czwartek, 8 maja 2008

Yes, yes, yes !!!

Jak zostało obiecane - na scenę wchodzi teraz orgazm, zwłaszcza kobiecy. Jest to temat stary jak świat. “Stary jak świat” oznacza po prostu, że zajmowali się nim już starożytni filozofowie. I choć takie persony jak Arystoteles czy Hipokrates określili go jako nieodłączny składnik udanego poczęcia nowego życia, teraz ta definicja, jak to mówią, trąci myszką.


Późniejszy myśliciele również próbowali ugryźć ten temat z różnych stron. W 1967 roku, niejaki Desmond Morris przedstawił teorię, jakoby orgazm był sposobem na zmęczenie kobiety, by ta ułożyła się na plecach - pozycji zwiększającej szanse zapłodnienia. Była to teza dość… ciekawa. Bardziej biologicznie próbowali wyjaśnić orgazm Robin Baker i Mark Bellis w roku 1993. Według nich, orgazm powoduje skurcze macicy, które z kolei pomagają plemnikom wędrówkę. Ten pogląd, mimo dość sporych niedociągnięć statystycznych (np. ponad 70% danych potwierdzających hipotezę autorów było ściągnięte tylko z jednego przypadku kobiety), trzymał się twardo przez 12 lat. Do czasów Prof. Elisabeth A. Lloyd.

Ta pani biolog, zajmująca się zagadnieniami ewolucji, wychodzi z całkiem innym założeniem kobiecego orgazmu, jako biologicznie całkowicie niepotrzebnego prezentu od dobrej matki natury. Bo jeśli orgazm pomagałby w zapłodnieniu, jego jakość i ilość musiałaby korelować z okresami płodności kobiety. Już słynny raport Kinsey’a pokazał, że jest zupełnie inaczej. Wiek najbardziej u kobiet płodny, jest równocześnie wiekiem z największym odsetkiem przypadków anorgazmii, niemożności przeżycia tego emocjonalnego wzburzenia. Dodatkowo orgazm u kobiet zachodzi szybciej w wyniku autostymulacji - jak ma się to niby odnosić do jego ewolucyjnej funkcji? Jak widać nikt nie chce przyjąć prostego wyjaśnienia, że orgazm ma po prostu również kobietę zachęcać do współżycia. W końcu im więcej seksu tym więcej małych i rozrabiających homo sapiens.


Trzeba tutaj też przedstawić bardzo prawdopodobne wytłumaczenie kobiecego orgazmu autorstwa Donalda Symonsa (autorstwa wytłumaczenia, nie orgazmu :>). Mężczyźni mają sutki, bo są one pozostałością po naszym życiu płodowym - w końcu każdy z nas na początku był kobietą. Im są one potrzebne do karmienia niemowlaków, nam zostały niejako dostarczone jako nieprzydatny bonus. Tak samo z łechtaczką - zbudowana z tej samej tkanki czuciowej co penis, jest po prostu gratisem dla kobiet. I co jak co - one chyba na tym lepiej wyszły…

Badania z 2005 roku głaszczą jednak za uchem tak skołowaną tym wszystkim ewolucję. Cecha podatności na przeżywanie orgazmu okazała się w dużym stopniu zależna genetycznie. Musi więc istnieć dla tego kobiecego przeżycia jakieś naturalno-selekcyjne wytłumaczenie. Prawdopodobne wydaje się tutaj określenie orgazmu jako sposobu odsiewu nieumiejętnych kochanków, na rzecz jurnych, umiejących zaspokoić kobietę (a później całą rodzinę (Ale już nie seksualnie :>)).

Ale jak to jest neurochemicznie z tym orgazmem? O dziwo, u kobiet za to miłosne uniesienie odpowiada testosteron. Kobiety, które eksperymentalnie przyjmowały ten hormon, miały większe libido, częściej fantazjowały, częściej się kochały i częściej masturbowały. O większe dziwo, kobiety przyjmujące w tym samym czasie placebo, nie różniły się zbytnio od grupy z testosteronem… Również dopamina zdaje się tutaj grać dużą rolę - ta sama która odpowiada w dużej mierze za kokainowy rausz i uczucie zakochania, omawiane poprzednio. Zależnie od płci jednak, jest ów neuroprzekaźnik uwalniany w innych miejscach - u kobiet jest to półleżące jądro przodomózgowia, u mężczyzn - ciekawie brzmiące okolice brzusznego pola nakrywki, które to pole zwane jest także układem nagrody.

Stuart Meloy, chirurg z Piedmont Anesthesia and pain Consultans w Winston-Salem w Karolinie Północnej kobiecy orgazm ujął z bardziej praktycznej strony. Stworzył on implant, który po wszczepieniu w rdzeń kręgowy na wysokości pasa danej przedstawicielki płci pięknej, stymuluje u niej miłosne podniety. Podobny do kontrolera gier wideo pilot umożliwia kontrolowanie nasilenia i częstości impulsów. Te indukowane sztucznie przeżycia są mocno realne - przynajmniej ochotniczki eksperymentu nie narzekają :> To jest dopiero wibrator XXI wieku :>

Twórcą tego tekstu jest Jędrzej Kamiński i został on pobrany za zgodą autora ze strony neurotyk.net

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dobry tekst :)

Anonimowy pisze...

"Trzeba tutaj też przedstawić bardzo prawdopodobne wytłumaczenie kobiecego orgazmu autorstwa Donalda Symonsa (autorstwa wytłumaczenia, nie orgazmu :>). Mężczyźni mają sutki, bo są one pozostałością po naszym życiu płodowym - w końcu każdy z nas na początku był kobietą. Im są one potrzebne do karmienia niemowlaków, nam zostały niejako dostarczone jako nieprzydatny bonus. Tak samo z łechtaczką - zbudowana z tej samej tkanki czuciowej co penis, jest po prostu gratisem dla kobiet. I co jak co - one chyba na tym lepiej wyszły…"

Ta... rzeczywiście bardzo dobre wytłumaczenie :/ Jednak jestem za opcją, że płód nie ma jeszcze płci. Może Ci, co w niektórych kulturach wycinają kobietom łechtaczki, naczytali się teorii tego pana. Szkoda, że przy okazji sobie sutków nie odcinają.

Anonimowy pisze...

ludzkosc moglaby przetrwac nawet bez mezczyzn, co dzisiaj ze wzgledu na wysoki rozwoj techniki itd. mnie nie dziwi, ale czym bylby taki swiat...;-) to by bylo smutne gdyby mezczyzne mozna bylo ogladac tylko w zoo jako wymierajacy gatunek, wiec nie bojcie sie chlopcy. jakby co to ja w awaryjnej sytuacji zorganizuje jakis marsz protestacyjny;-)

Anonimowy pisze...

E tam marsz protestacyjny, lepiej organizowac cykliczna impreze akcji pod patronatem 'przedluzamy gatunek'

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...