czwartek, 22 maja 2008

Co byś zrobił, gdyby jutro miał skończyć się świat?

Czasem mam wrażenie, że nasz stosunek do czasu jest bardzo dziwny. Z jednej strony ciągle nam się gdzieś spieszy, patrzymy nerwowo na zegarek, minuty dyktują nam co mamy w danej chwili robić. Jesteśmy też niecierpliwi, chcemy wszystko już, teraz, od razu, zapominając, że czasem trzeba dać pewnym sprawom czas. Z drugiej strony marnujemy czas, który mamy na tym pięknym świecie. Marnujemy go na nieistotne rzeczy, czekając, aż coś ważnego w końcu samo się wydarzy.


Wahamy się podejmując decyzje, nie potrafiąc wybrać tego, co jest z nami najbardziej zgodne. Wszystko sprowadza się chyba do kwestii tego, jakiego rodzaju rzeczy nas zajmują. Bo zauważcie, że najczęściej spieszymy się z nieistotnymi bzdurami i spieszymy się, bo tak trzeba, a nie dlatego, że tak chcemy.

Ile razy powtarzałeś - jak zrobię to, czy tamto, zajmę się sobą? Jak skończę studia, zajmę się czymś pasjonującym. Jak osiągnę coś w życiu, będę szczęśliwy. Po co stawiać sobie tego rodzaju warunki i przeszkody, żeby żyć pełnią już teraz? Niczego Ci nie brakuje by być szczęśliwym, bo szczęście jest w Tobie.

Kiedyś próbowałam zrobić doktorat. Złapałam się pewnego razu na takiej oto myśli: “Zrobię doktorat z tematu X, bo jest on najbardziej zgodny z tym, co robi prof. Y, a dobrze mi się z nią pracuje, poza tym będę miała mnóstwo korzyści z takiego układu. A jak już zrobię ten dr zajmę się tymi dziedzinami, na które będę miała ochotę.” Cóż za absurdalny pomysł! Dlaczego robić to, co się lubi dopiero, gdy się spełni czyjeś oczekiwania? Na szczęście zaczęłam jednak szukać tego, co mnie naprawdę interesuje. Wcale nie jest mi przez to łatwiej z praktycznego puntu widzenia, ale przynajmniej wiem, że robię coś z siebie a nie po to, by spełnić czyjeś oczekiwania.

Ile razy powtarzałaś - jak znajdę partnera i stworzę udany związek, będę szczęśliwa? Dlaczego czekać? A czy będąc nieszczęśliwą będzie Ci łatwiej stworzyć coś szczęśliwego? Czekasz, aż coś się zmieni, przyjdzie ktoś, kto odmieni Twój świat na lepsze. Tylko że uzależniając swoje szczęście od czegoś zewnętrznego, czegoś co nie jest w Tobie, narażasz się na wielki ból i cierpienie. Bo wszystko co zewnętrzne może przeminąć. A to, co w Tobie, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

A jak już przychodzi do nas coś dobrego, to nie potrafimy się w tym do końcazanurzyć, bo gdzieś tam czai się lęk, że to się może kiedyś skończyć. Zastanawiamy się więc co zrobić, żeby tego nie stracić. Stajemy się ostrożni, kalkulujemy, zamiast po prostu przeżywać i doświadczać, słuchając swojego serca, a nie racjonalnego umysłu. Pojawiają się kolejne ograniczenia, idee i pomysły na to, co się powinno zrobić i co się powinno zadziać. Znów na coś czekamy, zamiast działać zgodnie ze swoim wnętrzem.

Pomyśl, co by było, gdybyś się dowiedział, że jutro będzie koniec świata. Albo, że jutro umrzesz. Niektórzy muszą faktycznie przejść przez takie doświadczenie, by w końcu przestać marnować czas na rzeczy nieistotne. Ale do nich nic wcześniej nie docierało. Może warto zrobić taki eksperyment już teraz?

Co byś zrobił dziś, wiedząc, że jutra już nie będzie? Usiądź w spokoju i stwórz taką listę. A potem zrób JEDNĄ z tych rzeczy, jedna wystarczy by poczuć jak to jest, jak robi się coś ważnego. Możesz też dopisać rzeczy do zrobienia w ciągu tygodnia, miesiąca, roku - i zacznij realizację jednego z tych pomysłów. Niech to będzie lista rzeczy najważniejszych, marzeń, potrzeb, tego co wypływa z Twojego serca i jest tylko i wyłącznie Twoje. Zachowaj tę listę i wracaj do niej co jakiś czas, by nie dać się znów otumanić sprawom mało istotnym.

Może chcesz powiedzieć komuś, że jest dla Ciebie ważny? Może chcesz pójść sama na spacer do lasu? Może chcesz zrobić pierwszy krok w realizacji jakiegoś projektu marzeń? Może chcesz powiedzieć komuś, że go kochasz? Może chcesz zacząć pisać książkę? Możliwości jest wiele, wystarczy posłuchać siebie…

Autorka artykułu:
Joanna Boj


Tekst pochodzi ze strony PozaSchematy.pl i został opublikowany za zgodą autorki.

8 komentarzy:

eza pisze...

Bardzo optymistyczny tekst. Słuchać siebie żyjąc wśród innych ludzi - da się tak? Przeczytałam gdzieś że całe nasze życie składa się z czekania - na coś, na kogoś, na wakacje, na święta, na odpowiednią porę - a ta zwykle nigdy nie nadchodzi. Tracimy masę czasu oczekując, zamiast żyć "tu i teraz". Co bym zrobiła, gdyby jutro miał skończyć się świat - poczułabym się WOLNA i może tylko trochę smutno by mi było, że z pewnymi sprawami czekałam zbyt długo myśląc że wydarzą się same...

Wojciech Diechtiar pisze...

Piękne narzędzie daje nam do ręki Carlos Castaneda w cyklu swoich książek Nauki Don Juana. Chodzi o świadomość śmierci.

Jeśli wyciągniesz lewą rękę w bok i skupisz się na odczuciach w dłoni, poruszając nią lekko w górę i dół, z boku na bok... poczujesz jakby pole energii. To Twoja Śmierć. Czeka na Ciebie. Zetnie Cię w najmniej oczekiwanym momencie, może już dzisiaj.

Nie masz czasu na pierdoły.

Śmierć może stać się Twoim największym przyjacielem, który zawsze podpowie Ci, czy to co robisz ma jakąś wartość. Wykorzystaj ten dar, żeby żyć na 100% z godziny na godzinę. Ponieważ to może być Twoja ostatnia godzina.

Ściskam!
Wojciech Diechtiar
autor bloga Sekret Życia w Obfitości

Psychika.net pisze...

Muszę powiedzieć panie Wojciechu, że wg mnie Pana słowa są trochę zbyt... mocne. Myślę, że autorce tego artykułu nie do końca chodziło o to, aby zacząć bać się śmierci i aby mówić o niej w taki sposób jak Pan mówi. Nie możemy przecież żyć w ustawicznym lęku, że za godzinę może nas nie być. To nie byłoby zdrowe. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za pozostawienie komentarza:) Marcin

Psychika.net pisze...

DO EZY:

Tobie Eza również dziękuję za regularne wypowiadanie się na blogu:)
Nic tak nie cieszy jak świadomość, że moja praca jako autora bloga jest przez Ciebie doceniana. Największą nagrodą dla mnie jest zarówno moja jak i Twoja osobista refleksja.
Za każdym razem przed publikacją notki zastanawiam się, jak może ona wpłynąć na Czytelników.
Eza, dzięki temu, że się wypowiadasz - wiem że nie przechodzisz koło nich obojętnie, że jesteś aktywna w swoich poszukiwaniach. Życzę wszystkiego dobrego:)

PS. DO WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW:

Jutro nieco lżejsza notka, aczkolwiek równie interesująca i sKłaniająca do zastanowienia się nad tym czy wygląd jest ważny... No właśnie:)
Nie zdradzę szczegółów ale powiem że publikacja notki jest zaplanowana na godzinę 00:01 - to tak dla niecierpliwych:)

Katarzyna pisze...

Zgadzam się z Joanną, że warto uwolnić się od przeświadczenia, że "teraz jeszcze nie jest ta chwila, kiedyś (kiedy?) nadejdzie właściwy moment na coś autentycznego". Zadręczanie się tego typu myślami może być męczące.
Mam jednak wrażenie, że z jednej pułapki można wpaść od razu w drugą. Szantażowanie samego siebie wizją śmierci i koniecznością zrobienia czegoś niesamowitego (dla kogo, po co, czemu?) także okaże się frustrujące.A co jeśli nie ma potrzeb wypływających prosto z serca? Hę?
Myślę, że poczucie niespełnienia w rozsądnych granicach dodaje życiu pewnej melancholii bez której niektórzy nie mogą się obyć.

Joanna pisze...

Zdecydowanie nie jestem za tym, żeby bać się śmierci, ani za tym, by obsesyjnie szukać czegoś niesamowitego do zrobienia (zresztą, ludzie najczęściej mówią, że zrobiliby coś prostego, na co zwykle "brakuje czasu" albo coś ważnego - ale nie niesamowitego). Z kolei to, o czym pisze WOjtek nie jest wzbudzaniem lęku przed śmiercią, a raczej oswojeniem się z myślą, że ona istnieje. I może być przyjacielem, jak mówi Castanieda. Świadomość tego, że możemy umrzeć, możę być - wbrew pozorom -bardzo uwalniająca.
pozdrawiam wszystkich i dziękuję za komentarze.

Anonimowy pisze...

Zazdroszcze człowiekowi który ze świadomością , że jutro kończy się świat nie zrobiłby nic nadzwyczajnego.. po prostu.. wrócić z pracy, przytulić dzieci , ucałować żonę.. zjeść obiad... położyć się spać w oczekiwaniu na jutro któro niegdy nie nadejdzie.. to piękne. Bo po co w pośpiechu robić sto rzeczy: jechac do Las Vegas, upiś się , zwiedzić Meksyk.. to wszystko w jeden dzień? w pośpiechu w tym ostatnim dniu nie byłoby nic pięknego tylko ślepa pogoń za wewnętrznym dosyceniem , do świadomości ,ze w życiu zrobiliśmy wszystko.

zniechecony pisze...

Mój świat może się skoczyć każdego dnia. Więc tak po części, to co robię może być tym ostatnim w życiu. Dlatego też nie ruszają mnie przepowiednie o końcu świata. Żyję tak aby każdego dnia kłaść się z wiarą, że nie zmarnowałem czasu.
A gdybym miał pewność, że jutro nie nadejdzie, położyłbym się wcześniej, aby w końcu odespać te nieprzespane noce przy dzieciach :)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...