poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Efekt Mozarta

Muzyka jest nieodłączną towarzyszką ludzkości. Zrodzona z plemiennych tańców, mająca na początku formę prostego wybijania rytmu, ewoluowała w koncerty Chopina czy tabulatury Black Sabbath. Codziennie miliony młodych ludzi bawią się przy dyskotekowych światłach i stałej częstotliwości wybijania basowych dźwięków. “Muzyka łagodzi obyczaje” - głosi przysłowie. Lecz jak jeszcze działa ona na nasz mózg?


Centrum medyczne Wake Forest University i Uniwersytet Północnej Karoliny - naukowcy z tych dwóch placówek podjęli się sprawdzenia, jak odbiór dźwięków wpływa na procesy uwagi. 20 muzyków i 20 nie muzyków zostało posadzonych na leżance w aparacie do przeprowadzania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Musieli oni, usłyszawszy po sobie dwa dźwięki, powiedzieć, który był odtworzony wcześniej. Niby proste, lecz odstęp pomiędzy nutami wyznaczany był w tysięcznych sekundy. W miarę gdy zadanie stawało się coraz trudniejsze, neuronaukowcy zauważyli zwiększenie aktywności obszarów związanych ze słuchem - to naturalne - lecz też zmniejszenie aktywności w płacie potylicznym, odpowiedzialnym za przetwarzanie bodźców wzrokowych. Badacze porównali to wręcz do neurologicznego zamknięcia oczu. Muzycy w mniejszym stopniu musieli poświęcać swoje doznania wzrokowe by dokładnie analizować dźwięki. Widać jednak wyraźnie, że ważna rozmowa z kierowcą jadącym 220 km/h autostradą to nie jest zbyt dobry pomysł :> Lecz większość nas ma pozytywne nastawienie do muzyki - co w niej jest takiego magicznego?

Dr Olivier Sacks, w książce “Musicophila” opisał swoje doświadczenia w pracy z muzyką. Sacks jest neurologiem i psychologiem, który zainteresował się melodią i rytmem jako metodą leczenia schorzeń mózgu. Opowiada on jak to w szpitalu dla osób dotkniętych Parkinsonizmem, wystarczyło parę taktów by zamienić milczącego od dawna pacjenta w płynnie śpiewającego. Efekt naprawdę magiczny - po wielu miesiącach stagnacji i braku jakiegokolwiek ruchu zobaczyć, jak ktoś bliski zaczyna np. tańczyć. Muzyka wyzwoliła w tych ludziach energię, do której od dawna nie mieli dojścia - most do normalności zbudowany z rytmu i nut. Badacz opisuje też przypadek chirurga, który w wieku 42 lat został rażony piorunem. Cudem uratowany zaczął cierpieć na rozkojarzenie i lekkie trudności z pamięcią - ot zapominał nazwiska pacjentów. Na sali operacyjnej radził sobie jednak świetnie. Lekarz zaczął pałać również miłością do muzyki. Kupował płyty, jeździł na koncerty, kupił pianino… Pasja tak go pochłonęła, że żona wystąpiła o rozwód. Pogłębienie tej miłości spowodowało, że chirurg słyszał muzykę wszędzie. Nie uważał tego jednak jako halucynację czy przesłyszenia, lecz jako wenę. Ani EEG ani MRI nie wykazało żadnych zmian neurologicznych…

Lecz oddziaływaniem muzyki zajmowano się już dawniej. W 1973, fizyk Gordon Shaw zainteresował się wpływem rytmu na inteligencję, wyobraźnię przestrzenną czy umiejętności matematyczne. Jego eksperyment pokazał, że te trzylatki, którym puszczano Sonatę na Dwa Pianina D-Moll Wolfganga Amadeusza Mozarta, jako studenci mieli średnio o 9 punktów IQ więcej niźli grupa kontrolna. Później, razem z Francesem Rauscherem udowodnił, że przedszkolaki, które raz w tygodniu mają lekcje grania na pianinie, mają o 34% lepsze wyniki w zadaniach opierających się o wyobraźnie przestrzenną niż ich niemuzykalni koledzy. Te wyniki nazwali oni efektem Mozarta.

Niedawno w Newsweeku czytałem o sposobach na poprawę funkcjonowania mózgu. Jeden punkt mówił o tym, by podczas rozważania problemów słuchać muzyki. Powoduje to lepszą synchronizację naszych półkul - a co za tym idzie, analiza kłopotu przebiega w sposób sprawniejszy i jest opracowywana bardziej kreatywnie. Czytałem gdzieś też, że lepiej wykonujemy zadania intelektualne słysząc szum, niż nic nie słysząc. Sam piszę te słowa przy “Autoportrecie Witkacego” w wykonaniu Grabarza z zespołu “Strachy na lachy”. Gdy jednak chodzi o naukę - wolę czytać w ciszy. Muzyka mnie rozprasza. W moim środowisku jestem jednak wyjątkiem - reszta woli zapamiętywać informację przy akompaniamencie głośników. Jak jest u Was? Jak myślicie, od czego zależy to, czy człowiek woli przebywać w otoczeniu dźwięków?

Twórcą tego tekstu jest Jędrzej Kamiński i został on pobrany za zgodą autora ze strony neurotyk.net

5 komentarzy:

www.Psychika.net pisze...

Ostatnio podczas sesji uczylem sie przy Mozarcie:)- z dobrymi wynikami:)

Anonimowy pisze...

Co do Twego pytania - człowiek skazany jest na dźwięki. Lecz ze wszystkich - muzyka jest najmniej nieprzyjemnym. Wręcz przeciwnie.

Interesujący jest opisany przez Ciebie `efekt Mozarta`, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam.

Ja osobiście muzykę wielbię ponad wszystko i towarzyszy mi ona niemalże w każdej wolnej chwili. Bo muzyka uspokaja umysł, ułatwia wzlot myśli, a gdy trzeba, pobudza do walki. Dziś nawet korzystając z okazji idę na koncert Pogodna, jutro zaś Marii Peszek. Nie ma nic lepszego na udany wieczór.

Pozdrawiam serdecznie

-A.


P.s.
Z racji tego, iż muzyka ich towarzyszy mi od dziecięcych lat, muszę prosić o małą korektę, ot literówkę...
Black SabbatH ;)

Psychika.net pisze...

Literówkę poprawiam:)Dziękuję w imieniu autora tekstu za spostrzeżenie:)

Teloch pisze...

No to wypada podziękować osobiście ;) Eh, trzeba tam było dać za przykład Iron Maiden :P

Anonimowy pisze...

"...mająca na początku formę prostego wybijania rytmu, ewoluowała w koncerty Chopin".Muzyka Chopina jest piękna...ale Chopin napisał tylko dwa koncerty
To taka drobna uwaga ;)

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Proszę o kulturalne wyrażanie swoich poglądów. Nie akceptuję wulgaryzmów i chamstwa.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...