomoze nam "zapomniec",na pewno uswiadomi wam ze ci ludzie nie sa warci tego zeby zadreczac sie myslami a co by bylo gdyby...oczywiscie trudno jest zpomniec o kims kogo sie kocha ale ja nigdy nie zrozumiem osob ktore byly dreczone przez ukochane osoby a po rozstaniu nie moga zapomniec i nazywaja to prawdziwa miloscia z ktorej nie moga sie wyleczyc.Nie mozna wyleczyc sie z milosci "pozytywnej" takiej gdzie tylko porożnily was jakies nieporozumienia i niedomowienia ale przy tym wszystkim sie szanowaliscie wzajemnie,gdzie nikt nigdy nie powiedzial drugiemu zlego slowa,gdzie sie wspieraliscie a jednoczesnie byliscie dla siebie nie tylko kochankami czy partnerami zyciowymi ale rowniez przyjaciolmi.... to jest prawdziwa milosc prawda?
wiem ze to wsztsko nie trzyma sie kupy ale mam nadzieje ze zrozumiecie przeslanie ;)
pozdrawiam wszystkie zlamane serduszka -GŁOWY DO GÓRY!

Anonimowy pisze...

Ja też nie potrafię zapomnieć. Byłam z moim Marcinem 4 lata, w ostatnim czasie mieszkaliśmy od siebie 120 km, a on znalazł sobie dziewczynę ze swojej pracy, która jak mi mówił wciąż przychodziła do niego do biura i tylko zawracała głowę. Mi mówił jedno a zrobił coś innego, związał się z nią a gdy po kilku miesiącach pojechałam do niego żeby przemyślał to nawet mi drzwi nie otworzył. Serce mi pęka do dzisiaj, jestem już 1,5 roku po rozstaniu z nim i wciąż kocham go tak samo. Nic mi nie pomaga, próbowałam wszystkiego. Wiem że on wciąż z nią jest, do mnie oczywiście nic się nie odzywa (nie do wiary tak mnie olał dla niej)! Spotkania z innymi chłopakami nic nie dają, nie potrafię się zaangażować. Dzisiaj wiem że prawidziwie kocha się tylko raz... :(

Anonimowy pisze...

Do Pani wyżej 4 lata to dużo. Ale pomyśl sobie co byś zrobiła gdyby wystawił Cię tak w dzień ślubu?? Ciesz się życiem bo mamy je tylko jedno jeśli nie jesteś w stanie się zaangażować w inny związek to po prostu nie trafiłaś na odpowiedniego faceta. Ja też tak miałam że miałam blokadę i w kółko myślałam o ex aż nagle w najmniej oczekiwanym momencie zjawiła się kolejna miłość dzięki której zapomniałam nie szukałam jej bo nic na siłę po prostu przydreptał sam co prawda związek się zakończył ale rozstaliśmy się pokojowo. Jeśli dla kogoś 120 km to powód żeby znaleźć sobie inną i to po 4 latach związku to sorry zasługujesz na kogoś kto Cię będzie kochał i z Tobą był nawet jak by was dzieliło 1000 km. Głowa do góry biust do przodu żeby jak Cię ex zobaczył to mu szczęka opadła mówię Ci jak tak zrobiłam i mina mojego ex była bezcenna :)

Anonimowy pisze...

Chłopak, którego bardzo Kocham zostawił mnie wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam.Strasznie mnie zranił, minął już rok od rozstania, a ja go nadal Kocham.Niedawno powiedziałam mu, że nadal go kocham rzuciłam mu się na szyje i rozpłakałam.On powiedział, ze też kocha dał nadzieje, a teraz znów zerwał kontakt nie odp na esy po prostu zachowuje się jak by nigdy nic.Nie chce o nim zapomnieć, ale boje się że przez to nie ułożę sobie nigdy życia:(

Anonimowy pisze...

Witajcie:)
Życie jest takie ciężkie ... ale nikt nie mówił,że będzie łatwo... Byłam z kimś 7 lat... Oświadczył mi się po 5 było na prawdę super...dopóki nie zamieszkaliśmy razem z jego rodzicami. Wiem to był mój błąd ale ja tego nie chciałam tylko on nalegał. Nie jesteśmy razem dwa miesiące, ja zerwałam... nie mogłam się dogadać z jego matką i zobaczyłam na prawdę jakby wyglądało nasze życie... Mimo to płakałam dwa tygodnie...Spotykamy się czasami... ja piszę do niego smsy, on odpisuje. Sama siebie przez to ranię tak mnie to boli, że myślę o śmierci. Straszne 25-09-2010 roku mieliśmy wziąść ślub, nie wiem co zrobię tego dnia. Jednak czuję i jestem tego pewna,że nie pasujemy do siebie i nasz związek prędzej czy później by się rozpadł.Ale niestety nie da się od tak wyciąć drugiej osoby. Nie potrafie a chcę bardzo zacząć żyć na nowo. Jestem sama dwa miesiące, nie mam przyjaciół, z kim wyjść do kina itp, co kilka dni mam doła przeważnie wieczorem i płaczę w poduszkę. Przypuszczam i wiem że on woli być sam... a ja muszę nauczyć się żyć sama. Jak narazie jest ciężko. Bardzo ciężko. Kocham go ale w głębi duszy wiem,że i tak z tego związku nic by nie wyszło i to jest najgorsze.Muszę przetrwać 25-09... będzie ciężko.
Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Do Pani wyżej.Kurcze kobitko to musi byc straszne jak sie czujesz ale uważam że skoro to ty zrozumialas ze nie dogadalibyscie sie po slubie to jednak jestes silna osoba ktora zdecydowala sie na tak madry krok!wiem ze nie bylo łatwo ale jednak sama wiesz ze rozstanie bylo najlepszym rozwiązaniem dlatego odeszlas prawda?
Wierze ze sobie poradzisz z tym uczuciem,moze z czasem bedzie ci lzej ale najwazniejsze jest miec zajecie znajc sobie cos co interesowalo cie zawsze ale nigdy nie mialas czasu by to zrealizaowac.Wszystko sie poukłada.A propo znajomych ,przyjaciól czy odeszli dlatego ze calym twoim swiatem byl twoj byly facet?i dlatego ich nie potrzebowalas?

Anonimowy pisze...

Ja za to jestem w nieco odwrotnej sytuacji. Wykorzystal mnie mezczyzna aby zapomniec o bylej z ktora byl 5 lat. Caly czas mnie zbywal, mowil ze moze kiedys bedziemy razem, ze sie niedawno rozstal i potrzebuje czasu. Klamal rowniez w kilku sprawach. Mielismy kontakt przez pol roku, rozmowy, seks, widzialam ze mu sie bardzo podobam, pozada mnie, ze imponuje mu w wielu kwestiach i mam kilka bardzo waznych cech, ktorych nie miala jego byla, a ktore sa dla niego istotne, ze fajnie ze mna spedza czas. Potrafilismy rozmawiac przez telefon kilka godzin dziennie!!! Odkrywajac kolejne klamstwo nie wytrzymalam, zwyzywalam go. Teraz nie mamy kontaktu, nie wiem co u niego, nie potrafie zrozumiec dlaczego tak postapil. Wiem tylko ze prawdopodobnie jeszcze bardziej cierpi po stracie bylej. Dla mnie najgorsze jest ze wiem ze mnie lubil bardzo a i tak postapil tak, zeby mnie zranic, moze nieswiadomie, moze myslal ze kiedys ze mna bedzie ale na dana chwile, gdy sie ze mna spotykal kochaj i myslal o niej! Teraz jest tak nadal i to wiem! Dlaczego mnie tak swiadomie skrzywdzil? Czy o niej kiedys zapomni? Dlaczego mu sie bardzo podobalam, pozadal mnie i tyle ze mna rozmawial jesli kocha ja??!! Nie potrafie tego zrozumiec! Ja nie potrafie chociaz by z najfajniejszym facetem sie spotkac a co dopiero rozmawiac tyle czasu codziennie zeby zapomniec o nim! A on potrafil... Czy ona byla jego kobieta zycia? Czy on tak mysli? Skoro tak ja kocha dlaczego spotykal sie ze mna? Ja gdybym kochala nie umiala bym tak, nawet aby zapomniec! I najgorsze jest to ze zazdroszcze mu tego ze kogos kocha...a mi to nie bylo dane jak narazie:(((

Anonimowy pisze...

Przepraszam ale chcialam jeszcze coś dopisac. Mianowicie czy wplyw na to ze nie chcial ze mna byc moglo miec tez to, iz pochodzi z rodziny jak to sie mowi troszke nizszej spolecznie? Nie mam zamiaru wywyzszac sie tutaj bo absolutnie nie uwazam sie za nie wiadomo kogo! On nie slonczyl studiow, zarabia 2 albo nawet 3 razy mniej niz ja, rodzina raczej zyje skromnie ale nie biednie. Ja luksusowo nie zyje ale napewno lepiej niz on. Moze tez to moglo miec wplyw, z jednej strony mu imponowalo bo mial by dobrze a juz napewno lepiej przy mnie ale z drugiej zle by sie czul z tym, niezbyt mesko...Bal by sie ze kiedys bym mu moze wypomniala... Poza tym dzieli nas odleglosc, nie bardzo duza ale jednak. Czy on kiedys bedzie zalowal ze nie sprobowal ze mna? Jesli tamta do niego nie wroci...? A jesli wroci tez ni wiadomo jak dlugo przetrwa ten zwiazek. Wydaje mi sie czasem ze moze chcial cos do mnie poczuc bo bysmy do siebie pasowali ale nie mogl... Czy bedzie tesknil i zalowal ze nie sprobowal? Czy w ogole jeszcze o mnie mysli? Bo minely 3 tygodnie... Wiem ze pisze jak dziecko, jestem dorosla osoba, zalamana osoba...

Anonimowy pisze...

muj ex to świnia wykożystał mnie i zostawił chce go zapomnieć ale nie moge

Anonimowy pisze...

moja historia nie wiele rożni sie od przedstawionych poniżej tak mi też facet złamał serce;/ byliśmy razem 2 lata wiele przeżylismy wiele razy mnie oszukiwał zle traktował ale zawsze darowałam zawsze przepraszał ile przez niego nocy nie spałam nie zliczę ale go kochałam i chciałam zebysmy byli razem ale o stwierdził ktoregoś dnia ze chce być wolny chce korzystac z życia jego wolność nie trwała długo po 2 tyg miał inną...a ja nie mogę zapomnieć koszmar;/;/;/

Anonimowy pisze...

Pomyślcie sobie, ze jeżeli wy tak o nich myslicie, ze to pierwsza miłość i jej sie nie zapomina, to oni maja tak samo ; )

Anonimowy pisze...

Nie ma znaczenia wiek ,obrączka,itp. Ta miłość największa przychodzi po prostu i rzeczywiście nie można jej zapomnieć.Jak to dobrze mimo bólu odrzucenia mieć świadomość że się Ją przeżyło!!!Mimo że już takiej nie będzie! Ważne że wogóle była.Kochająca,porzucona kobieta.

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się, że ta osoba "EX" to jest jak drzewo, które nagle zostało wyrwane z ziemi, zostawiając tam część korzeni. My jesteśmy tą ziemią, a te korzenie to wszystkie wspólne chwile, wspomnienia, które mimo woli w nas tkwią. Jest kilka sposobów jak z tym żyć. Można po prostu zostawić same sobie i coś tam na pewno urośnie na tym miejscu - może jakaś przyjaźń? Można też spróbować wyrwać wszystkie korzenie, ale nic to nam nie da, bo to drzewo, jeśli rośnie już długo, w jakimś stopniu dojrzało na tej ziemi - czyli w nas, w naszym życiu - zdolne było "zapylić" jak to w przyrodzie teren wokół siebie - są to wszelkie sytuacje, konsekwencje, które wynikły podczas związku i czy chcemy czy nie jesteśmy z nimi związani. Czy jest możliwe usunięcie tego drzewa, tak żeby nie było śladu po nim? Jeśli jest młode, dopiero co zasadzone, to być może tak, może to dopiero ziarenko, które zwyczajnie nie da rady utrzymać się na tej ziemi i samo zginie - DR. CZAS. Może to drzewo usycha - kłótnie, nieporozumienia, może trzeba dać mu trochę wody czy słońca - coś, o czym może już zapomnieliśmy, a co dawało mu taką siłę - co to było? uśmiech? zalotne spojrzenia? spontaniczność? piękne słowa? Bliskość? Zrozumienie? - Może da się jeszcze coś uratować? - zbudować coś nowego?
Może też zależy jakim ktoś jest "drzewem"? Każdy jest przecież inny. Jedni mają "igiełki" :) a inni "owoce". Owocowemu drzewku będzie dobrze w sadzie a igiełkom w parku lub w lesie itd. Pomyślcie nad tym. Może komuś tym pomogłam...

Anonimowy pisze...

Jeszcze raz ja :) a jeśli my jesteśmy tym "drzewem" i nie zostaliśmy wyrwani ze wszystkimi korzeniami, to nic dziwnego, że tęsknimy za tymi co zostały tam gdzieś na innej ziemi, w końcu są nieodłączną częścią nas. Tak czy tak, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jak sobie z tym wszystkim radzić, jedyną poradą taką ogólną to jest to, żeby starać się żyć z tym co mamy, i starać się być silnym!!! Ja też się z tym borykam, ale przecież życie toczy się dalej, jeszcze wiele przed nami.
Czy warto łączyć się z kimś, kto przed nami był w dłuuuugim związku? Może i to "drzewko" się "przyjmie" jak będzie odpowiednio pielęgnowane, ale moja babcia zawsze mówiła - "starych drzew się nie przesadza" - może i w tej kwestii też ma to jakieś znaczenie?

Anonimowy pisze...

Witam! Widzę, że wątek ciągnie się i ciągnie...więc też dopiszę coś od siebie... Chociaż moja historia nie jest tak dramatyczna jak wiele historii przedmówców, które właśnie przeczytałam. wczoraj a w zasadzie też dzisiaj (dziś odbyliśmy ostateczną rozmowę, bo wczoraj były łzy i niedowierzanie)rzucił mnie facet. Byliśmy ze sobą prawie 3 tygodnie, znamy się od 2 miesięcy... wiem, że to krótko bardzo. Ale czuję się z tym wszystkim ohydnie tym bardziej, że 2 dni temu powiedział, że mnie kocha a przez cały ten czas, że jest ze mną szczęśliwy. Problem tkwił w tym, że jesteśmy w jednej grupie na studiach i widywaliśmy się niemalże codziennie. I on właśnie wczoraj po zajęciach uznał, że cały dzień byłam mu obojętna i uznał, że to nie to. Myślałam, że wreszcie spotkałam tego jedynego- jest między nami silne porozumienie, super nam się rozmawia a jak zaczęliśmy być ze sobą czułam się kochana i myślałam, że go kocham. W sumie nadal chyba tak myślę... Dzisiejsza rozmowa była o wiele bardziej spokojna (przynajmniej z mojej strony), oboje stwierdziliśmy, że chcielibyśmy się dalej kolegować i ja też bym chciała... czy możliwa jest przyjaźń po zakończeniu związku? Wiem, że to wymaga ode mnie czasu, żebym mogła się wyleczyć z niego, ale z drugiej strony on jest moją bratnią duszą i nie chciałabym tego zaprzepaścić. Oczywiście nie chcę go odzyskiwać ani wracać do niego nawet jak mu się odwidzi znowu, bo to bez sensu. Wolę zaadaptować się do nowej sytuacji właśnie w taki sposób. Jak myślicie czy może się to udać? Boję się, że jak zerwę z nim kontakt będę bardziej do niego lgnąć. A tak jak przejdziemy na stopę koleżeńską to pogodzę się z tym, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Teraz jest mi ciężko, ale zależy mi na przyjaźni z nim... mamy wspólnych znajomych...widujemy się codziennie na uczelni... więc odgrywanie jakichś scen też jest bez sensu.... więc może przejść do porządku dziennego z tym wszystkim. Mam 22 lata, myślicie, że uda mi się jeszcze z niego wyleczyć i być kiedyś gotową na związek z kimś nowym?

Anonimowy pisze...

Ja już wiem jedno żaden facet nie jest wart poświeceń upokorzen itp jak raz oszukał raz z mu się ''odwidziało'' to już będzie tak zawsze...i wiem po sobie przyjazn ? z byłym nie ma najmnijeszego sensu trudno zapomnieć i wrócic do równowagi...po prostu trzeba zacząć tworzyć swoją własną historie bez niego...
życzę powodzenia:)

Anonimowy pisze...

Witam wszystkich poszkodowanych ,
Ja tez sie nad miloscia zastanawiam, tez bylam z Miloscia mojego dotychczaswego zycia 4 ry lata,
od roku sie nie widzielismy. Wymieniamy raz na jakis czas smsy, choc boli , ze On nie dzwoni , ze nie chce uslyszec mojego glosu. Ja chce, choc wiem ze cierpienie przyjdzie po.Mysle ze nie mozemy byc razem, za wiele nas rozni, mamy inne cele, inne wyobrazenia o zyciu. Ciesze sie nasza przeszloscia, dziekuje za te wszystkie piekne i raniace uczucia i zdarzenia, bo byly moim/naszym udzialem. Mam nadzieje ze wzmocnia nasza przyszlosc. Chcialabym poznac kogos, ale nie chce zranic kogos nastepnego - klna, bo przeciez ten nastepny nie jest niczemu winien. Choc moze sie przeciez okazac inaczej, moze to ten nastepny badzie ze mna do konca. Zycze tego wszystkim na tej stronie.

p.s mam pewna rane, zastanawiam sie czy to wszystko co sie zdazylo , powinno sie zdazyc.
Chce mianowice przeprosic byla zone mojego bylego. Ja nie chcialam rozbijac niczych zwiazkow. My poprostu sie szalenie zakochalismy i nadal sie kochamy choc osobno. Niestety na milosc nie ma rady. Zupelnie tego nie planowalam, i nie chcialam , ale sie zdazylo.
Przykro mi. Ktos powie ze moze taka nasza karma,mamy sie uczyc z doswiadczen. Pewnie tak, ale to i tak boli w dwojnasob!

zuzia pisze...

jest mi smutno....i czuje zal....chociarz od naszego rozstania minelo 2 lata....bylam z moim drugim ja 12 lat....wszystko sie rozpadlo jak domek z kart...rozstalismy sie w zgodzie....pamietam tylko te dobre chwile....

Anonimowy pisze...

Zabawne, ze o tym jak bardzo kochamy dowiadujemy sie dopiero po rozstaniu. Oczywiscie przechodze przez to samo co wy. Pol roku po rozwodzie minelo juz. Czas nie pomaga. Klinow mialem 6. Kazda podobna do tej jedynej. Kazda tak bardzo inna. Zapach, smak, inne poczucie humoru. Nie moge sie zupelnie pozbierac a to ja zostawilem i co gorsza bardzo slusznie. A ona jest sama i mowi bym sie odczepil. 5 lat razem rok slubu. Statystyka? Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam.

Anonimowy pisze...

Zwariować można... Chce do byłego ... ale niestety nie da się.

Anonimowy pisze...

Witajcie. :) Ze swoim chłopakiem nie jestem już 4 miesiące, on ze mną zerwał, bo nagle doszedł do wniosku, ze już mnie nie k0ocha, tak z dnia na dzień przeszła mu miłość do mnie, czy to możliwe? Byłam z nim rok czasu. PO 2 tyg przerwy wróciliśmy do siebie, ale tylko na tydzień, potem zerwał definitywnie. ;/ Najgorsze jest to, ze ja nadal o nim myślę, codziennie, nie mogę zapomnieć, nie potrafię, wciąż go kocham, ale nie przyznaję się do tego, mówię, że mam gdzieś, ale podświadomie dałabym wszystko, żeby z nim być. :( On teraz ma dziewczynę, 3 z kolei ? Do mnie się nie odzywa, czy naprawdę już nic do mnie nie czuje? Spotkałam się z nim ze 3 tyg temu, sam tego chciał, całowaliśmy się, ale od tamtego momentu już się nie odezwał. :( Mam straszny ucisk w sercu, dalej on tam tkwi. Co robić ? Pomóżcie. :(

Anonimowy pisze...

wiem jak się czujesz bo ja ze swoim byłam 2 lata... i 5 miesiecy temu stwierdził ż e nie chce mieć dziewczyny tylko że tydzień póznije już miał nową...nie myśl o nim wyolbrzymiaj jego wady zorganizuj sobie jakos czas i pod żadnym pozorem nie spotykaj sie nie pisz jak by on przstał istnieć...wszystko minie najlepszy jest na to czas...

pozdrawiam ;)

kuba pisze...

witam, ja z kolei chciałbym zapomnieć o tym, jak bardzo żle byłem traktowany przez swoją byłą, jak bardzo jej nie szanuję i przestać ją porównywać do wspaniałej sytuacji w jakiej sam sie teraz znajduje. nienawidze jej nieprawdopodobnie, ale wciąż mam z tym problem, ze nawiedza mnie w snach, w myślach. nie mam żadnych dobrych wspomnień, jak cos zlego dzieje sie w moim zyciu, to wracam wstecz do okresu, w którm byłem z nią i porównuje tylko te obrzydliwe sytuacje. i aż dziw mnie bierze, że jestem tu chyba jedyną osobą, która chciałaby zapomnieć o związku, tylko dlatego, jaki był okropny

Anonimowy pisze...

ja też chce zapomnieć;( niestety nie udaje mi się.....

Anonimowy pisze...

hmm, łykaj wyciąg z dziurawca ;)

- anonimus

Anonimowy pisze...

ja rozstałam się z partnerem po prawie 3 latach... zupełnie niedawno. Rany są świeże. Kocham go nad życie jednakże on wyniszczał mnie po trochu każdego dnia. Obwiniał, wszystko robiłam źle, wszystko zasługiwało na krytykę. Zawsze byłam ta zła i niedobra. Moja samoocena spadła do zera. Staram się teraz żyć na nowo- to bardzo ciężkie ponieważ każdego dnia on towarzyszy mi w myślach o nie mogę go pożegnać.

Anonimowy pisze...

...cóż za tydzień minie 3 rocznica ślubu, której po raz trzeci nie mam z kim świętować...
w sumie 8 lat do kosza.Za kilka miesięcy rozwód. Przestałam się zastanawiać czym jest miłość...bo zapomniałam. Wiecznie obwinianie mnie za każde niepowodzenie, wmawianie głupot, kłamstwa, jak się okazało póżniej liczne zdrady, wieczny barak czau bo przecież koledzy są ważniejsi a ich kobiety są przecież wzorami nie to co ja.., upokorzenia, wmawianie że bez niego z głodu bym padła i wieczne pretensje że mam problemy ze zdrowiem. Powoli stawałam się warzywem. Odeszłam
jest mi ciężko ale mam spokój, ciszę, czuje się bezpieczna i nie pozwole sobie tego odebrać. Mało brakowało a pozwoliłabym mu się zniszczyć. Czy go kocham? tak, ale bardziej kocham siebie, a przy nim już prawie nic mnie już nie cieszyło.
Smutek, żal, złość. Było więcej złego niż dobrego ale tęsknie za tym jakim go poznałam szkoda że upadł tak nisko. Wierze jednak w to, że każde z nas znajdzie kiedyś kogoś kto będzie nas kochał. o tym myślę kładąc się spać to dodaje mi sił kiedy wstaję rano. Kto wie może jutro za rogiem spotkam moje szczęście

Anonimowy pisze...

Zaczęło się od Spotkania mojej kumpeli i jego kolegi . Moja kumpela nie chciała iść sama na spotkanie z chłopakiem więc powiedziała temu Darkowi , że przyjdzie z koleżanką czyli ze mną,Darek też wziął kolege. Kolega był zajebisty po paru dniach pisania przez gg była randka pierwszy buziak itp.Tak dalej randki uwielbiałam to , on był starszy ode mnie o 3 lata. Moja kumpela Kaśka zerwała z Darkiem a ja z moi nie chodziliśmy jeszcze ponad miesiąc.Później zaczeło się psuć on odpisywał tak jak by mu się nie chciało , nie chciał się spotkać i oznajmił mi że jestem dla niego za młoda.Zerwaliśmy ze sobą kontakt.nie dawnoo pisałam z nim i on mi puszczał teksty że jest w nie szczęśliwej miłości bo panna go odrzuca. Miałam małą nadzieje że wrócimy do siebie. Ale na niccc ja go Kocham co zrobić? Kocham go i chce z nim być.

Anonimowy pisze...

Ze swoją byłą byliśmy 1,5roku. Zdradziła mnie, a ja głupiś chciałem jej wybaczyć. Ona powiedziała, że potrzebuje czasu, pojechała na 2 tygodnie do niemiec do rodziny. A ja, ja czekałem, aż wróci i powie, że dalej chce, że dalej mnie kocha. Po miesiącu takiego błąkania się doszliśmy do wniosku, że to bez sensu i się rozstaliśmy. Minął kolejny miesiąc poznałem sympatyczną dziewczynę, zaczęło się od rozmów przez komunikator, potem wspólne spotkania i krok po kroku jakoś się to rozwijało. Ciągle jednak miałem kontakt z byłą, ciągle pisała itd. W między czasie ludzie (mieliśmy mase wspólnych znajomych) nagadali mi na nią, co to nie ona, z kim gdzie jak, kiedy (okropne!). Byłem wściekły, wściekły aż do czerwoności. Zerwałem z byłą jakikolwiek kontakt, wyrzuciłem jej rzeczy. Budowałem swój nowy związek, pewny tego że wyjdzie z tego coś zajebistego. Po 3 miesiącach nienawiść zeszła ze mnie, mimo wszystko pustka była zapełniona więc zabardzo nie tęskniłem. Wtedy zaczeły się delikatne wątpliwości co do tej nowej dziewczyny. Mijały kolejne dni, miesiące. Ja coraz bardziej tęskniłem za byłą dziewczyną. Było tak przez 9 miesięcy, ale wydawało mi się że to minie. Dosyć niedawno, jakieś 2 miesiące temu zerwałęm z teraźniejszą dziewczyną bo już nie dałem radyoszukiwać ani siebie ani jej. Przytłaczało mnie to, męczyło co dnia, co noc, co ranka budziłem się z nadzieją, że ta była będzie obok. Ciągle mi się śniła. Cholerna miłość. Miałem przed nią sporo kobiet, niby też wielkie miłości ale zapominałem o nich szybko. O tej nie potrafiłem mimo nawet nowego związku, zerowego kontaktu. To chore... Ostatnio jakoś zaczęliśmy ze sobą pisać, spotykać się. Niby było dobrze, wszystko szło w kierunku zejścia się. Ale ona nagle poczuła wątpliwości, chociaż oboje wiemy że mnie kocha, ja kocham ją. Sama nie wie czy chce dalej imprezować, mieć kontaty ze wszystkimi znajomymi bo jak to ona mówi, przy mnie zapomina o całym świecie i nie potrafi nad tym panować. Ahh popaprana sytuacja. Sam jużsięgubie powoli. Niby kocha i pragnie mnie, a z drugiej strony wybiera dotychczasowe życie. A ja kocham ją, tak cholernie bardzo. Ale myślę że już dosyć się za nią nalatałem. Teraz skupie się na sobie, nauczę się żyć w "samotności" bo ponoć kto nie potrafi żyć z samotnością, ten nigdy nie będzie potrafił żyć z drugą osobą w związku. Teraz wiem, że tak - to była prawdziwa miłość, całkiem niewinna i beztroska. Mimo wszystko to bezpowrotna przeszłość i nie ma co mieszać. Czas zacząć żyć szczęśliwie i cieszyć się z małych rzeczy. Zacząć doceniać własną wartość.

Dziękuje dobranoc.

Anonimowy pisze...

I ja napiszę coś od siebie bo bardzo mi ciężko. Biję się z myślami. Bardzo chcę do niego napisać. Dowiedzieć się co słychać. Ale wiem, że to nic nie da, że to bez sensu, więc powstrzymuje się, ostatkami sił. Bylismy razem niedługo, trzy miesiące, on zerwał bo stwierdził, że nie wytrzymuje w związku na odległość (wyprowadziłam się do akademika). Dziwne, że gdy mi o tym powiedział i chciałam wyjść, odejśc definitywnie, zatrzymał mnie. Nie pozwoliłabym na to, gdyby nie fakt, że przechodziłam wtedy bardzo ciężki okres. I paradoksalnie koniec naszego związku stał się początkiem przyjaźni, prawdziwej, szczerej. Sęk w tym, że ja łudziłam się ze znów będziemy razem, on myślał inaczej. A poza tym on chyba przywykł juz do tej myśli, że ja jestem jego choć on wcale się nie deklaruje, że chce do mnie wrócić. Nie mogę tak żyć dłużej.

Anonimowy pisze...

Tak czytam Państwa historie... niektóre bardzo mnie wzruszyły - może dlatego, że są mi niezmiernie bliskie...
Byliśmy razem niespełna 2 lata, znając się jakieś 5. Związki na odległość nigdy nie należą do prostych, a dodatkowo jeszcze pierwsze, prawdziwe miłości. Mój związek łapał się pod wszystkie te kategorie i muszę przyznać, że nie zamieniłabym po rozstaniu tego wielomiesięcznego cierpienia na nic innego. To dla mnie wielka życiowa lekcja, dostrzegłam dzięki niej sporo rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Czuję, że dojrzałam, i choć nie jestem w stanie związać się z kimś innym, to wiem, że ten moment w końcu nadejdzie.
Są dni lepsze i gorsze, są dni kiedy nie ma się czasu myśleć o niczym - praca, szkoła, duże miasto, ale jesteśmy tak skonstruowani, że gdy tylko nam coś nie wychodzi, zaczynamy wołać o pomoc, a pomoc oznacza dla mnie powrót do wspomnień, wspomnień o naprawdę wspaniałym człowieku. Nie chcę powiedzieć złego słowa na człowieka, którego bardzo kochałam (ciężkie słowo do napisania), byliśmy bardzo młodzi, chcieliśmy być dla siebie idealni, co jest niewykonalne i w pewnym momencie nie daliśmy rady...
To On podjął decyzję o rozstaniu - w bardzo trudnym dla mnie momencie, czym jednak złamał mi serce bo byłam jeszcze w stanie o to walczyć. Cóż, nie jesteśmy wszyscy tak samo silni, w miłości nie wybieramy "odpowiedniego czasu" na zerwanie czy na powroty - po prostu robimy, to co nam dyktuje serce.

Życzę wszystkim harmonii życiowej, rozstania w szacunku i znalezienia TEJ miłości.
ps.
Gdy Go wspominam w myślach, łapię się, że zawsze mam uśmiech na twarzy... :)

Anonimowy pisze...

przeczytałam kilka wypowiedzi i bardzo często spotkałam się w nich z moimi słowami,podobnie mam miałam będę zapewne miała....rozstałam się z moim pierwszym chłopakiem, byliśmy ze sobą prawie 5 lat a 4 lata mieszkaliśmy razem,był to mój pierwszy poważny związek w który włożyłam wszystko co miałam serce,emocje,pieniądze(otrzymaliśmy piętro domu od jego mamy,które wspólnie w sumie wybudowaliśmy na nowo)rozstanie było bardzo trudne bo nie układało się nam w sumie przez ostatni rok ja nie wiedziałam co robić i oddaliliśmy się od siebie tak ze przez ostatnie miesiące prawie ze sobą nie rozmawialiśmy,nie wytrzymałam i wyszłam z propozycją pójścia na terapie, zgodził się,jej efektem było nasze rozstanie po jednej z sesji powiedział ze już mnie nie kocha! ja tam chodziłam żeby naprawić relacje a on żeby zakończyć,to się nazywa ironia losu :/wyprowadziłam się zostało wszystko nie miałam dokąd wracać mieszkam u koleżanki i tak w jednej chwili straciłam dom rodzinę którą kochałam i traktowałam jak swoją,chłopaka i miasto bez którego nie mogę żyć,właśnie mijają cztery miesiące od naszego rozstania , nie chce być lepiej...tęsknie i też mnie kusi żeby się odezwać ale wiem ze będę bardziej cierpiała i nie mogę :(wiem co trzeba zrobić w takich sytułacjach WYBACZYĆ sobie,jemu podziękować losowi za wszystko co otrzymałam i odciąć tą więź jeśli się tego nie zrobi nigdy nie pójdzie się do przodu zawsze będziemy uwięzieni w przeszłości, maże o tym że przyjdzie ten dzień i uda mi się...

Anonimowy pisze...

Życie to nie jest bajka...... a szkoda,czas nie leczy ran,czasami wydaje mi się że już jest ok,ale wraca ta tęskota nieustannie!Minął rok a ja ciągle myślę,każdego dnia.

Anonimowy pisze...

bylam z chlopakiem 3 lata... nie jestesmy juz razem rok dobrze sie dogadywalismy fakt byly klotnie ale jestesmy\bylismy dla siebie dobrymi kumplami... dopoki on nie zaczal swirowac z nasza wspolna znajoma... ja go wciaz kocham... najgorsze ze mieszkamy bardzo blisko siebie... tak bardzo ci ciezko...

Anonimowy pisze...

polecam
http://zusmiechemprzezycie.wordpress.com/category/jak-zapomniec-o-ex/

Anonimowy pisze...

mam podobne zdanie na temat miłości TEGO CZEGO NIE MOŻEMY MIEĆ, TO CO JEST NIE DOSTĘPNE KOCHAMY, PRAGNIEMY. Poznałam chłopaka na studiach na początku w ogóle mi się nie podobał prawdę mówić nawet odpychał, aż w końcu coś zaiskrzyło i pokochałam tak jak nigdy dotąd. Kocham każdy jego ruch, uśmiech..... Spróbowaliśmy buc razem starałam się jak głupia chodziłam mu po zakupy( nie powiedział nawet dziękuje) prasowałam koszule, sprzątałam byłam zawsze a on dla mnie nigdy...zostawił mnie dla swojej byłej, rzucił od tak jak lalką ... płatałam ... zatopiłam się w imprezach, alkoholu... kiedy już stał mi się obojętny, rozstał się ze swoja była i chciał wrócić do mnie mówił ze coś czuje, prosił każdego znajomego o pomoc w odzyskaniu mnie ... znowu zaufałam i uczucie wróciło dwa razy mocniej i znowu zostawił .... powiedział że za szybko pozwoliłam się mieć, na moje pytanie dlaczego mówił ze mu na mnie zależy, ze czuje cos bardzo mocnego i to nie jest płytkie powiedział ze mówi się duzo rzeczy które są rzucane na wiatr ... a ja go wciąż kocham i nie mogę zapomnieć, zawalam sesje i płacze, zamykam sie na wszystko ( widzę go cały czas bo studiuje na tej samej uczelni i jest w grupie ludzi z którymi się mocno zżyłam)... najgorsze w tym wszystkim jest to ze nie mogę o nim zapomnieć bo widzę go przed oczami, bo chce żeby ze mną był już na zawsze i widzę jak mieszkamy razem, pracujemy i mamy piękne dzieci i ta nadzieja mnie gubi i nie mogę jej wyczuci z moich myśli...

Anonimowy pisze...

Sluchajcie wszyscy jestesmy w podobnej sytuacjii.
Mój ex mnie zostawil bo stwierdzil ze za bardzo sie kłócimy ,powiedział ze potrzebuje czasu ze po pewnym czasie moze do siebie wrocimy ,powiedział mi ze zostaniemy przyjaciółmi a teraz to nawet mnie znac nie chce gdy pisze powiedzial zebym do nie go nie pisala ze jak on to powiedzial ,,ze nie ma k* czasu** a przed tym jeszcze wyladowalismy w loz\ku nie wiem po do tej pory sie nie odzywa przykre bo zawsze mu pomagalam mówił że kocha i nigdy nie spotka takiej drugiej jak ja ;(

Anonimowy pisze...

hmmmm jeszcze niedawno i ja szukałąm wsparcia nawet pisałąm na tym forum po 3 latach mój zostawił mnie ot tak po prostu później jeszcze spotkaliśmy sie kilka razy nie potrafiłam się odciąc totalnie od niego zrozumie to każdy kto był naprawdę zakochany pierwszą beztroską miłością i to był mój błąd to uczucie mnie niszczyło zawaliłam studia minął prawie rok i teraz wiem że jeszcze wiele przede mną i na szczęście bez niego ''wytrzeźwiałam'' i tego życzę wszystkim nieszczęśliwie zakochanym ;)

Anonimowy pisze...

CZAS MOZE LECZYC RANY,POMOC WYBACZYC...,ALE NA PEWNO NIE POMOZE PRZESTAC KOCHAC....ja mojej milosci nigdy nie zapomne.Wmawialam sobie,ze z czasem mi sie uda,ale nigdy sie nie uda......Minelo 8 lat i ON nadal jest najwspanialszy....Staram sie zyc dalej i dac szanse nowemu szczesciu....(chociaz wiem,ze nikogo juz tak nie pokocham) Nie zawsze jest latwo,ale usmiecham sie do wspomnien...i chociaz czasami cos boli w sercu,to nie chce GO zapomniec... Pozdrowienia ludziska!!!

Anonimowy pisze...

WITAJCIE!
Mój związek trwał ponad 9lat, obecnie mam 28lat, było cudownie
kocham go całym sercem jest dla mnie najważniejszy, prze ostatnie kilkanaście miesięcy zaczęło się psuć, nie chciałam nigdy tego, częściowo z mojej winy na pewno
Mój ojciec 8 miesięcy temu zadzwonił do niego i zakazał mu się ze mną spotykać,od tej pory jest coraz gorzej.
zaczął spotykać się z jakąś dziewczyną, nic nie chce mi powiedzieć czuje się oszukana ukrywa coś nie chce na ten temat rozmawiać , co mam robić, nie powiedział mi wprost ze to koniec, ale nie spotyka się ze mną , jest zimny obojętny, zaczął mnie źle traktować.
co mam robić, ma zal do mojego ojca od tej pory wini mnie za wszystko.

Anonimowy pisze...

Witam,zna ktoś może dobry sposób, jak zapomniec o swojej byłej dziewczynie,chodz teraz mam żone,dzieci, wciaż nie moge zapomnic o swojej bylej dziewczynie ,z kóra roztałem sie 6 lat temu była moja 1 miłoscią , nie mysle o niej często ,ale nie które zeczy mi ja przypominaja, muzyka,miejsce ,i wspomnienia o niej podnosza mi cisnienie ,ucisk w sercu i chec płaczu i nie daja spokoju, jest moze na to jakis lek?

Anonimowy pisze...

Witam wszystkich mam na imię Adam i też jestem w podobnej sytuacji jak każdy z was, wczoraj zerwała zemną kobieta która była dla mnie wszystkim, mam okropny żal do niej że kłamała a słowa były puste bez pokrycia innym słowem rzucała słowa na wiatr . szkoda że nie ma sposobu na zresetowania sobie mózgu a czas nie leczy ran a tylko przyzwyczaj nas do bólu który po pewnym czasie maleje ale będzie zawsze w nas myślę że dobrym sposobem jest aby mieć swoją pasie ja dzięki Bogu taką pasję mam a jest sport trenuje kulturystykę bo na jesień chce wystąpić w debiutach mam nadzieję że dzięki tej mojej pasji zapomnę o tej kobiecie a ból zmaleje do tego stopnia że poznam kobiete z której będę dla niej ważny tak jak i ona przecież nie każda kobieta jest zła ale jak narazie chce pobyć sam ze sobą z moimi myślami sam na sam dziekuję i pozdrawiam wszystkie złamane serca i trzymajcie się

Anonimowy pisze...

Nie jest łatwo zapomnieć o dziewczynie tuż po zerwaniu, ponieważ wspomnienia są wciąż żywe w twojej głowie. Aby wyleczyć się z związku i miłości potrzebujemy przede wszystkim czasu. Oto kilka kroków, które możesz podjąć, by przyśpieszyć ten proces. krok 1
Usuń ze swojego życia wszystkie rzeczy, które przypominają ci o niej. Należą do nich jej zdjęcia oraz zdjęcia, na których jesteście razem, upominki, prezenty, pamiątki, a także kopie filmów, które oglądaliście razem. Jeśli zachowasz te rzeczy wokół siebie, będziesz stale o niej pamiętał, wiec pozbądź się ich.2
Przyjmij do wiadomości myśli o niej, które przyszły ci do głowy, a następnie wyrzuć je. Kiedy myślisz o niej, daj sobie na to minutę lub dwie, aby zastanowić się co robisz, a następnie przestań i skup uwagę na czymś innym.3Skup się na innych dziedzinach swojego życia. Spotkaj się z przyjaciółmi, zdobądź nowe hobby czy też skup się na pracy czy szkole. Jeśli będziesz miał zajęcie, nie będziesz miał czasu na myślenie o dziewczynie, o której starasz się zapomnieć.4Pomyśl sobie, że będą jeszcze inne dziewczyny. Ona nie jest jedyną dziewczyną na świecie, którą musisz się opiekować, uwierz w to. Pamiętaj o tym i bądź otwarty na poznawanie nowych ludzi.

Anonimowy pisze...

Czesc wam wszystkim mnie tez wlasnie zucila dziewczyna trzy dni temu dla innego a bylismy razem ponad trzy lata nic nie wskazywalo na to ze tak zrobi spala u mnie kochalismy sie wieczorem i rano gdy szlem do pracy a wieczoren pisze ze zakochala sie w innym bylismy na wycziece tydzien przed tym za tydzien mieliszmy jechac nad morze remontowalem mieszkanie tylko zeby mieszkac z nia wszystko miala czego chciala to kupywalem jej chcialem zeby dala mi druga szanse ale nie chce to ok ciezko mi ale zycie jest piekne zeby dusic w sobie ten zal i bardzo mysle o niej ale sama wybrala taka droge ps GUSTAW :-(((

Anonimowy pisze...

Przeczytalam dokladnie caly artykul i komentarze. Poryczalam sie jak dzieciak.
Nie potrafie zapomniec o moim ex.
Zeby przerwac zwiazek z nim, po kolejnym zerwaniu z jego strony, poprzedzonym licznymi szantazami i ponizaniem mnie wdalam sie w glupi romans. Dzieki Bogu z calkiem ok facetem, ktory pomogl mi po zerwaniu przetrwac niezmiernie ciezkie chwile i nie oszalec. Jakis czas pozniej tj ok roku weszlam w nowy zwiazek. Moj aktualny partner kocha mnie i szanuje, jest cudownym czlowiekiem.
Ja jednak nie potrafie zupelnie urwac kontaktu z exem, zapomniec i ulozyc sobie zycia. Jestem tym faktem zalamana! Nie chce byc nieszczesliwa , a z drugiej strony nie umiem zapomniec i odpuscic tej 1 milosci, ktora niemal doprowadzila mnie do szalenstwa. Wiem, ze po prostu to ja kochalam tak mocno , a on nie. Przeraza mnie fakt, ze teraz moj obecny partner kocha mnie mocniej niz ja jego. Teraz juz wiem jak to jest. I to powoduje nawet wiekszy ból. Czuje jedynie wszechogarniajaca beznadziejnosc tej sytuacji.

Anonimowy pisze...

czas... moze i jest dobrym lekiem. Ja nie jestem z bylym 1,5roku, wiadomo, ze jest duzo lepiej jak po rozstaniu, bo moge o nim mowic itd, ale... ciagle o nim mysle. To jest dziwne, bo on sie odzywa do mnie czasami, czasami tez mam wrazenie, ze on moze i by chcial, zeby cos z tego bylo, ale jesli keidys pytalam go 'o nas', to ciagle cos krecil, mowil, ze nie wie, mowil, ze mam zly charakter... nnie wiem, nie rozumiem go... raz mowi, ze mysli o mnie, jak ja mu mowie, ze on nic do mnie nei czuje, ze to widac itd, to on ,ze skad ja to moge wiedziec itd, Boze, kocham tego dziwnego czlowieka. :(

Anonimowy pisze...

Witajcie, dobrze jest wiedziec, ze sie nie jest samemu. Zerwalismy ze soba 3 lata temu po szesciu latach zwiazku. A ja wciaz o nim mysle i snie.. Jestem w nowym zwiazku z kochajacym partnerem, ale wciaz wracam myslami do tej pierwszej milosci. chyba sie jednak nie da zapomniec...

Anonimowy pisze...

Bylam z chlopakiem 5 lat znalismy się juz w liceum. teraz nie jestesmy razem juz 1,5 roku. poznal dziewczynę - nie jest jakas super - przynajmniej z wygladu i zamieszkal z nia po kilku misiacach znajomosci. zawsz bylismy przyjaciolmi rozmawialismy w nadziei ze wrocimy do siebie ale od kad z nia jest to ona mu zabronila kontaktow ze mna. miesiac temu - pewnego poznego wieczoryu zadzwonil do mnie i zapytal czy chce sie spotkac, przyszedl do mnie powiedzial ze chce wrocic zebym mu dala troche czasu ze wszystko naprawomy ze mnie kocha, kochalismy sie wtedy, 3 dni pozniej wmoil mi ze byl pijany (tak jak bym nie umiala poznac czy ktos a zwlaszcza on wypil) ze on z nia mieszka ze zostaje z nia ze ja kocha... Nikomu tak nie ufalam jak jemu- byl najblizszym mi czlowiekiem i tak mnie oszukal. A ja choc mnie tak zranil wciaz kocham i zastanawiam sie czy kiedys zapomne

Anonimowy pisze...

Po prawie 30 ty latach jestem dzisiaj pewny,że nie można zapomnieć pierwszej ważnej miłości.Nawet gdy jest się poukładanym, szczęśliwym ojcem dorosłych pociech ... zawsze myśli wracają do M.S.

Anonimowy pisze...

Odszedł ode mnie po 7 wspólnych latach, byliśmy już nawet zaręczeni. Próbuję sobie wyjaśniać, że nie było nam po drodze, że wcale go nie tracę, bo jest tak ważną częścią mojego życia już na zawsze. Obawiam się jednak, że to wszystko będzie rzutowało na moją przyszłość: 30stka na karku i totalne rozsypka - zanim się otrząsnę może będzie już za późno na wszystko? Dla każdego jego ból jest największy, ja pozwalam mojemu wciąż się rozrastać. katuję się myślami, katuję się godząc się na spotaknia (bo przecież jestem dla niego taka ważna, że nie możemy tracić kontaktui), katuję się słuchając o innej...

Anonimowy pisze...

Żałuję, że nie istnieje jakiś złoty środek na zapomnienie o swoim byłym... Moja historia brzmi jak z wielkiego romansu, który niestety nie zakończył się happy endem. Swoją pierwszą miłość poznałam 9 lat temu. Przyjechałam na wakacje do kuzynki. To On mnie zaczepił. Spędziliśmy ze sobą kilka cudownych dni i oboje zakochaliśmy się w sobie. Wyjechałam. Wiadomo, jak jest ciężko, gdy żyje się na odległość z kimś, kogo się kocha. W zasadzie to nawet nie byliśmy wtenczas parą. Ale połączyło nas coś wyjątkowego. Tamtego roku spotkaliśmy się jeszcze dwukrotnie. Wiedziałam, że wciąż jestem dla niego bardzo ważna. Ale znów ta odległość nie pozwoliła nam realizować swych marzeń. On wyjechał do innego miasta, ja miałam masę dodatkowych zajęć, nie jeździłam już w tamte rejony. Byłam w dwóch toksycznych związkach. Za każdym razem, gdy coś się psuło wracałam myślami do swojej pierwszej miłości. No i zupełnie przez przypadek po 6 latach dowiedziałam się, że mój znajomy się z nim koleguje - zdobyłam jego nr tel. Napisałam. Piękne wspomnienia znów odżyły, postanowiliśmy się spotkać i zostaliśmy parą już na pierwszym spotkaniu. Byliśmy ze sobą jednak tylko przez 4-5 miesięcy. Choć wiedziałam, że się oboje kochamy to jednak nasze charaktery okazały się zbyt różne - On apodyktyczny introwertyk, ja uparta - typ buntowniczki, choć otwarta. Dużo pracował i chciał, żebym to w każdej sytuacji rozumiała. Ja z kolei po poprzednich związkach wiedziałam, że nie można drugiej połowie ustępować we wszystkim jeśli nas to rani, bo takich kobiet się nie szanuje. Potrzebowałam wtedy jego miłości, przytulenia, dotyku, zapachu... W międzyczasie poznałam faceta, który stał się moim przyjacielem. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, chodziliśmy razem do kina, teatru, na wycieczki, koncerty, miałam w nim oparcie, ale nie umiałam go pokochać. Wiedziałam, że takiego czułego i kochającego mężczyzny mi potrzeba, który JEST, gdy tego potrzebuję. Jedna kłótnia o totalną pierdołę z moją pierwszą miłością sprawiła, że odeszłam od niego, a po niecałym miesiącu związałam się z przyjacielem. Zrobiłam to bez miłości, po to, żeby zapomnieć o byłym. Myślałam, że skoro nie potrafimy się dogadać darząc się miłością to szczęśliwi ze sobą nie będziemy. Mój nowy facet z czasem sprawił, że poczułam coś do niego. Nie było to tak silne, ale darzyłam go szacunkiem, starałam się być przy nim w trudnych chwilach. Ciężko opisywać uczucia. Tym bardziej że taki idealny układ partnerski trwał tylko do momentu zamieszkania ze sobą. Potem zaczęły się problemy. A gdy narastały coraz częściej wracałam wspomnieniami do swojej pierwszej miłości. Dotarło do mnie, że popełniłam gigantyczny błąd wiążąc się z kimś kochając drugiego człowieka i myśląc, że uda mi się o nim zapomnieć. Przestrzegam każdego przed takim układem. To niszczy później nas samych od środka. Gorzej traktujemy obecnych partnerów, ciągle tęsknimy za tym, co nieosiągalne. Po 2,5 roku od rozstania zdecydowałam się napisać do swojego ex. Po kilku dniach intensywnej rozmowy nie wytrzymałam i wyznałam Mu co czuje. Miałam wrażenie, że dla Niego też nic się nie zmieniło, choć nie napisał mi tego wprost. Spotkaliśmy się po kilku tygodniach raz, potem średnio raz, dwa razy w tygodniu. Nie jestem z tego dumna, ale wdałam się z Nim w romans. Zawsze gardziłam osobami, które są nieuczciwe w stosunku do partnerów. Wystarczył kryzys w związku i odpowiednia osoba przy mnie a ja kompletnie straciłam głowę jak nastolatka. Mój ukochany namawiał mnie na to, żebym odeszła od swojego faceta i zamieszkała z Nim, w jego mieszkaniu. Kilka miesięcy dojrzewałam do tej decyzji, a gdy już chciałam się pakować On się z tej propozycji wycofał. Zawiódł mnie. Być może za długo czekał. Nie raz mi mówił, że jeśli nie będzie ze mną to z nikim innym i że nie da się być z kobietą, jeśli kocha się inną. Oraz że nie da rady być długo "tym trzecim" i dzielić się mną. Czuję się koszmarnie, jakbym zraniła dwie osoby...

Anonimowy pisze...

c.d.
Dziś nadal jestem z przyjacielem i z byłym wciąż mam kontakt, choć jest on bardzo słaby. Moja miłość się rzadko uzewnętrzniała, teraz nie pisze, że kocha, tęskni, chce się przytulić... A mnie to strasznie boli, bo ja codziennie ryczę z tęsknoty, w każdej godzinie myślę tylko o tym, żeby się do niego przytulić i popatrzeć jak się uśmiecha. Czuję się jak idiotka - może On już dawno się pozbierał, może nawet się z kimś spotyka a ja nawet na żadnego innego nie umiem spojrzeć, bo w sercu mam miejsce tylko dla jednej osoby. Jest mi strasznie ciężko, bo nawet jak się wygadam przyjaciółkom to słyszę tylko komentarze w stylu: "Poboli i przestanie" albo "Chodź na zakupy/imprezę to Ci się humor poprawi". Tyle że mi się nie poprawia. Czuję się po prostu nieszczęśliwa i nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Dalej tkwić w obecnym związku i starać się stłamsić ból w sercu, czy błagać ex o szansę i żyć w związku trudnym, ciągle pod górkę, bo nie wiem, czy różnice charakterowe da się jakoś pogodzić, ale za to spędzić życie z kimś, kogo się kocha??? Często śni mi się, że się spotykamy przypadkiem a ja widzę na jego placu obrączkę albo widzę go z żoną i dziećmi, a wtedy budzę się i od razu zalewam łzami. Zawsze marzyłam o tym, żeby moja pierwsza miłość była tą ostatnią. Żeby pierwszy związek było jedynym, ostatnim. Wymarzyłam sobie, że to z Nim stworzę rodzinę. A teraz mam wrażenie, że jakbym go wtedy nie zostawiła być może tak by dziś było i On byłby moim mężem. Nigdy sobie tego nie wybaczę...

Anonimowy pisze...

Ja mam problem innej natury, kocham faceta, który wciąż nie może zapomnieć o swojej byłej. Wiem, że się widują, wiem że z nią spał...mimo wszystko staram się utrzymywać równowagę psychiczną bo wierzę, że łączy nas coś więcej...i może w końcu przyjdzie ten czas, że będzie wszystko dobrze. Jednak nie potrafię przez to wszystko otworzyć się do końca, mówić o tym co mnie boli, co mi nie pasuje bo uważam, że nie mam do tego prawa, to rodzi nieporozumienia, a teraz kiedy przeczytałam Wasze komentarze mam wrażenie, że moja męka jeszcze trochę potrwa skoro tak ciężko jest zapomnieć o swoich byłych. Z drugiej strony do tych wszystkich, którzy piszą że ich były/była po dwóch tygodniach mają nowego partnera ... jak widać na moim przykładzie im też nie jest łatwo i zakładam się, że również porównują i wracają do Was myślami... nie chcę wzbudzać złudnych nadzieii, ale nie da się tak łatwo wyrzucić z pamięci swoich byłych mimo, że próbujesz stworzyć coś nowego.

Anonimowy pisze...

A u mnie odwrotnie, to ja go zostawiłam, milion razy wracałam,byliśmy razem 3 lata, teraz powiedziałam, że to ostatni raz. Najgorsze są te puste dni, pusty pokój, samotne zakupy i noce...ciężko jest,minęło już kilka miesięcy a ja dalej o nim myślę, nadal mi się śni...już nie mogę...

Anonimowy pisze...

Mój związek trwał dwa lata,kochałam go bezgranicznie, kłuciliśmy sie często miedzy innymi przez to że rzadko sie widywaliśmy ponieważ mieszkał daleko i ze względu na prace miał dla mnie zbyt mało czasu. Brakowało zaufania w naszym związku ,ciągłe sprawdzanie,podejrzenia i zaczęło się sypać nerwy brały górę robiliśmy sobie coraz większe awantury w końcu nie wytrzymałam tych zarzutów, nie miałam siły sie tłumaczyc że tylko do niego należy moje serce i zawsze będe czekać na niego , i wkońcu postanowiłam zakończyć związek owszem zrobiłam to w trochę głupi sposób bo zmieniłam numer tel nie chciałam czytac tego co do mnie pisze bo wiedziałam że znów bd chciał mnie przekonac ze że zmieni nastawienie do mnie,po tygodniu nie odzywania sie zadzwonił na domowy i powiedział że to już koniec że nie wybaczy mi tego że bez słowa odeszłam, było mi ciężko bo myślałam że inaczej zareaguje że przemyśli całą sytuacje a nie tak poprostu zerwie ,po krótkim czasie od rozstania poznałam fajnego facet myślałam że dzięki temu zapomne o tamtym ,a wtedy mój ex ponownie sie odezwał mówił że nie potrafi o mnie zapomniec ze zrozumiał swój błąd,że sie zmieni, minęło już 6 miesięcy jak mam nowego faceta a były dalej nie daje mi spokoju ciągle dzwoni pisze wysyła kwiaty ,przez to moje uczucia powróciły nie moge sie uwolnić od niego ciągle myśle wspominam,przez to cierpi mój obecny związek ,nie wiem co mam robic...

Anonimowy pisze...

Mój problem jest taki ,że byłem zakochany w kobiecie ,byliśmy prawie 7 lat i rozstaliśmy sie w b. nieprzyjemnych okolicznościach. Tzn. po latach wyszło jaka to jest dziewczyna ,wredna ,dwulicowa i miała od cholery facetów na boku.
Przez te 7 lat byłem b.naiwny i nie zauważałem tego lub nie chciałem zauważac . Nie dało się nigdzie z nią wyjsc zwłaszcza z jakimiś moimi przystojniejszymi kumplami bo zawsze jakieś było widac jej intencje do nich. Sam teraz nie jestem pewien czy nie miała kontaktu z któryms z nich. Zmieniła mnie bardzo bo wczesniej byłem kolesiem którego wszyscy lubili i nie miałem w sobie nienawiści. Najgorsze jednak było to ,że na sam koniec musiałem sobie dac spokuj bo spotykała sie z facetem którego mnie przedstawiła ,a on sobie ze mnie jaja robił ,tzn przygadywał i wredne uśmieszki wiecie o co chodzi .Do mnie to jeszcze nie docierało ,że ona po prostu się z nim spotyka od dłuższego czasu na seks.
Potem kłutnie i odszedłem z tego cyrku ,dałem sobie spokój. Niestety po 3 latach nie mogę o niej zapomniec ,mam już inną dziewczynę ale tamta mi nie daje spokoju w snach.
Codziennie przypominam sobie o tych sytuacjach ,tylko mam spokój jak pracuje albo mam jakies zajęcia ale jak przychodzi wolny czas np. weekend to jest źle .
Oddałbym wszystko żeby o niej zapomniec raz na zawsze .Jednak najgorsze jest to ,że porównuje swoją obecną do niej. Musiałbym miec o wiele atrakcyjniejszą kobietę od tamtej ale wybrałem mniej .jednak nie z tak pustą głową jak tamta bo wiadomo nie ma pięknych i wiernych kobiet.
Trafiła mi sie jednak piękna kobieta zaraz po rozstaniu i dzięki niej zapomniałem na miesiąc ale coś sie rozsypało miedzy nami niestety ,a szkoda.
Najgorsze jest to ,że boje sie na nią wpaśc bo coś sie we mnie obudzi. Kilka razy tak miałem to przez tydzień nie wiedziałem co ze sobą zrobic.Najgorsze jakbym ją widział jak idzie za ręke . Jak bym sie dowiedział że jest w ciąży albo sie hajta i to jeszcze z tym kolesiem to nie wiem co bym zrobił . Ale zastanawiam sie bo mosze lepiej jakbym taką sytuacje zobaczył na własne oczy to bym pocierpiał ale by mi wyszła z głowy sam nie wiem. Nie utrzymuje z nią kontaktu pomimo że kiedys tam chciała. Chciała bo dobrze wiedziała zę byłem w porządku do niej i za dobry ! Nie wspomnę o tym że zawsze ja płaciłem za wszystko ale dopiero zdałem sobie z tego sprawe po rozstaniu. Co ciekawe nigdy nie dostałem żadnego prezentu od niej przez te 7 lat.

Anonimowy pisze...

Trudno jest sie pogodzić z takimi sytuacjami.. mam na myśli odejście ukochanej osoby. Ja nie byłm w tym związku długo, bez słowa odszedł. Teraz jestem z innym ponad rok. Dba o mnie, kocha, ale często wraca myśl o ex chłopaku (którego już zresztą 2 lata nie widziałam.) od jakiegoś czasu jest z moją (byłą) przyjaciółką. Aktualny chłopak widzi że męczy mnie to, jest przy mnie, ale czuje że go ranie.. bo dawne sprawy zostały rozgrzebane i wie że mi z tym źle. A "serdeczna koleżanka" okazała się skończoną idiotką! Poprostu zerwała znajomość, nie chce porozmawiać, źle mi z tym..

Anonimowy pisze...

Wiecie, nie jestem przekonana, czy chodzi o to by zapomnieć o osobie, która nas zraniła. Myślę (mam nadzieję), że chodzi bardziej o zmianę sposobu myślenia. Oczywiście, jak wiele razy było wspominane, najbardziej pragniemy tego, czego nie możemy mieć. Często po czasie idealizujemy związki, które przed rozpadem wcale nie wydawały nam się aż tak niezwykłe. Zdarza się też tak, że ta druga strona zostawia nas w momencie, gdy jesteśmy maksymalnie zadurzeni. Bardzo często jednak to silne uczucie jest powodowane tym, że nie jesteśmy tej osoby do końca pewni. Ciężko jest przyzwyczaić się do myśli, że stabilny i dobry związek może wcale nie dostarczać tego haju jaki czujemy zdobywając kogoś ( czy jest to aktualny partner którego nie jesteśmy do końca pewni czy ex nie ma aż tak dużego znaczenia). Zbyt trudno jest się przyznać, że wolimy silne (a w każdym razie namiętne) uczucia niż normalny, zdrowy związek. Są to przemyślenia dziewczyny, która będąc w 7-letnim związku z najcudowniejszym facetem na świecie, nie jest w stanie zapomnieć o żonatym mężczyźnie. Mężczyźnie, który tyle razy ją zranił, który nie kochał ani jej ani żony, bo był zbyt zapatrzony w siebie.

Anonimowy pisze...

Witam...Jest mi bardzo ciężko...Bylam z chłopakiem prawie 5 lat...bylam w nim zakochana po uszy do konca.Choć on nie byl dla mnie taki kochany,wrecz moge go nazwac despotą.Zabranial mi wszystkiego przez 2 lata mieszkalismy razem u jego rodzicow. On chodzil wszędzie z kolegami, mnie nie chcial zabierac nigdzie zawsze siedzialam w domu z jego rodzicamai...ciagle plakalam,a jednak kochalam go nad zycie wszyscy w okol mi ciagle powtarzali zebym go zostawila,ze nie jest mnie wart,ale ja...zakochana...zabronil nawet mi isc na studia groząc,ze sie rozstaniemy...i tak tez bylo.Pozanlam tam mojego obecnego chlopaka,pod koniec naszego zwiazku nie bylam zbyt fair wobec niego,ale on to robil przez caly nasz zwiazek...Czesto porownuje mojego obecnego chlopaka z eks,nie potrafie nad tym zapanowac.Minal prawie rok a on mi sie codziennie sni.Nie ma dnia bym o nim nie myslala...najgorsze jest to,ze pracujemy obok siebie codziennie wypatruje go przez okno...nie potrafie o nim zapomniec...jestem juz tym zmeczona,chcialambym zapomniec i zaczac "normalnie zyc"...ale nie wiem jak...???

Anonimowy pisze...

Bylam z chlopakiem 9 lat. Dzis odbylismy ostateczna rozmowe - kazal mi opuscic jego mieszkanie i jego decyzja jest nieodwolalna. Mam czarne mysli, myslalam o samobojstwie ale jestem zbyt duzym tchorzem. Bronie sie przed rozstaniem rekami i nogami. On podchodzi do tego rozwaznie, rozsadnie, jak mowi, przekonuje ze tak bedzie dla nas obu najlepiej. Nasz zwiazek sie nie ukladal od poczzatku, ale ja wciaz wierzylam i wierze ze bedzie lepiej. Nie wiem czy to przetrwam. Boje sie samotnosci - tyl lat razem w domu jego rodzicow. On ma przy sobie rodzicow, kolegow - ja nie mam nikogo. Ani dobrych kolezanek, a z rodzicami mam kruchy kontakt i ich w to nie bede mieszac. Musze sie wyprowadzic, ale nie chce. Nie wiem jak przezyje te wieczory pelne samotnosci. Nawet piwo nie ratuje mojej psychiki. Boje sie ze w koncu zrobie cos glupiego... Pisze ta wiadomosc przez lzy, wiec wybaczcie bledy. Nie wiem, co sie ze man stanie. Zawsze bylam uparta i zawsze wierzylam. Nie moge uwierzyc ze to juz koniec. Nie moge uwierzyc ze czlowiekowi nagle tak przestaje zalezec, tak jest obojetny i to wszystko dla "naszego wspolnego dobra". On twierdzi, ze chce zaczac zyc, i ze ja tez musze zaczac zyc, ze ten zwiazek byl pomylka, ze musimy sie rozstac dla wlasnego dobra. I z rozsadnego punktu widzenia on ma racje, ale ja w to nie wierze, To trwalo zbyt dlugo - moje najlepsze lata -21-30 stracone... Nie wyobrazma sobie jak ja to przezyje. Juz wiele razy myslalam zeby wjechac w drzewo z eplna predkoscia bez zapietych pasow. Ale jestem tchorzem...

Anonimowy pisze...

hmm ja mam podobny problem, mialam 3 chlopakow, pierwszy mnie skrzywdzil i chcialam jak najszybciej o nim zapomniec (cieszylam sie ze sie rozstalismy, ale zal pozostal, ze w ogole z nim bylam), zwiazek z drugim mnie meczyl z powodu jego niedojrzalosci, wiec gdy sie rozstalismy, bardzo szybko o nim zapomnialam. W obu przypadkach pomoglo mi zupelne zniechecenie sie do wyzej wymienionych osob. Nie wyobrazam sobie powrotu, nawet teoretycznie
no i trzeci.. to swieza sprawa.. Od momentu gdy sie poznalismy poczulam ze to moj ideal i druga polowka, czulam sie z nim swietnie, okazywal mi czulosc kiedy potrzebowalam, rozmawial i sluchal mnie. Niestety musielismy sie rozstac (bez wchodzenia w szczegoly). Mysle, ze w naszej trudnej sytuacji to bylo najlepsze wyjscie, nie mam do niego najmniejszego zalu. ale wciaz o nim mysle, jak cos gotuje to zastanawiam sie czy to smakowaloby mojemu ex.. Poznalam ostatnio interesujacego mezczyzne z ktorym pewnie chcialabym byc, ale to nieuczciwe byc z kims, gdy wciaz kocha sie/mysli o tym poprzednim.. Nigdy wczesniej nie mialam takiej sytuacji... z jednej strony wiem, ze raczej nie bedziemy juz razem i chcialabym ruszyc do przodu, z drugiej strony nie potrafie,, bo wciaz czuje ze w kazdej chwili moglby do mnie wrocic.. co robic?

Anonimowy pisze...

powoli ludzie kochani nauczcie jednej zeczy jezeli zdradzil was ktos co go kochaliscie to poprostu byla to slepa milosc . nie mozna cierpiec przez kogos co nas najzwyczajniej oszukal. poprostu przestan myslec o kims co nie jest wart twych uczuc .moj nr 0049 015778656166

Anonimowy pisze...

Cześć wszystkim chciałąbym powiedzieć tlyko tyle, że zerwałam z chłopakiem po 5 latach, dlatego, że nie starał się w związku, przyzwyczaiłam go, że to aj pielegnuję nasz związek on nie musi sie starać, zaznaczam, że to bardzo dobry człowiek, zostalismy przyjaciołmi, ale ja jestem cholernie zazdrosna o niego, mimo, że nie mogłabym do niego wrócic poniewaz myśle, ze był asexualny ( sex moglby dla niego nie istniec) to na samą mysl, ze jest na 1 imprezie z laskami, które go podrywają zalewa mnie krew. Chore, przewaznie mam dystans, ale bywają takie chwile, jak ta dziś, (1 sylwester od 5 lat bez niego) kiedy po prostu tesknie za tym co stworzyliśmy:(

Anonimowy pisze...

Czy istnieje prawdziwa miłość a jeśli tak to czy można o niej zapomnieć? Wcześniej spotykałam się z paroma osobami z którymi myślałam, że to coś poważnego. Niestety rozchodziliśmy się i.. Cierpiałam od tygodnia do miesiąca, czasami po długim czasie wspominałam, ale uczucia z czasem blakły. Teraz mija pół roku a ja nadal czuję, że się odwrócę a on będzie stał koło mnie. On nie stoi i boli jak pierwszego dnia.

Anonimowy pisze...

Witam czytających. Chciałabym przedstawić swój "problem".
Otóż jestem z chłopakiem 7 miesięcy i traktuję nasz związek bardzo poważnie. Jeszcze miesiąc temu wszystko było świetnie, żadnych poważnych kłótni czy nieporozumień. Pewnego dnia byłam u niego i musiał na jakieś pół godz wyskoczyć coś załatwić. Ja w tym czasie miałam przejrzeć filmy na jego komputerze. Przez przypadek wpadłam na folder "Dla Ciebie" z kilkoma zdjęciami od dziewczyny z którą wcześniej się spotykał. Ufałam mu ale coś mnie podkusiło żeby przeczytać archiwum gg rozmów z nią. Wiem że to okropne ale chciałam mieć pewność że tamta znajomość jest już zakończona.
Dodam że spotykali się 3 tygodnie, więc bardzo krótko i to ona zakończyła znajomość.
Wysłała mu e-mail w którym stwierdziła że mają inne priorytety i że nie może się z nim dłużej spotykać i utrzymywać kontaktu.
Jemu zależało na tej znajomości ale gdy rozmawialiśmy o tym na początku naszego związku powiedział że nigdy na nikim mu nie zależało. Okłamał mnie co wyszło dopiero po rozmowie gdy przeczytałam jego gg z nią.
Do rzeczy...Przestali się spotykać 12 czerwca 2011. 16 czerwca Łukasz napisał że tęskni za nią i pytał co u niej ona nic nie odpisywała.
18 czerwca się poznaliśmy, dużo pisaliśmy i od 30 czerwca byliśmy parą.
Pierwszy raz ona odezwała się do niego pod koniec sierpnia, akurat gdy byliśmy razem nad morzem. Normalna rozmowa, byłam wtedy przy nim. Ona pytała czy pojechał z kolegami a on że nie i zmienił temat. Nie napisał że pojechał ze mną ale wtedy specjalnie się tym nie przejmowałam.
W archiwum gg odkryłam rozmowę z 29 września 2011 kiedy mój chłopak był w delegacji. Ona napisała pierwsza co tam u niego słychać itp. On po chwili rozmowy napisał coś takiego:
"W życiu spotykałem różne dziewczyny ale Ciebie zapamiętam na zawsze" dalej rozmowa i :"Dzięki Tobie się zmieniłem" "Czy żałujesz że wtedy tak zakończyłaś tą znajomość?" Na co ona, że nie żałuje, że życie płynie dalej. Wspominał ich jednodniowy wyjazd do Dziwnówka i kolację na balkonie. Pisali też że nie można o tym wszystkim rozmawiać przez gg czy tel. Napisał że warto by było kiedyś się spotkać. Ona przyznała mu rację ale nie podawali żadnych szczegółów.
Powiedziałam mu że przeczytałam te rozmowy. Pokłóciliśmy się o to że wcześniej mówił mi że nic do niej nie czuł. Usunął wszystkie rozmowy jakie z nią prowadził na gg i jej numer mimo że ja nie kazałam mu tego robić. Minął jakiś miesiąc od tego zdarzenia a ja ciągle myslę że mógłby do niej wrócić gdyby tylko chciała. Wiem że ona na pewno nie będzie chciała ale ja że jestem inna w stosunku do mojego chłopaka niż wcześniej. Nie wiem co mam zrobić(?)

Anonimowy pisze...

Bylam z facetem 5 lat zareczylismy sie po 4 mowil ze kocha wiaze przyszlosc ,a jak sie okazalo byl ze mna a spotykal sie z inna. Nie mial odwagi zakonczyc tego zwiazku wiec zrobilam to ja.Najgorsze jest to byl nieuczciwy wobec mnie a ja go kochalam i nie wiem czy nadal nie kocham.Nie jestesmy razem juz 4 miesiace a ja wciaz o nim mysle a chce zapomniec.To nie jest jednak takie proste

Anonimowy pisze...

Łatwiej zapomnieć o kimś, jak to druga osba zerwie. Ja zerwałem ze strachu przed dorosłością i małżeństwem kochając ją cały czas. 28 lat, a myślenie jak dziecko. Dawała mi 1000 szans na powrót przez prawie pół roku, a ja bzykałem inne kobiety i tak z 8 ich było przez ten czas. Nie muszę jej idealizować, bo do niczego nie można było się przyczepić. Jest już za późno, a ja mam palpitacje serca i oddałbym nerkę za tą jedną szansę więcej, którą bym na milion procent wykorzystał. Ale życie to nie baja. Dałem w dupę, to dostałem to samo. Sprawiedliwość losu, a tak cholernie bolesna, że muszę brać piguły na nerwy, bo nie jestem w stanie tego wytrzymać. Cały czas się trzesę i nie mogę sobie wybaczyć. Nawet nie mogę jej znienawidzić, bo jest cudowną kobietą. Piękna, piekielnie inteligentna, szalenie obrotna. Kobieta sukcesu, ideał, który mógł pozostać ze mną do śmierci. Teraz tylko żal, smutek i gorycz w takiej ilości, że tylko się pociąć, co i tak nie załagodziłoby bólu. Nigdy nie miałem myśli samobójczych, teraz je mam, bo nie mogę wytrzymać. I wieczne pytania do siebie: Jak mogłem do tego dopuścić? ;(((( AAAAAAAAAAAAAAA

Anonimowy pisze...

Odeszła niecałe 2 miesiące temu po 7 latach związku, do tego ze wspólnego mieszkania zabrała też córeczkę 2 letnią...dla mnie to osobista trauma - tak bardzo ją kocham...do tego ma psychologa-feministkę i widzę że z każdym dniem oddala się ode mnie uczuciowo albo gra obojętną..próbowałem wszystkiego pierw przed jej wyprowadzką łzy, list i kosz róż - wyszło jeszcze gorzej - wyprowadziła się. Potem moja obojętność (udawana oczywiście, bo myślę o niej 1000 razy dziennie) też nie skutkowała oprócz tego że była chętna do rozmów w 4 oczy ale główny temat to były gorzkie żale przeszłości, potem spontaniczne kwiaty na walentynki - po tym był jej tygodniowy przebłysk i miłe pogaduchy na spacerze - nic z tego, kończyło się jej wyrzutami że to moja wina, że ja za nią nie tęsknię i jej nie kocham i że się nie staram bo wszystko mi łatwo w życiu przychodzi i że ja sobie myślę że to ona będzie błagać o powrót do mnie...no to teraz spotykam się z inną, kino zakupy kawa - a moja ex - mówiąc o niej uśmiecha się do mnie i zachowuje jak moja koleżanka - to wykańcza mnie psychicznie..
jej oficjalny powód rozstania: nie dbałem o nią, w kłótniach poniżałem, lubiłem piwo i kolegów - mój oficjalny - od 2 mies. przed wyprowadzką miała kontakt i spotykała się wieczorami z kolegą a mnie kłamała..Z tego miało się coś rozwinąć ale nie wyszło - on nie chciał kobiety z dzieckiem..logika podpowiadałaby jej "wracaj do ex" ale nic z tego - chyba ta psycholog i koleżanki ją nakręciły, wydaje się o tą koleżankę w ogóle nie zazdrosna, nie wiem już czy zagrać va banque i spróbować zawalczyć do upadłego o nią i dziecko - szczególnie że ktoś zaczyna się już koło niej kręcić, ale boję się że to mnie całkowicie pogrąży w tym bagnie..

Anonimowy pisze...

Jestem mężatka prawie dwa lata mamy wspaniale dzieci-bliźnięta.. wcześniej byłam z chłopakiem ponad dwa lata..kochaliśmy sie jak szalency. nie bylo dnia zebysmy nie byli razem ...no i skończyło sie..posypało... tak w życiu bywa...
za duzo słów, za duzo zdarzeń.. ale nie mogliśmy sie tak na prawdę rozstac spotykaliśmy sie ukradkiem wspominaliśmy wspólne chwile , płakaliśmy, śmialiśmy sie jak przyjaciele ale zawsze gdy wracałam po tym do domu zdawałam sobie sprawe ze go nadal kocham i tesknie..probowalismy to poskładać jednak za duzo sie wydarzyło.. potem on próbowal byc z kimś ja tez..bez skutku.. az poznałam mojego meza myślałam sobie: to jest to!!! zakochalam sie! jednak zdarzało mi sie spotykać z moja pierwsza miłością .myslalam ze sie nie uwolnie..mijaly lata..zaszlam w ciaze i wyszlam za maz.. bylam najszczęśliwsza na swecie ze mi sie zycie ułożyło ze sie udalo..tak naprawdę gówno prawda...swojego męża tez oczywiście kocham na swoj sposób ale pierwsza milosc zostaje w sercu na zawsze..przestałam wierzyć ze kiedys zapomnę...

Anonimowy pisze...

Ja byłem ze swoja dziewczyna 3 lata .. ale wczesniej pol roku powiedziala mi ze zaczyna jej sie to nudzic i wpadl jej w oko inny chlopak .. pozniej bylo wmiare ok ale wkoncu pokluciluismy sie w pubie bo nie spodobalo jej sie ze najpierw poszlisy nie poszlismy tam gzie ona chciala.. Pozniej zaczela pisac z jakims kolega za kilka dni zerwala swtwierdzila ze sie meczy i ze to sie dla niej za szybko dzieje.. Widac ze sie wahala ... a pozniej byla jak sie okazalo z tym gosciem z ktorym pisala... Mozecie mi doradzic co robic teraz jestem w dolku ...Co mam robic? czy myslicie ze to po czesci przez goscia zerwala? dodam ze jest dosc mloda...

Jolka pisze...

Moje drogie. Czas leczy rany? bzdura. chyba tylko na filmach. albo dla ludzi ktorzy zarabiaja na tych glupotach. techniki pomagajace zapomniec? potrafia zamieszac w glowie tak mocno, ze wraca to do nas jeszcze silniejsze. inny facet? tez tak myslalam. rozstalam sie ze swoim facetem. bylismy 3 lata razem. Bywalo roznie. czasem dobrze, czasem zle. Ogolnie to uwazam, ze głownie jego niedojarzalosc pchnela mnie do zerwania. Bylo troche odemnie mlodszy, zakonczylam nasz zwiazek. na poczatku bolalo, jak kazdego. potem zaczynalam jakos zyc. poznalam faceta, byl idealny. napewno zadnej dziewczynie nie byloby z nim zle. myslalam sobie, super, uda mi sie to przetrwac. wtedy moj ex zdal sobie sprawie z tego co stracil... zaczely sie szalone podchody, wyznania milosci. jednym slowem robil wszystko aby mnie odzyskac. i co? w kazdej sekundzie zycia P. w kazdym facecie, w kazdym filmie. kazda sytuacja mi go przypomina. ja dale ciagne tego obecnego 'ideala'. jaki efekt? mijaja 3 msc od rozstania, P. ulozyl sobie w glowie i jest przekonany, ze kocha tylko mnie. a moj obecny? najchetnie by u mnie zamieszkal. A ja? zasypiam ze swoim ex, razem z nim wstaje, razem z nim ogladam filmy. obecny facet jest po to aby jakos sie dalej łudzic, że bedzie dobrze. mialam wielu facetow, zawsze mijalo szybko... ale ta wstretna milosc do tego gnojka z kazdym dniem bez niego jest coraz mocniejsza... :(

Anonimowy pisze...

Hej, ja też mam taki problem jak większość osób "tu" swoją pierwszą miłość poznałam przez pewien portal społecznościowy, zaczęło się od tego że pisaliśmy ze sobą z dnia na dzień coraz więcej, wymieniliśmy się numerami. on zaproponował pierwsze spotkanie akurat wypadało 8 marca na pierwsze spotkanie poszłam z moją przyjaciółką i kuzynką, pytałam go czy nie będzie miał nic przeciwko temu żebym je ze sobą wzięła.One zostawiły nas samych, przegadaliśmy spory kawałek czasu, później poszliśmy się przejść było całkiem zimno, i ciemno. kiedy szliśmy w dalszym ciągu rozmawialiśmy, aż w końcu doszło do pocałunku.. on mnie przytulił i jakoś samo to z siebie wyszło ze się pocałowaliśmy. Spotykaliśmy się coraz częściej, aż w końcu zaprosiłam go do siebie żeby przedstawić go swoim rodzicom, bardzo się polubili, rodzice byli bardzo pozytywnie do niego nastawieni.w następny weekend on zaprosił mnie do siebie żebym też poznała jego rodziców, co mnie ździwiło to tylko weszliśmy do niego powiedział że to jest Ania i chciał iść na miasto. Kilka razy wspominał że go coś w okoliach brzucha boli. kiedy odwiózł mnie do domu, napisał do mnie w niedziele rano że jest w szpitalu. Co się okazało i było bardzo szokujące że ma raka trzustki.. Przez te kilka dni dziwnie się zachowywał aż któregoś dnia nie mógł spać i pojechał do swojej firmy i się napił nie mógł spać, nie docierała do niego myśl że on może w każdej chwili umrzeć.. przez głupotę stracił prawo jazdy. Pewnego dnia napisał ze nie możemy być razem, pamiętam do tej pory kiedy odczytałam tego smsa.. Ja się nie poddawałam i walczyłam o ten związek bo go Kocham, on mi mówił że jego życie nie ma sensu, ja mówiłam że ma się nie poddawać, że poradzimy sobie, razem przejdziemy przez to. I to że jest chory to nie znaczy że go przekreśliłam ze swojego życia, powtarzałam mu to każdego dnia,ale czułam że coś się psuje..
byłam załamana, kuzynka która to widziała kontaktowała sł się z nim, aż w końcu odebrał powiedziała mu jaka jest sytuacja,że uciekłam z domu bo nie dawałam sobie już z tym rady, jak się o tym dowiedział dzwonił do mnie ale ja nie odbierałam, pisał a ja nic miałam myśli żeby sobie coś zrobić i nie skończyć tego życia.. on w tych smsach pisał że mnie Kocha i chce wrócić do mnie, ale dzisiaj wiem że to było tylko z tego powodu żebym nie robiła głupoty.. byliśmy ze sobą raptem 3 dni.. później pisał ktoś do niego żeby dał sobie ze mną spokój bo szybko się na mnie zawiedzie ktoś to robił z nienawiści, a może z zazdrości.. Jeżeli naprawde bym mnie kochał to by nie wierzył w to wszystko.. Czułam że coś się psuje z dnia na dzień.. na dodatek tego wszystkiego do mnie też napisała jego była dziewczyna, mówiła miżebym dała sobie spokuj z nim bo on nie jest mnie wart, pisała mi że jak on był z nią to zdradzał ją... Świat mi się zawalił, napisałam to do niego czy to prawda bo on zupełnie coś innego mi mówił że to one go zdradzały. Kiedy go o to zapytałam ,nie zaprzeczał.. powiedział że z nami koniec.. później mi pisał że czuł coś do mnie ale to nie było to co on by chciał.. w mojej obecności kiedy ze mną przebywał mówił że mnie kocha, a okazał się cholernym ze tak powiem tchórzem, bo zerwał nasz związek przez telefon... Jednak nadal go Kocham i nie umiem zapomnieć, chciałabym żeby z czasem to minęło, Kocham go.. Mam nadzieję że spotkam kogoś dobrego na swojej drodze, ktoś komu będe mogła zaufać:) Życie toczy się dalej... :)

Ada pisze...

Nie da się zapomnieć o swojej wielkiej miłości. Nawet mimo cierpienia i zgrzytów przeżyło się coś co zostanie w nas na zawsze. Jeśli dodatkowo nastąpiły rzeczy których nigdy nie odczuwaliśmy z nikim (mocne uczucie, pierwszy raz, łzy i inne silnie działające bodźce) to nie ma szans aby ktokolwiek zastąpił nam tą osobę. Możemy co najwyżej tłumić uczucie i uciekać w zapomnienie mając kogoś przy sobie. Ale to nic nie da. Wszystko powróci. Nieważne jaka ta nowa osoba będzie. Nawet jeśli pod każdym względem bedzie lepsza. Albo jak my będziemy się starać go pokochać. My i tak będziemy szukać w niej tego który dał nam to wszystko. Nie będziemy już nigdy z takim wytęsknieniem oczekiwać tej osoby, czuć się tak dobrze, cieszyć się z każdego gestu miłości. Pocałunki nie będą miały tego smaku.Planowanie przyszłości nie będzie miało w sobie tej wiary że pokonamy każdą przeszkodę. Niestety to się nazywa najmocniejszą chemią, przeszłam to sama, wkońcu jednak nasze drogi się zeszły. Wróciła radość która kiedyś we mnie tkwiła :) Kto uważa, że czas goi rany i udało mu się zapomnieć tak naprawdę nigdy nic nie czuł do tej osoby. A każdy sobie może odpowiedzieć co czuł w głębi serca. Zdrowia życzę. Ada

Anonimowy pisze...

Ja takze nie umiem zapomniec ,mimo ze zostalem bardzo zraniony. Poznalismy sie przed 5-latami.
Ja zakochalem sie na calego.Ona takze mowila ,ze mnie kocha. Po roku znajomosci wprowadzila sie do mnie. Nagle po 8-miesiacach powiedziala,ze mnie nie kocha i sie wyprowadzila. Bylem zalamyny . ie moglem normalnie zyc. I tak minol rok. Nagle znowu sie zaczela odzywac przez maile ,listy ,smsy,telefony. Powiedziala,ze zrobila blad i teraz wie ,ze nie umie zyc jak mnie nie ma. Ja jej przebaczylem i pozwolilem wrocic. Bylo fajnie. Myslalem ,ze zlapalem Boga za nogi. Robilem dla niej wszystko. I tak to trwala 2 lata. Pewnego weekendu znowu stwierdzila ,ze mnie nie kocha i poszla zabierajac wszystko co miala. Zostalem porzucony drugi raz przez ta sama osobe. Moj swiat zawalil sie. Nie umiem normalnie zyc. Co mam robic ?

Anonimowy pisze...

To był trudny związek, trudne 3 lata mojego życia.
Dla niego się rozwiodłam, dla niego wróciłam do Polski..3 lata kłótni i wielkiej miłości. Wiele razy raniliśmy się wzajemnie, ale to ja bardziej dostałam po dupie i to ja dawałam 200% biorąc zaledwie garstkę. Kochałam całą sobą, w sumie oboje tak kochaliśmy...chyba. Nie potrafiliśmy żyć ze sobą, ale bez siebie też nie. Któregoś dnia powiedział, że odchodzi, wyprowadza się. Wówczas skończyło się dla mnie życie. Psycholog, psychiatra, pomoc znajomych. Jakoś funkcjonowałam. Chciał wrócić, ale nie miałam o tym bladego pojęcia, myślałam, że mnie wykorzystał. Obraziłam Go. Później już nie chciał rozmawiać. Odesłał kartkę, którą mu dałam na przeprosiny i wówczas przestałam czekać. Poznałam kogoś zaraz potem. Fajny, normalny facet. bardzo pomocny, koleżeński, przystojny. Ideał? może..? Ex się dowiedział, poprosił o spotkanie, zagajał rozmowę, wypytywał jak się miewam,powiedział ze będzie czekał na mnie, że nie chce innych związków, że nie nigdy nie rozmawialiśmy będąc razem, że żałuje, że mnie nie wysłuchał itd. Z wielkim bólem powiedziałam NIE, bo wiedziałam, że ten związek nie miał szans na powodzenie. Od rozstania minął prawie rok, ale co z tego. Myślę każdego dnia, rozpamiętuję dobre chwile,to jak się poznaliśmy, jak zakochaliśmy w sobie mimo, że wole pamiętać o złych, bo wówczas mi łatwiej znieść rzeczywistość i żyć z kimś innym, lepszym. Jestem z Panem Ideałem już od prawie 9 miesięcy, faktycznie, jest prawie idealny, kocham Go, jednak wiem, że miłością mojego życia był tamten, ten, z którym związek był najtrudniejszym w moim życiu, z którym jednak przeżyłam tyle, że nikt mi tego nie zabierze. Kawałek miejsca w sercu będzie jednak dla Niego, chociaż może nie zasługuje na to..
Ktoś mi powiedział kiedyś, że spotkaliśmy się w złych momentach swojego życia i dlatego nie wyszło (chyba miała ta osoba rację), bo uczucie było ogromne. Wiem, że w następnym życiu będziemy sobie pisani :)

Anonimowy pisze...

Widzę że nie jestem sama.Jestem mężatką od 7lat,mam wspanialego męża i córkę.Ale....byłam w związku 4lata, kochałam ,byl całym światem.To On maiał być moim mężem.Kłamstwa zniszczyły ten zwiazek.Widuje go ,mamy wspolnych znajomych.Przez dwa lata go nie widzialam,bylam pewna ze zapomnialam....i pojawił się.Myslę,śnie jestem zazdrosna,spotkanie go na ulicy ,to szybsze bicie serca.Brakuje mi go,wiem że to glupie...ale tak jest.Jak zapomniec,znienawidzić,wymazać z pamięci.Wiem że nie mogę miec wszystkiego...

Anonimowy pisze...

a jednak wspomnienia pala mnie jak slonce, serce ma blizny .... przeszlosci, ide przez zycie zlamana jakas taka nijaka, jakby umarl mi ktos bliski i mialabym ciagle jeszcze po tylu latach zalobe

na zawsze zostanie jakby pokrewna mi dusza .... moim zdaniem na nic nie ma recepty ani na milosc ani na zycie, probuje myslec, ze jest przeznaczenie gdzies tam i tak musi byc ....ukojeniem byloby kompletne zapomnienie, ale jeszcze nikt nie wymyslil takiej pigulki - z polamanym sercem da sie zyc, ale jest trudno, wiec trzeba uwazac, by nie zlamac tego co tak wazne ....

zycie plata figle - tak sie mowi - czy naprawde tak jest ? moim zdaniem to ludzie ignoruja wielka milosc, nie chca rozmawiac, blokuja, nie szukaja rozwiazan, a czasami tesknia za nia przez cale zycie - wszystkim tym ktorzy milosci nie szanuja radze dobrze przemyslec kazdy swoj krok, bo jak widac cierpiacych jest tak wielu , wspominajacych, teskniacych, zlamanych jakby pobitych przez zycie - niepotrzebnie, czasami wystarczyloby troche mniej egoizmu, wiecej rozmowy, moze spacerek do terapeuty, by te milosc zatrzymac i przejsc z nia przez cale zycie :-)

Pozdrawiam tych, ktorzy wiedza o czym pisze

Anonimowy pisze...

Zagłebiwszy się w powyzsze komentarze zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrozumiałam pytanie autora...Ale nie - pytanie brzmi- czy macie jakieś pomysły jak zapomnieć o ex...Zamiast odpowiedzi mnóstwo historii o tym jak pielęgnować w sobie NIEODWZAJEMNIONE uczucie.
Kiedyś przeczytałam w jakiejśc książce zdanie, które zawsze pomagało mi w sytuacji zakończenia związku:"ponieważ poznałam już miłość nowa nie była niemożliwa" . I o to chodzi- żeby dać sobie szansę na NOWĄ miłość. NOWĄ w znaczeniu też "INNĄ" - bez wartościowania na leszą , gorszą , bez porównywania.
Do tego jednak potrzebny jest konatkt z samym sobą oraz autentyczna miłość i szacunek do swojej osoby. Dajmy sobie czas i szansę na poznanie i akceptację samych siebie, zanim wejdziemy w rolę partnera, żony, matki itd...Wtedy możemy wejść w autentyczną relację z drugą osobą i spróbować zobaczyć ją taką jaka jest, a siebie w relacji z nią. Nie jako drugą połówkę - jesteśmy kompletnymi osobami. Jeśli traktujemy partnera jako kogoś kto uzupełni nasze braki patrzymy na niego przez pryzmat naszych oczekiwań,a relacja staje się sumą wymiennych transakcji. Wtedy rozstanie staje się tragedią- wszak ktoś odchodzi i zabiera połowę mnie, gdyż postrzegam siebie jako kogoś kto potrzebuje uzupełnienia.
Przypadek sprawia, że rodzi się uczucie. Różne sytuacje sprawiają , że uczucie się kończy. Mit o jednej i wiecznej miłości jest piękny, ale mało racjonalny. Natura wybiera to, co jest użyteczne i pozwala przetrwać. Inaczej człowiek nie byłby w stanie otrząsnąć się np. po śmierci kogoś bliskiego, a jest to przecież nieuniknione. Jednak po okresie żałoby żyjemy dalej, bo nasz racajonalny umysł podpowiada nam, że nie jesteśmy w stanie przywrócić kogoś do życia. Podobnie w sytuacji rozstania - przestańmy zagłuszać umysł sercem i uwierzmy, że nowe jest możliwe. Zauważmy, że nawet będąc sami możemy spędzić ten czas w dobrym towarzystwie- swoim. Poznać tę osobę, którą jesteśmy, a potem kogoś kogo los na pewno postawi znowu na naszej drodze.

Dodam, że przeżyłam w życiu niejedno rozstanie i znam wszystkie te uczucia rozpaczy, które się z tym wiążą. Aktualnie jestem sama, ale otwarta na to, co się wydarzy. I cieszę się, że dzięki temu miałam okazję poznać wspaniałą(aczkolwiek nie idealną;-)) osobę- czyli siebie:-)
I pamiętajcie "ponieważ poznałam już miłość nowa nie była niemożliwa" - w cięższych przypadkach proponuję wywiesić to sobie nad łóżkiem:-)

Anonimowy pisze...

Nigdy nie zapomnę o swojej pierwszej Miłości. On zawsze ze mną będzie. Wspomnienia wracają, zatracam się w nich. Inaczej nie umiem. To były najpiękniejsze 3 lata mojego życia. Teraz już tylko wegetuję... Minęły już prawie 3 lata od rozstania, a ja wciąż Cię kocham. Głupia. Chyba już zawsze będę żyć przeszłością, dopóki nie wymyślą wspaniałego antybiotyku na zapomnienie...

Anonimowy pisze...

Witam i pozdrawiam z Wrocławia:)
Myślę, że kwintesencją odpowiedzi na pytanie "jak zapomnieć o swoim ex?" jest właśnie przedostatnia odpowiedź czwartek, stycznia 10, 2013 8:52:00 PM
Anonimowy pisze...

""Zagłebiwszy się ..."
To zdecydowania najlepsza i bardzo dojrzała porada, gratuluję autorce dojrzałości i osiągnięcia tego etapu patrzenia na życie i dystansu jaki przejawia:)

Anonimowy pisze...

ja juz ponad dwa lata nie moge zapomniec o mezu.zrobilam najwiekszy blad bo od poczatku sie zalamalam.

Anonimowy pisze...

Witam ,moja sytuacja wygląda następująco : swojego ex poznałam w liceum zakochaliśmy się od razu .Było wspaniale ,w 4 klasie zamieszkaliśmy razem.Żyliśmy ze sobą 13 lat ,nie było póżniej już tak kolorowo,było nawet żle ,jak mawiał " toksyczny związek",były wyzwiska,poniżania,odeszłam miałam dość.To było 3 lata temu,do dziś dnia żyję sama,i nie mogę się pogodzić z tym ,że jego przy mnie już nie ma....boję się zetak juz bedzie do konca.On poukladl sobie zycie,twierdzi ze dzięki temu ze odeszlam otowrzylam mu oczy i ze jest naprawdę szczesliwy .Bardzo cierpię

Anonimowy pisze...

Mnie chłopak rzucił po 3 latach związku. Byliśmy tzw. "parą idealną" i rzeczywiście tak było, wpatrzeni w siebie.... Nagle zaczął się dziwnie zachowywać, olewać mnie,nie odbierac telefonów... Dodam tylko tyle,że opuścił mnie w momencie kiedy najbardziej go potrzebowałam. Mój Tata umierał wtedy na raka, więc mało przebywałam w akademiku gdzie razem mieszkaliśmy. On szybko znalazł sobie nowych znajomych i nagle stwierdził,że jestem za chuda,że za rzadko mówiłam mu,że go kocham, wypominał mi,że czasem wyszłam gdzies bez niego...Ale czy to sa powody do rozstania? Niecałe 2 mies. po tym jak mnie rzycił ,zmarł mój Tata. On nawet nie zapytał przez ten czas czy Tata żyje, czy mi nie pomóc w jakis sposób... Świat zawalił sie podwójnie. Jak mam teraz żyć?

Anonimowy pisze...

Moja historia niewiele różni się od powyższych opisów.2 lata temu poznałam chłopaka zagranicą. Byłam samotna, przestraszona i oparcie znalazłam właśnie w nim. Musieliśmy się rozstać na 6 miesięcy, ale Nasz związek przetrwał. Wróciła i wszystko było w najlepszym porządku, nawet doszłam do momentu w którym przestałam się bać i otworzyłam się na tego człowieka.Miał wiele wad i problemów, ze względu na trudną sytuację w dzieciństwie. Wiedziałam z kim godzę się żyć. Ufałam! Po roku, zdecydowałam się na przeprowadzkę do kraju w którym poznaliśmy się. Zostawiłam wszystkich i wszystko; dla niego, dla tego związku, dla swojego szczęścia. Niestety następnego dnia On zostawił mnie:( w zasadzie bez słowa, Pamiętam jakiś bełkot i dziwne tłumaczenia. W zasadzie do dzisiaj nie otrzymałam odpowiedzi. Niestety najgorsze było przede mną. Zostałam totalnie sama w obcym kraju. Na dodatek razem pracowaliśmy. I cóż musiałam ponieść konsekwencje swoich i jego decyzji.Zostałam zagranicą kolejne 7 miesięcy. Miałam tyle pretensji i żalu. Czułam się wykorzystana i niedoceniona. Kiedy po tym okresie dostrzegłam, że dla niego "nie istnieje", a niestety ja nadal płaczę co wieczór.Po raz kolejny rzuciłam wszystko, prace, mieszkanie, zostawiłam przyjaciół i wyjechałam. Czułam, że tam, przy nim nigdy się od tego uczucia nie uwolnię. Teraz mija miesiąc mojego detoxu i jest na prawdę ciężko. Nadal go kocham i tęsknię, ale musiałam dać sobie szansę na nowy początek. Choć na razie moja sytuacja jest beznadziejna.Chcę wierzyć, że to dobry chłopak,że nie mogłam pomylić się tak bardzo. Chcę mu życzyć powodzenia, ale najbardziej chce zapomnieć i chcę żeby mnie też się w życiu ułożyło i Wam również tego życzę:)

Anonimowy pisze...

hej ja od roku leżę i się nie ruszam powiedzieli mi że jestem pizda i tyyle

http://explode.blog.pl/2013/04/05/pan-m/

Anonimowy pisze...

Edward Stachura
Posłuchaj, porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Poczekaj, porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysiegam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyc się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!

Wszystko nas kształtuje, pokonanie bólu nie jest łatwe ale czas nas z nim oswaja

doświadczona 50+

Anonimowy pisze...

bardzo trudno jest zapomnieć naprawdę, jeśli tą osobę się kochało.

Anonimowy pisze...

To prawda,ze CZAS jest najlepszym lekarstwem na zagojenie ran po rozstaniu.Natomiast często popełniamy błąd.Uważamy,ze najlepszym lekarstwem na owe zranione serce jest nowa znajomośc,fascynacja,zakochanie się.Ok,ale oby to nie było tylko po to, aby zapomnieć.Warto na jakis czas pokochać samotnośc w celu przemyśleń,przygotowania się do przyjęcia nowej energii,a tym samym otworzenia siebie na nowe może jeszcze piękniejsze uczucie...Wierze w przeznaczenie."Miłośc jest jak motyl.Nie ścigaj jej,bo umknie Ci.Usiądz spokojnie,a spłynie na Twoje barki." :) Pozdrawiam. Kati

Anonimowy pisze...

Ja zostałem zraniony na maxa gdy dziewczyna powtarzała mi cały czas że nie może beze mnie żyć i mnie kocha moja miłość do niej wzrastała.Znaliśmy się już długo a gdy zgodziliśmy się oboje na związek zaledwie po 6 dniach ona po prostu całowała się z moim kumplem który jest dla mnie jak brat , nie mam do niego żadnego urazu utrzymuje z nim kontakt dalej i wiem że on całował się z nią specjalnie dlatego żeby mi udowodnić,że ona mnie wgl nie kocha i miał racje.Nie wiem jak o niej zapomnieć bo ją dalej kocham,ale wiem że nikt w życiu bardziej jak ona mnie nie zranił ;c

Anonimowy pisze...

HEJ JA MAM TAKĄ SYTUACJE ZE JA KOCHMA SWOJEGO BYŁEGO A ON MNIE 10 LAT NIE JESTEŚMY RAZEM OBOJHE WZIELIŚMY SLUB Z INNYMI LUDZMI JA MU NIE MÓWIE ZE WCIĄZ GO KOCHAM A ON WCIĄZ PISZE MOŻE DLATEGO NIE UMIEM ZAPOMNIEC

Anonimowy pisze...

Mnie także chłopak zostawił dla innej po ośmiu latach bycia razem, po siedmiu latach mieszkania razem. Na początku nie widziałam sensu życia - było tragicznie ale z pomocą znajomych jakoś z tego wyszłam. Na początku utrzymywałam z nim kontakt - byliśmy znajomymi ale później mnie to przerosło, bo coraz częściej o nim myślałam i coraz bardziej mnie bolało, że jest z inną, aż w końcu poprosiłam go aby się ze mną nie kontaktował i tak też zrobił. Teraz jestem rok po rozstaniu i jeszcze czasem myślę o nim i w oczach pojawiają mi się łzy ale staram się być silna i żyć dalej lecz gdy przychodzi słabszy dzień to wspomnienia wracają. Męczy mnie to już i tak jak w opisanym artykule chciałabym już zapomnieć i zacząć normalnie żyć. Ale tak jak ktoś napisał - zapomnieć największej miłości życia - chyba się nie da...

Anonimowy pisze...

Nie martw się, w przyszłym roku pójdziesz do 1 klasy i znajdziesz sobie nową koleżankę :)

Anonimowy pisze...

DrodzyTowarzysze Niedoli
czytając Wasze wypowiedzi stwierdzam fakt,że każdy z Was na swój sposób jest silny! Naprawdę! Również zaliczam się do osób cierpiących na zespół złamanego serca i przeżywam swojego rodzaju SWOISTĄ ŻAŁOBĘ. Nie będę rozpisywac tutaj swojej historii,powiem tylko,że zazdroszczę Wam takiej siły i wytrwałości.
W moim przypadku aż wstyd się przyznać skończyło się na licznych wizytach u psychiatry,terapii u psychologa,a także na lekach psychotropowych, a później antydepresyjnych . . . A to już 10miesięcy
i jak znaleźć SIŁĘ ?

Anonimowy pisze...

Witam.
Ja chciałbym przedstawić swoje przeżycie z którym nie mogę dać sobie rady.Byłem z narzeczoną prawie 5 lat,wszystko układało się naprawdę pięknie,nic nie zapowiadało rozstania.Byliśmy szczęśliwi i za każdym razem sobie to okazywaliśmy.Praktycznie nie było między nami kłótni,wiadomo jakieś drobne się zdarzały to normalne,ale szybko sobie wyjaśnialiśmy i nasz związek był mocniejszy.Pewnego dnia czego nigdy bym się nie spodziewał,wybuchła na mnie jaki to ja jestem itp itd (Chodzi o to,że często byłem zmęczony,ale jak tu nie być zmęczonym po pracy i szkole zawsze starałem się funkcjonować jak najlepiej ale przychodziły takie godziny,że organizm już po prostu potrzebował snu) nasłuchałem się takich rzeczy na swój temat,że łzy same leciały,a ona? żadnych łez jakby czytała z kartki..We mnie wszystko się rozpadło gdy powiedziała,że nie możemy być już dalej razem..Nie wiedziałem co się dzieje..Chciałem załagodzić wszystko i spokojnie wyjaśnić,ale zostałem wyrzucony jak śmieć..Słowa typu "chcę o Tobie zapomnieć,nie kocham Cię już" nadal są w mojej głowie ;( nie rozumiem jak można zrobić tak z dnia na dzień..Następnego dnia chciałem spokojnie porozmawiać gdy emocje trochę opadły.Powiedziała mi,że chce żyć pełni życiem (również mnie to zabolało,bo nigdy nie zabraniałem jej niczego choć wiadomo swoje zdanie zawsze mówiłem). Walczyłem o to żebyśmy mogli dać sobie szansę,starałem się jak tylko mogłem lecz w jej oczach widziałem,że nic nie działa..tak jakbym wcale nie znał tej osoby.Kilka dni temu dowiedziałem się,że mnie zdradziła z facetem,który mógłby być jej ojcem..(wniosek jeden-pieniądze) Nie mogę sobie z tym poradzić,boli mnie to,że przyszło jej to tak łatwo to zrobić,zapomnieć o tym wszystkim co nas łączyło.Staram się jakoś żyć..Mimo tego co zrobiła wiem,że bym jej wybaczył gdyby chciała wrócić.Każdy zasługuje na 2 szansę jeżeli kogoś się bardzo kocha,niestety jeżeli 1 osoba tylko tego chce,a druga nie to nie ma o czym dosłownie mówić..Dla mnie to szok z którym nie wiem jak sobie radzić

Anonimowy pisze...

Otóz ja tez moge podzielic sie swoja sprawa i doskonale wszystko rozumiem co przezywacie .ja tez miałam momenty ze najcgetniej bym do niego wróciła ale jak przypomne co mi zrobił to poprostu az mnie złosc zbiera i nienawidze go ,bo bylam miloscia jego zycia ,tak do konca mówil ale poleciał na jakas prostaczke ,której sie teraz wstydzi i niech sobie zyje z nia ,Ja nie chce juz nawet zeby mnie po niej dotykał i nie czuje sie winna bo to poprostu stary lajdak .Był starszy odemnie o 10 lat i opiekowałam sie nim jak mogłam ale to typ Casanowy i nie warto bylo tak poswiecac sie jemu teraz to wiem ,Ale cóz tak bywa w zyciu i załuje tylko 12 lat mojego zycia bo stracilam piekne lata ale zyje dalej i zakochał sie we mnie teraz młodszy odemnie o 4 lata i jest super ,Moje uczucie tez do niego wzrasta z kazdym dniem a tamtego drania juz nie chce ,On poprostu nie był mnie wart choc byl tak w miare przez telata ,ale to egocentryk zapatrzony w siebie i kosztem ojca dorobku jakas bezdomna sprowadził do ojca domu i tak zyje z nia jak ze słuzaca ale mnie juz to nie obchodzi bo jest dla mnie draniem i łajza ostatnim,Taki nidy sie nie zmieni a juz 60-tka na kark włazi i do smierci bedzie szukał wrazen choc juz mało co moze ,Powiedzcie sobie wszyscy jak ja -Taka łajza nie jest mnie wart i tyle a reszta sama minie .Czas leczy rany a on stydzi sie nawet mi pokazac bo zniszczył sie i zaniedbał ,Teraz juz bym go nie chciała

Anonimowy pisze...

hm...ja nie wiem jak mam zapomnie o bylym bylam z nim 5 lat kochalismy sie to znaczy ja chyba bardziej bo on mnie bil i wyzywal mnie ..a teraz mam cudownego chlopaka nie ukrywam co tamten mi zrobil...wszystkim o tym mowie ale pewnego razu go nie spodziewanie spotkalam i...tak ajak by do mnie wszystko wrocilo nie wiem...naprawde mam mentlik w glowie nie wiem zupelnie jak mamsobie z tym poradzic jestem w totalnej rozsypce nie wiem moze powinnam ...aj juz sama nie wiem:(

Anonimowy pisze...

Ja byłam z miłością mojego życia 9 lat, od 4 mieszkamy razem a nasz syn ma teraz 3 lata, bywało różnie ale dobrze tak mi się zdawało, ale jemu czegoś brakowało cho mi samej nie było łatwo bo po studiach wychowywałam dziecko a on spełniał się zawodowo , dzięki mnie skończył szkołę poszedł do policji, mieliśmy wspólne plany marzenia, aż zachciało mu się zdradzac, raz wybaczyłam ale jak raz zdradzisz to juz zawsze będziesz tak robic bo nie da się kochac jednej osoby a z drugą sypiac...jak zdradzasz i kończysz to co jest dobra ranisz druga osobę to tak naprawdę sam siebie zdradzasz i sam siebie krzywdzisz...ale wszystko mija tylko musimy sobie powtarzac że to przetrwamy, musimy byc sami dla siebie terapeutami, mie chęc walki o siebie bo tak naprawdę MY jesteśmy najważniejsi, jedyne czego człowiek nie potrafi pokonac to ŚMIERCI, a z resztą sam sobie potrafi poradzic, rano wstając mówcie sobie jestem piękny, madry, wartościowy a ty na mnie nie zasługujesz skoro rozwaliłeś to co było dobre. Ja wierzę że to co czynimy powraca do nas, a ci co nas krzywdzą krzywdę na siebie ściągają...po każdej burzy wstaje słońce po nocy dzień a po naszym cierpieniu przyjdzie ukojenie, który wymaga czasu, on jest tylko naszym wrogiem w tym bólu...tak łatwo stworzyc teraz miłośc przez telefon ,komputer, bo łatwo pisac nie zastanawiając się nad tym co czujemy naprawdę, zdaje nam się że to prawdziwe uczucie a tak naprawdę to tylko głupie słowa, ci co od nas odchodzą zapłacą za to tak czy inaczej i często żałują potem swoich pochopnych decyzji, często wynika to z ludzkiej bezsilności, z traumy dzieciństwa z braku miłości rodzinnej, niszczymy to co kochamy, bo źli jesteśmy z natury ludzkiej...prawdziwą miłośc spotyka się tylko raz w życiu!!!! jeśli ja przepuścimy przez palce to już kolejna taka nam się nie pojawi ale to nie oznacza że żadna nas już nie spotka, dlatego czasem związki z rozsądku są trwalsze bo mniej w nich uczuc ,które nas hamują abyśmy mogli by szczęśliwi....ja myślę że taka właśnie straciłam, nie wiem czy już na zawsze ale wiem ze teraz muszę poznac samą siebie żeby potem z perspektywy czasu pojąc co było nie tak...widując go zawsze będę cierpiała, a kolejnego partnera do niego porównywała bo taka nasza głupia ludzka natura i pewnie nie raz zrobię i powiem mu coś czego będę żałowała ale trzeba to wszystko znieśc z pokorą i wewnętrznym spokojem, wylane łzy trzeba otrzec z policzka i znowu uśmiechnąc się, wyjśc do ludzi, pobawic i życ jakby każda kolejna minuta miała byc ostatnią bo nie wiemy ile nam ich zostało...szczęście zależy tylko od nas samych
dodam tylko że dalej na chwile obecna muszę mieszkac z nim, spac w jednym łóżku i do końca życia już będę miała z nim dziecko, mam nadzieje tylko że jak zostanie sam w pustym domu bez rodzinnego ciepła i śmiechu dziecka to zrozumie że zrobił błąd, ale nawet nie będę wymagała od niego przeprosin bo i tak kare poniesie sam...podobno miłośc to uczucie które, powinniśmy tylko dawac a nic w zamian nie oczekiwac, dlatego jedyna prawdziwa miłośc jest w dzieciach bo one od nas nie wymagaja wielkich słów tylko małych prozaicznych czynów i takiej miłości powinniśmy się uczyc

tym co kochają życzę szczęścia
tym co zdradzają pokory bo kiedyś role mogą się odwróci
a tym co cierpią czasu co przemija i niesie lepsze jutro

Anonimowy pisze...

byłem ze swoja dziewczyna ponad dwa lata kochalismy sie nadal sie kochamy zraniłem ja tym co powiedziałem jej pewnego razu w sumie poniosło mnie i od tamtej pory mnie unika mówi ze kocha ale ze sie boi mineło koło 8 miesiecy spotkałem sie z nią może dwa razy no czasami piszemy w sumie teraz ona pisze do mnie .dowiedziałem sie od niej ze ma chłopaka ale ze nie jest z nim szczesliwa ale boi sie odejsc od niego gdyz on jej pomagał przez ten cały okres.Nie wiem co mam robic to była pierwsza moja milość i chciałbym aby została na zawsze ... czas nie leczy ran czas nie pozwala zapomniec to tylko złudzenie możemy prubowac ale jesli to była ta odpowiednia osoba to naprawde nie zapomnimy o niej nigdy.Ja nie wiem co mam teraz robic byc KOCHAM ja ale nie chce aby była z nim i jednoczesnie zemna :( poradzi ktoś coś ????????????

Anonimowy pisze...

jestem w zupełnie takiej samej sytuacji chodż ostatnio uslyszalam bardzo mądre słowa na ten temat. Mianowicie pragniemy wrócić do tej osoby, wszystko nam ją przypomina, każde miejsce, a nawet gdy słyszymy wypowiadane jego imie wszystko wraca a dzieje się to przez to że ta osoba jest dla nas NIEDOSTEPNA. wszystko się od tego zaczyna, pragniemy tej osoby dlatego ze nie możemy jej osiągnąć.

Anonimowy pisze...

hm . bylam z chlopakiem ktory byl odemnie starszy o 10 lat kiedy pierwszy raz sie spotkalismy to po pierszym spotkaniu zczelismy byc juz ze soba .co bardzo tego zaluje bylismy ze soba 11 miesiecy na pocztku bylo super fajnie sie dogadywalismy rozumielismy sie mial sporo czasu dla mnie . Mieszkal odemnie 50 km i przez 3 miesiace byk u mnie codzienie ale potem nagle cos zaczelo sie zmieniac przyjezdzal juz 2 razy w tygodniu potem raz w tygodniu im dluzej bylismy ze soba tym zadziej przyjezdzal juz nie mial czasu dla mnie ciagle byl mu komputer w glowie gry silownia kiedy wczesniej tez cwiczyl i gral i mial jakos czas dla mnie . zrywal ze mna kiedy chcial a bardzo bylam w nim zadluzona zrywal i wracal . zrywal i wracal i potem bylo tak dosyc czesto . ktoregos dnia juz nie moglam tego wytrzymac i powiedzialam mu ze to wszystko nie ma sensu bo strasznie cierpialam przez niego choc chcialam z nim byc do konca zycia . on mowil ze kocha ze ma plany wobec mnie we wszystko mu wierzylam . w koncu zakonczylismy to razem choc nie moglam sie pogodzic z tym przez pol roku plakalam za nim nie moglam sie pogodzic z tym ze juz go nie zobacze , ale po roku czasu stwierdzilam ze nie byl mnie wart .czas leczy rany dziewczyny ....

Anonimowy pisze...

Ja jestem juz ponad 2 lata po rozstaniu, które zainicjowalam pod wpływem emocji... Każdego dnia o nim myślę, tak bardzo go kocham.. Chciałam zapomnieć, gdy dowiedziałam się, ze on kogoś ma, wyprowadzilam się do innego miasta, jednak życzliwi wciąż mi opowiadają,co u niego.. To tak bardzo boli,oddałabym wszystko,by z nim być.. Zaluje, ze go zostawiłam,miałam wtedy 19 lat, matura, prawko, rozwod rodzicow,nie bylam soba, stresy się skumulowaly i popełniłam błąd.. Wciąż szukam z nim kontaktu,nawet tydzień temu rozmawialiśmy przez tel.. Ale on jest fantastycznym mężczyzna, nie zdradził y swojej obecnej partnerki.. Najgorsze jest to, ze minęły ponad 2 lata od rozstania,a ja myślę o nim przez 90% dnia, od miesiąca mam ten sam sen, ze desperacko się w niego wtulam,mowie mu,jak bardzo go kocham,żeby mnie nie zostawiał,płacze w tym snie i budzę się spodoba,zapłakana,bez chęci do życia... Nie przestane go kochać..

Anonimowy pisze...

Nie jest łatwo zapomnieć o byłym gdy on jeszcze nie daje sie zapomnieć ,wiemy oboje że nie bedziemy ze sobą a jednak zawsze cos staje na drodze i sie spotykamy ,fajnie jest przez chwile a potem znow to samo , bylam nie szczęsliwa męzatką poznalam jego i sie rozwiodłam myślac ze z nim bede ,nie żałuje tego co zrobiłam ale boli mnie sam fakt że sie bardzo mylilam ,dzieli nas różnica wieku a ja czuje jak mi serce peka ,nie chce juz innego za bardzo to boli za bardzo !!! prubowalam na rozne sposoby by zapomniec ale nie moge, gdyby bylo latwe spakowac sie i wyjechac daleko to nawet bym sie nie zastanawiala ale mam dziecko i nie chce dla niego mieszac jeszcze mu w zyciu,milosc jest piekna jesli jest prawdziwie odwzajemniona :( pozdrawiam Monika.P

Anonimowy pisze...

Ja zastanawiam się czy zapomnienie w ogóle jest możliwe? Zdradził mnie ze swoją byłą partnerką a ja go tak kocham i błagałam żeby wróci, prosiłam. Płakałam wiele tygodni i miesięcy. Na początku płakałam wszędzie w autobusie w pracy w domu potem już tylko jak nikt nie widział. Minęły dwa lata. Nie jest lepiej ani trochę. Robiłam wszystko żeby zapomnieć, a wspomnienia ciągle wracają. Co mówił co robił jak mnie dotykał. Nigdy o nim nie zapomnę- straciłam już nadzieje.Wiem, że to mnie niszczy. A co jest najgorsze.. powiedział by tylko jedno słowo a przyjęłabym bez przeprosin i wypominania

Anonimowy pisze...

Milosc jest piekna,cudowna :-) Milosc uskrzydla,dodaje sil,chociazby sie nie jadlo nie pilo mozna miloscia zyc. Z ukochana osoba mozna wszystko przetrwac,doslownie wszystko. Kocha sie pomimo wszystko,pomimo wad i zgrzytow,nawet wtedy gdy ta ukochana osoba zrani,odejdzie...wtedy choc boli jak cholera,dusi i pali w srodku z zalu i tesknoty to czeka sie za chocby jednym smsem,jednym spojrzeniem,gestem.telefonem...wspomnienia nie daja zasnac,pracowac,racjonalnie myslec. Gniew,nienawisc,chec zemsty przeplata sie z tesknota,zalem,pragnieniem i ....wlasnie-nadal miloscia. Czyzbym miala zwariowac? To juz siedem miesiecy. Nie potrafie zapomniec. Milosc silniejsza jest niz czas. Dlaczego mi to zrobiles. Dlaczego rozkochales,przyzwyczailes a potem porzuciles...mnie i swoja krew. To tak bardzo boli. Chciales mnie uratowac a wbiles mi noz w serce. Ja jeszcze zyje bo musze,mam dla kogo ale czuje jakbym byla w agoni...dla mnie byles idealny,dlatego brzydze sie tym ze mnie oszukales,wybrales latwiejsza droge i ja -ale mam nadzieje ze los ci odplaci za kazda lze wylana przez ciebie ,za to ze kiedy cie potrzebowalismy uciekles jak tchorz i uciekasz do tej pory pod skrzydla mamusi i do niej. Oby tesknota za NAMI i wyrzuty sumienia nie pozwolily byc ci szczesliwym. Pomimo tego wierze ze sa faceci ktorzy sa odpowiedzialni,kochani ,ze sa kobiety ktore u swego boku maja tego jedynego:-) ja juz nigdy nie bede do nich nalezec. Trzymajcie sie zlamane serducha!

Anonimowy pisze...

Nie jest łatwo zapomnieć...zwłaszcza, że to ja zakończyłam 6 letni związek który planowaliśmy już przypieczętować ślubem... Zrobiłam największy błąd w swoim życiu. Już chyba 4 lata nie jesteśmy razem a ja do tej pory zastępowałam klina klinem...I wiem, że nie ma już szans mimo, że on nikogo nie ma. Zrobiłabym wszystko jeśli dałby nam szansę. Ale takich szans się nie dostaje a ja nie miałabym odwagi żeby poprosić. I tak się tułałam od faceta do faceta byleby nie być sama...Teraz od pół roku jestem sama.. strasznie mi z tym źle ale uczę się żyć na nowo. Jedyne co mi przeszkadza to pytania ludzi kiedy w końcu się ustatkuję bo w końcu mam już 27 lat...

Anonimowy pisze...

Witam, kiedyś byłam bardzo zakochana w pewnym chłopaku, była to miłość toksyczna, ja bardzo go kochałam, on dawkował mi tę miłość w zależności od humoru, raz najbardziej na świecie, a raz nic.. było to z 7 lat temu...były rozstania, powroty aż w końcu przerwała to zdrada.. zostałam bardzo zraniona, jeszcze intensywnie myślałam o nim po 4 latach, były próby kontaktu itp. i zawsze myślałam że jak zobaczę go na ulicy to padnę przed nim a przed kobiercem nie stanę z żadnym innym facetem - dzięki tej mądrości rozwaliłam wszystkie moje związki po drodze, porównując i coraz bardziej gorzkniejąc i robiąc partnerom tak jak on robił i mi.. aż w końcu poznałam chłopaka, który był wyjątkowy i różnił się od wszystkich dotąd mi poznanych ale ja robiłam tak samo, wykańczałam go, robił dla mnie dosłownie wszystko ale przez moje fochy, moją oziębłość i niedostępność odkochał się po czasie - w sumie byliśmy razem 8 miesięcy, gdzie druga połowa związku to było ranienie się.. jak go utraciłam przez moje zerwania.. zrozumiałam że utraciłam kogoś kogo pokochałam najbardziej na świecie, po wielu miesiącach pękło we mnie wszystko, zrozumiałam jak bardzo się zakleszczyłam przez jednego złamasa w którym się zakochałam gdy byłam gówniarą, jak bardzo zgorzkniałam i przestałam wierzyć w miłość.. Minęło pół roku, spróbowałam zawalczyć o tę miłość ale on już o mnie zapomniał na zawsze, nie wierzy mi i nie chce ze mną być, za bardzo go zraniłam.. Wiem że go będę kochać przez najbliższe 100 lat i winię tylko siebie. nawet nie chcę zaczynać już nic nowego - bo wiem z doświadczenia czym to się kończy. Poza tym żadne randki, spotkania na krótką metę z adoratorami nie pomogły a pogorszyły mój stan.. Czuję, że go bardzo zraniłam tak mocno jak kiedyś ktoś zranił mnie i w ten sam sposób - że przestał chyba wierzyć w miłość.. Nie znajduje ukojenia a muszę dać mu kompletnie spokój bo wiem że tego sobie właśnie życzy, mimo że nasze drogi będą się jeszcze w życiu codziennym krzyżować..

Anonimowy pisze...

To nie milosc. To obsesja na punkcie milosci i drugiej osoby.

Anonimowy pisze...

To nie milosc. To obsesja na punkcie milosci i drugiej osoby.

Anonimowy pisze...

doskonale to rozumie mam to samo tylko co dalej ??? jak z tym żyć?!

Anonimowy pisze...

Nie musi akurat być tu obsesja raczej w końcu do kogoś tu dotarło co się straciło mimo że minęły lata.

I to jest szok.

Ze mną partnerka zerwała kończąc naszą miłość wymowkami bo cos tam i nara. Niby koleżanki ważne życie na pokaz że niby teraz jej dobrze będąc samej. O związek walczylem ja mimo ze ona nie dawała mi szans żadnych czułem ze taka jest moja rola i mój obowiązek. Kochalem ja bardzo to była ta jedyna w moim życiu, uczucie połączyło nas silnie, odległość oddaliła i zazdrość partnerki choć ja nigdy nie dalem jej ku temu powodu ona sobie po prostu wmawiala rożne głupoty i czasami naprawdę za to obrywalem i było mi strasznie przykro bo kochalem ja bardzo i nigdy bym nie zdradził kogos kto był moim całym światem. Mimo ze mieliśmy być silni w niej cos się wypalilo. Ja przez pryzmat miłości i wspomnień walczylem jak mogłem mimo ze dostawalem tylko pogardę z jej strony. Od jakiegoś czasu może miesiąc juz minął odpuscilem calkowicie ona żyje z myślą ze mam ja gdzies ale prawda jest całkiem inna. Nie będę jej przecież pisał po tym jak mi napisała ze mnie nie kocha dlatego nie che ze mną pisać a ja po tak długim czasie nadal cos do niej czuje i będę jej o tym mówił a ona będzie mieć to gdzieś. Powiedziałem sobie dość w końcu dość nie będę latał jak piesek na smyczy i nie będę dawal satysfakcji jej w ten sposób. Kazała mi znikać wiec to zrobiłem mimo ze miłość była nasza bardzo silna i namietna. Mieliśmy ze sobą nie pisać bo ona w ten sposób chce abym wstał na nogi. Nie pisalem od jakiegos czasu chyba do niej doszło ze odpuscilem wiec ona zaczeła pisać i po co to robi ? By mi siebie przypomnieć ? A niby miała pomoc mi wstać bo mam o niej zapomniec.

Jeżeli jedna ze stron się gubi, gubi się cały związek. Po czasie ex chcą powrotu gdy męczy ich samotność i każdy kto kochal szczerze pozwala wrócić i wtedy nie ma to sensu. Po mimo tego ze kocham była nadal nie dam jej szans powrotu bo nic się nie nauczy z tego. Wiec niech szuka drugiej połówki która zaakceptuje ja tak jak ja i zatroszczył się o nią. Mi mówiła ze jestem całym jej światem ze jestem inny wyjątkowy. Planowanie wspólnej przyszłości dzieci dom ślub po co to ktoś mówi a potem kopie Cie i wyrzuca jak psa na ulice ?

Tu większość wpada w silne pogrywki partnerów i partnerek. Jednak żadne z was nie może winic siebie za to ze partner lub partnerka odeszła mimo ze nie było patologii a sama miłość i zrozumienie. Tak jak u mnie w związku. Po czasie kiedy naprawdę odchodzisz do połówki dochodzi to co stracila.
Powroty tego nie uczą wręcz utwierdzaja ze jakkolwiek nie będziemy się traktować zawsze będziesz nie na tym polega życie. Trzeba odejść by ta osoba nauczyła się doceniać ludzi i ich uczucia. Nikt tu nie jest zabawka. Każdy z nas ma własne uczucia i nie pozwalajcie sobą manipulować. Głowa do gory stać nas na kogoś kto będzie nas kochał 100%.

Anonimowy pisze...

odnosząc się do swojego postu z dn. czwartek, czerwca 19, 2014 3:55:00 PM - chciałabym stwierdzić że to nie jest toksyczna miłość a właśnie świadomość jakie błędy popełniłam, czasem dojrzewamy w późnym wieku.. do anonima który walczy o dziewczynę, ja po ostatnim spotkaniu podjęłam koleją próbę. Mimo że wcześniej otrzymałam pogardę z jego strony, to tym razem zainicjowałam spotkanie i zgodził się on na nie dobrowolnie. Spotkanie było bardzo miłe i spokojne, co więcej w powietrzu wisiały uczucia i to duże ku mojemu zaskoczeniu.. koniec spotkania nie przyniósł jednak dla mnie niczego dobrego a znowu strach i jego ucieczkę. Z jednej strony czuję że on się na mnie mści na swój sposób. tym bardziej że umawiałam się szybko po rozstaniu z innymi, a z drugiej mam wrażenie że wybacza i cały ten okres moich starań przynosi jakiś zaskakujący dla mnie rezultat. Dlatego też nie wiem czy dalej się starać czy odpuścić, widzę zmianę ale nie wiem czy jest sens mieć nadzieję. Zranione serce chyba niełatwo będzie odzyskać .. i brakuje mi silnej woli by przeczekać i zamilknąć tak jak TY anonimie z sobota, czerwca 28, 2014 6:22:00 PM

Anonimowy pisze...

i jeszcze napomknę iż słyszę to samo, że mnie nie kocha, że teraz wyjedzie na jakiś czas to mi przejdzie, że ja znajdę innego i ciągłe zniechęcanie oraz przekonywanie że brak kontaktu będzie najlepszym rozwiązaniem, mimo że ja widzę to inaczej i jak dla mnie dojrzała rozmowa to najlepsze rozwiązanie - słowa jedno, spojrzenia i gesty mówią mi coś wręcz przeciwnego. zastanawiam się teraz tym bardziej nad wszystkim, bo nie dawno nie było mowy o spotkaniu więc coś się zmienia. zastanawiam się po jakim czasie odpuścić i czy ta walka ma sens.. część powie że tak część że nie. póki żyjemy wszystko się może zdarzyć ... on chce być sam i nie myśli o żadnym związku, ja nie chcę mieć związku byle być w związku tylko chce się zestarzeć przy jego boku i wiem że on kiedyś chciał tego samego i planował ze mną poważne rzeczy.. czas pokaże

Anonimowy pisze...

Tu anonim z sobota, czerwca 28, 2014 6:22 PM

Moja była ma dokładnie tak samo wieczne wymowki, złość, pretensje nawet kiedy nie jesteśmy juz razem. Znam ją na tyle dobrze że wiem kiedy jest zła i nie wcisnie mi kitu że ona się po prostu zmieniła bo ma rodzinne problemy.
Jeżeli związek ma trwać tylko do tego czasu póki nie ma problemów to po co taki związek ?
Mi tez zależało na szczerej i dorosłej rozmowie ale druga strona miała to po prostu gdzieś wiec ja juz nie nalegalem odpuscilem . Nie szukam dziewczyny pierwszej lepszej bo taka może mieć każdy , szukam tej co ma w sobie to cos. Ona to miała i błyskawicznie zajęła swoją osoba cale moje serce, byłem tylko dla niej. A jednak odeszła. Niby tez chce być sama itd. Nie mam sil o nią walczyć kiedy był na to czas to walczylem, zaraz po rozstaniu latalem za nią jak szalony bo wiedziałem co trace a ona była moim oczkiem w glowie , rzucilem dla niej cały swój świat by być tylko jej i ona rzuciła mnie. Teraz mimo ze sam, ukladam to co z tego wszystkiego zostalo. Ja zadalem sobie tylko jedno pytanie - skoro tak łatwo mnie rzuciła to zrobi to drugi raz. Niektóre osoby boja się związków , są póki nie jest on poważny a jak juz jest zbyt poważnie nagle uciekają. I takie osoby uciekają do końca życia. Nie chce takiej żony która mnie za jakis czas znów rzuci a ja nie chce żyć w strachu i obawie ze znowu to zrobi.

Kiedy byłem przy niej wszystko było w jak najlepszym porządku kiedy musialem wyjeżdżać nagle stawała się strasznie inna zimna, wieczne pretensje, kontrolowanie gdzie jestem z kim jestem w pracy ciągle telefony ze nie mam dla niej czasu. Martwilo mnie jej zachowanie i kiedy chciałem o tym z nią rozmawiać czego ona się panicznie tak boi usłyszałem tylko tyle ze 'boje się ze cie strace" i cały czas to powtarzala.
Nie wiem czy to juz chorobliwa zazdrość u niej była. Dostawalem za cos czego nie zrobiłem ciężko było mi słuchać oskarżeń kiedy człowiek jest czysty, wtedy zauwazylem ze ona sobie cos wmowila, tworzyła w głowie jakieś historie i obrywalem za to, to było przykre. Skoro była do tego zdolna, to chyba mnie nie znała, nie widziala mnie kim naprawdę jestem i byłem, widziała mnie takiego jakiego sobie mnie wmowila do głowy. Może kiedyś to zauważy co zrobiła i co zniszczyła.

Anonimowy pisze...

No właśnie w tym związku to ja byłam zołzą on jedynie stracił pewność siebie przeze mnie i zaczął być zazdrosny w sposób taki ze mnie sprawdzał i mi nie ufał jakby czekał tylko ze spełni się jego wyobrażenie o zdradzie.. Ja go kocham walczę bo widzę jak się na mnie patrzy ale co to da skoro on jest pewny ze powinien być sam?

Anonimowy pisze...

Nie wiem co mam Ci poradzić bo sam żyje jak piąte koło u wozu. Niby człowiek jest silny ale jak się kogoś kocha za wady i zalety to tylko czeka aż ta osoba powie tych kilka słów które tak bardzo chcesz usłyszeć i lecisz do niej. Tu trzeba naprawdę głęboko się zastanowić. Jeżeli jemu zależy tak jak i Tobie warto próbować jeżeli tylko Tobie to odpuść. On w ten sposób pokazuje Ci co straciłaś, czego w nim nie doceniłaś. To jest teraz czas twojego sumienia. Dokładnie bym zrobił to swojej byłej. By wyciągnęła konsekwencje ze swojego zachowania.

Anonimowy pisze...

Ale czas też nie jest przyjacielem. Czas gasi te uczucie w nas. Ja nie jestem w stanie u siebie też niczego przyspieszyć. Wiem że ludzie się gubią a zwłaszcza kobiety bo rozmyslacie nad wszystkim robiąc w głowie sobie metlik i po co ? Skoro płaci się później najwyższa cenę.
Ja oddaliłem się od byłej ale to nie znaczy że zapomniałem.

Anonimowy pisze...

Wiem, że mnie kochał ogromnie i mimo kilku związków nigdy nikt mnie tak nie kochał i ja tego byłam pewna. Poza tym po jego spojrzeniach czuję że kocha nadal ale mówi przeciwnie bo boi się piekielnie znowu przechodzić zranienie - tak myślę. Dlatego pytanie czy dalej się starać - ja się bardzo zmieniłam co staram się jemu udowodnić ale nie chcę się narzucać, to narzucanie trwa dopiero krótki czas i przyniosło niewielką zmianę.. ale wcześniej był totalny brak kontaktu. Do niego dopiero dociera że się odzywam..

Anonimowy pisze...

Wiesz tu teraz cała twoja sztuka w odzyskaniu jego zaufania, fakt może się bać bo mocno go zraniłaś wiec jest nieufny. Kochać może Cie nadal ale on czeka teraz na Twoje ruchy. Tak jak mocno go zraniłaś tak mocno o niego walcz jedno masz życie :) wiec walcz. On będzie trzymał dystans ale w końcu go złamiesz. Patrzy na ile jesteś w stanie o niego walczyć, jak szybko się poddasz pomyśli że to była tylko chwila. Cierpliwości do samej siebie Ci życzę. Nie myśl co dalej idź tak jak idziesz w końcu złapie Cie za rękę. To wrażliwy facet tak jak ja po czasie facet daje szanse. Tylko nie zepsuj tego drugi raz bo więcej go juz nie odzyskasz.

Anonimowy pisze...

Dziękuję za radę.. Tez mam wrażenie ze on kocha ale boi się zranienia. Mimo tego dał się zbliżyć do siebie teraz bardzo. Sama byłam zaskoczona. on boi się ze to moja chwilowa fanaberia stąd powtarza ze taka dziewczyna jak ja nie będzie długo sama i ze zaraz kogoś znajdę.. A ja chcę mu udowodnić właśnie ze to ten jedyny.. Tylko boję się że on mówi na poważnie
moje serce i intuicja mówią ze on bardzo cierpi przeze mnie a ja tego nie chce mimo to wysmial mnie pare razy i zakpil a teraz jest już inny delikatniejszy znowu

Anonimowy pisze...

nie będę udawać, boję się sparzyć i tego że on nie wróci mimo starań..

Anonimowy pisze...

Po 6 latach bycia razem i zaręczynach, dostałem pierścionek z powrotem.
Narzeczona zakochała się w koledze z pracy. Na początku mówiła mi o wszystkim -że kolega się zauroczył, wysyłał coraz więcej smsów. Powiedziałem, żeby z nim pogadała i przerwała tę sytuację. I niby przestał smsować,ale ciągle podejrzewałem, że coś się dzieje, dziewczyna mi już o niczym nie mówiła, a ja pogrążałem się w domysłach, zamiast zająć się sprawami ślubu i zdarzało się, że byłem przykry.
Narzeczona coraz częściej spotykała się z "koleżankami" na mieście, coraz częściej zostawała dłużej w pracy. Już nie miałem wątpliwości, chociaż ona zaprzeczała. I generalnie unikała tematu, mówiąc tylko,
że się rozminęliśmy, że mamy różne charaktery itd.

W wakacje pojechaliśmy na upragniony urlop. Ciągle wysyłała smsy i
nie odstępowała telefonu, sądząc pewnie, że niczego nie widzę. Fakt, udawałem,
mając nadzieję, że jakoś się poukłada. Walczyłem. I myślałem, że jest
lepiej. Nadzieję straciłem, kiedy wylądowaliśmy na lotnisku i pierwsze co
zrobiła dziewczyna, to zameldowała się smsowo u kolegi.
Jeszcze miesiąc byliśmy razem, potem dostałem pierścionek i dziewczyna
wyprowadziła się.
Trudno się pozbierać, bo najgorzej
jest dostać cios od osoby, od której się go najmniej spodziewasz. To nokaut.

Czasem jest lepiej, czasem gorzej, spotykam się z innymi, ale ciągle to nie to.
Nic już nie jest takie samo, po prostu.
A kontakt z ex najlepiej urwać, bo utrzymywanie go to tylko jątrzenie rany.

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...